Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 8 stycznia zagra już po raz 14. Tegoroczny finał to zbiórka pieniędzy dla ratowania życia dzieci poszkodowanych w wypadkach. Przewiduje się zakup defibrylatorów, łóżek szpitalnych pomocnych w leczeniu urazów, rentgenów ramieniowych itp. Pieniądze mają być także przeznaczone na naukę udzielania pierwszej pomocy. Ruszyć ma wielka dwuletnia akcja szkoleniowa dla 1,3 mln młodych ludzi.
Pierwszy raz Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagrała 3 stycznia 1993. Przez 13 lat, dzięki niesamowitej ofiarności ludzi dobrej woli w kraju i za granicą udało się zakupić blisko 17 tysięcy urządzeń medycznych za 64 mln dolarów. Specjalistyczny sprzęt trafił do 650 szpitali w całym kraju. Pieniądze zostały przeznaczone na pomoc szpitalom i noworodkowym, pomoc w zakupie sprzętu dla klinik onkologicznych, ratowanie życia dzieci, które uległy wypadkom, leczenie dzieci niedosłyszących.
Rozmowa z Jurkiem Owsiakiem inicjatorem akcji i założycielem Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
- W niedzielę kolejny, XIV już finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie jest pan już trochę zmęczony?
- Nie, wręcz przeciwnie! Wszystkie przygotowania, sam finał i w ogóle cały rok tworzenia tych niezwykłości daje taką adrenalinę, poczucie spełnienia, świadomość, że robi się coś bardzo pożytecznego, dobrego, że potrafi to pogonić każde zmęczenie czy jakiekolwiek zniechęcenie w tej sprawie. Gdyby ludzkość dała nam odczuć, że to ona jest znudzona, wtedy być może byśmy musieli się wyciszyć, ale na szczęście tak nie jest.
- Wie pan, ile istnień ludzkich udało się uratować dzięki działalności Orkiestry?
- To najtrudniejsze i najczęściej zadawane pytanie, do którego podchodzimy z ogromną pokorą, to znaczy staramy się nie zagłębiać i nie prowadzić w tej mierze precyzyjnej statystyki. Urządzenia, które kupujemy, są różnego kalibru i różnego przeznaczenia. Jedne bardziej, inne mniej wpływają na życie noworodka czy dziecka. Na przykład w ciągu tych 13 lat kupiliśmy ponad 700 inkubatorów. W takim inkubatorze w ciągu roku leży trójka – piątka dzieci. Wystarczy to pomnożyć, pododawać i już się robi niewiarygodna liczba, która pokazuje ogromny sens nowoczesnej medycyny. Nie, nie liczymy, ale zdajemy sobie sprawę, że codziennie nasze i podobne do naszych działania bardzo wspomagają polską medycynę, a konkretne działania najbardziej odczuwamy otrzymując wzruszające listy i maile od rodziców.
- Już po raz trzeci WOŚP będzie zbierać pieniądze dla dzieci poszkodowanych w wypadkach drogowych. Potrzeby w tej dziedzinie ciągle są tak duże?
- Ratowanie życia to wspomaganie najnowocześniejszej medycyny, tej z najwyższej półki, a ta zawsze dużo kosztuje. Kilka lat temu kupowaliśmy sprzęt dla oddziałów chirurgii urazowej, między innymi na sale operacyjne. Kilka lat intensywnej pracy to także zużycie się urządzeń, które w normalnych, europejskich warunkach pracują 4-5 lat. Taki sprzęt ponownie chcemy kupić dla kilkudziesięciu najlepszych ośrodków – aparaty do znieczulenia, rentgeny śródoperacyjne, USG, stoły operacyjne. Ale dokładnie o tym sprzęcie mówić będziemy po finale, kiedy nasi eksperci jak co roku będą oceniali wszystkie zebrane informacje, potrzeby, prośby.
Ale tegoroczny cel to także drugie hasło naszego finału, czyli popularyzacja nauki pierwszej pomocy. W tej dziedzinie, niestety, Polacy są kompletnie na szarym końcu Europy, mimo wysiłków wielu organizacji pozarządowych, które próbują popularyzować i uczyć. My chcemy zacząć naukę od najmłodszych klas szkoły podstawowej.
- Czy trudno jest podjąć decyzję o tym, komu pomóc w danym roku?
- Nie. Współpracuje z nami duża ekipa lekarzy – ekspertów, na których opiniach bardzo polegamy. Co pewien czas wysyłamy ankiety do wszystkich oddziałów dziecięcych. Dzięki Programowi Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków nasz kontakt z ponad 500 oddziałami noworodkowymi jest codzienny.
W ciągu roku Fundacja zajmuje się także problemami, którym nie nadaje charakteru tematu finału – to są finansowane od kilku lat programy medyczne, zajmujące się wzrokiem, słuchem, bezdechem u noworodków i problemem cukrzycy u noworodków oraz małych dzieci. Można powiedzieć, że staliśmy się w naszej małej działce fachowcami i profesjonalistami i mając cały czas w sobie ducha rock’n’rolla, działania związane z medyczną działalnością Fundacji prowadzone są na najwyższych obrotach i z najwyższą starannością. Między innymi w tym roku zostaliśmy Liderem Polskiej Medycyny w dziedzinie Programu Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków.
