Spalili kukłę Romana Gietycha, zabarykadowali się na podwórzu Ministerstwa Edukacji Narodowej, założyli na bramę własne kłódki. Policja zatrzymała 18 osób. Przekonywała, że uczniowie, którzy zorganizowali wczoraj manifestację przeciwko Romanowi Giertychowi, nie mieliby kłopotów, gdyby trzy dni wcześniej zgłosili swoje zgromadzenie.
- Tu policja. To zgromadzenie jest nielegalne. Proszę się rozejść! – kilkadziesiąt osób zgromadzonych pod ministerstwem edukacji usłyszało po raz pierwszy to wezwanie około godziny 11. Wcześniej przedstawicielka protestujących uczniów weszła do środka, żeby porozmawiać z ministrem. Kilka innych osób zabarykadowało się za wewnętrzną bramą. Założyli na nią swoje kłódki. Na chodniku w rytm bębna wykrzykiwano „Raz, dwa, trzy cztery, odejdź Giertych do cholery”.
Po pierwszym wezwaniu połowa zgromadzonych rzeczywiście odeszła od bramy. Byli to głównie najmłodsi uczniowie. Starsi zostali. – Roman Giertych musi odejść, bo chce nam narzucać swoją nacjonalistyczną ideologię – mówił dziennikarzom Mariusz, gimnazjalista. – Patriotyzmu można uczyć podczas lekcji historii czy języka polskiego. Po co tworzyć dodatkowy przedmiot? Może po to, by zgłębiać ideologię endecji? – oburzał się jego kolega.
W ramach protestu nie poszli na lekcje. Spotkanie zorganizowała Inicjatywa Uczniowska. Planów zwołania zgromadzenia nie zgłoszono władzom przepisowe trzy dni wcześniej, dlatego policja uznała je za nielegalne. Kiedy wezwała po raz drugi do rozejścia się, niektórzy usiedli na chodnikach. Krzyczeli coraz głośniej. Po trzecim wezwaniu policja otoczyła grupę młodych ludzi. Niektórzy próbowali trzymać się krat bramy. Jednak kilkoro najbardziej aktywnych młodych ludzi trafiło do radiowozów. – Oto wasza demokracja! – skandowali ci, którzy pozostali.
- Zabrali moją koleżankę, mnie tylko odsunęli na bok – mówiła z niekłamanym żalem w głosie 16-letnia Beata. Wyjaśniała, że mama wie o jej obecności na manifestacji i że to akceptuje. Wraz z czterema innymi osobami usiadła na chodniku. Policjant wytykał im, że blokują drogę ewakuacyjną. Przesiedli się obok, na chodnik. Beata przypieła sobie do czarnej bluzki kartkę z odręcznie napisanym hasłem – „Giertych do wora, wór do jeziora”. Otaczają ją fotoreporterzy, błyskają flesze. – My się tu tylko opalamy, czego od nas chcecie, jesteśmy w wolnym kraju – dyskutowali z policją protestujący. Jednak ta argumentacja wyraźnie nie trafiła do funkcjonariuszy. Kolejne osoby trafiają do policyjnych samochodów. – Znów mnie nie zabrali. Chciałabym być ze znajomymi – oburzała się 16-latka.
Uczennica gimnazjum w bluzce w niebieskie paski i z torbą ze Snoopym tłumaczyła dziennikarzom, że uważa działanie policji za niesprawiedliwe. Bo czytała konstytucję i wie, że ma prawo do wyrażania swoich poglądów. Siwa kobieta, która wyszła na zakupy krzyczała na policjantów, że powinni dać spokój młodym ludziom. Bo ona młodych ludzi rozumie. Też jej się minister Giertych nie podoba.
Jednak tłumek powoli topniał. Tymczasem przedstawicielka protestujących wręczyła kierownictwu resortu apel o odejście Giertycha. Sam wicepremier tłumaczył dziennikarzom, że Inicjatywa Uczniowska nie jest dla niego partnerem do rozmów, gdyż trzy tygodnie temu wsparła demonstrację za legalizacją marihuany. Poza tym Giertych cieszy się z protestów, jakie są w ostatnim czasie organizowane, gdyż inaczej nikt nie interesowałby się sprawami oświaty oraz przedstawianymi przez niego propozycjami.
Autor artykułu: KB