- Jakie sprawy czekają jeszcze w kolejce? Na co będą zbierane pieniądze w przyszłych finałach?
- Tego nigdy nie potrafimy powiedzieć na początku roku. Bywało, że tuż przed finałem wcześniej proponowany temat oddalał się od nas i podejmowaliśmy zupełnie inne wyzwania. Na pewno nasze działania będą w dalszym ciągu związane z bardzo nowoczesną medycyną. Kiedy zaczynaliśmy grać 14 lat temu, rodziło się w Polsce ponad 700 tysięcy dzieci rocznie. Teraz ta liczba drastycznie spadła i narodzin jest w granicach 330 tysięcy. To także w pewnym sensie pozwala nam działać w bardzo ukierunkowanych tematach. Ale podkreślam – każdy w Polsce szpital, pisząc do nas prośbę, przedstawia nam tym samym pewien problem, pewien pomysł na przyszłe granie.
- Czy nie jest pan czasami zirytowany sytuacją, że polska służba zdrowia jest w tak fatalnym stanie i że musi pan zapewniać jej często elementarny sprzęt medyczny?
- Nigdy nie zaspokajaliśmy elementarnych potrzeb. Jeśli kupowaliśmy inkubatory, to wymienialiśmy stare na nowe, a jeśli kupujemy najnowocześniejsze urządzenia dla ratowania bezdechu u noworodków, to takich samych urządzeń nie ma w nadmiarze w szpitalach brytyjskich, niemieckich, francuskich czy włoskich. Od początku staraliśmy się dorzucać coś z najwyższej półki, biorąc przykład z działalności wielkich fundacji w krajach Europy Zachodniej, gdzie także organizacje pozarządowe wspierają szpitale zakupem nowoczesnych urządzeń. Zawsze jest jakiś poziom opieki społecznej wynikający z dzielenia pieniędzy w budżecie i zawsze jest ten niedostatek, czy to w krajach bogatych, czy to w krajach biednych, który takie organizacje jak nasza próbują uzupełnić. Dlatego nie ma irytacji, bo naszymi zakupami nie łatamy dziur, nie przedłużamy na chwilę działania szpitali, nigdy nie działamy na sygnał alarmowy, że komuś coś się zepsuło i musimy natychmiast coś komuś kupić.
Równie dobrze w tej złej, polskiej służbie zdrowia można znaleźć mnóstwo przykładów doskonale prowadzonego leczenia, nieprawdopodobnych operacji, zabiegów czy chociażby – jak w naszym przypadku – prowadzenia programu badań słuchu u noworodków, który – okazuje się – w ramach polskiej struktury, polskich przyzwyczajeń i momentami na tle biedy szpitali, jest najlepszy na świecie. Moim zdaniem, ból leży po stronie przerostu administracji, a także, niestety, nawyków zrodzonych przez wiele lat fatalnego, jednostajnego nastawienia mediów na wyszukiwanie tylko i wyłącznie złych elementów składających się na polską służbę zdrowia.
- Zna pan ministra Religę? Jak ocenia pan możliwość współpracy z nim?
- Poznałem pana ministra Religę na koncercie rockowym 13 lat temu, kiedy objeżdżaliśmy całą Polskę po pierwszym finale z naszą muzyką i dziękując wszystkim, którzy nam pomagali, a także symbolicznie przekazując lekarzom sprzęt medyczny, który dzięki Orkiestrze mogliśmy im kupić. Między innymi w Zabrzu naszym gościem honorowym, choć nie odbiorcą naszego sprzętu, był profesor Zbigniew Religa. Zamachał na scenie marynarką, cała ekipa zaproszonych lekarzy świetnie się bawiła i później miałem okazje spędzić z nim jakiś czas rozmawiając o kardiochirurgii, on o dorosłej, a ja o dziecięcej.
Później miałem okazję kilkakrotnie spotkać się z panem profesorem i bliżej obserwować jego działania jako lekarza i polityka. O jego sukcesach medycznych wiemy wszyscy i jest to powód do dumy. O działalności politycznej boję się teraz coś mówić, bo niestety, polska scena polityczna wciąga, wykręca, wyżyma, tak naprawdę przeciągnie jeszcze przez opinię publiczną i często widzimy w polityku człowieka zmęczonego, starganego, zajętego różnościami, które są daleko od spraw istotnych. Oby się tak nie stało z panem profesorem, bo podjął się najtrudniejszego dzieła w Polsce. A najwięcej do zrobienia widzę w działaniach pana profesora w sprawie ratownictwa medycznego, czym my też zajmować się będziemy w 2006 roku. Mam ogromną nadzieję, że ta współpraca będzie bardzo kontaktowa, zresztą zaprosiliśmy pana profesora na finał.
- Jak pan ocenia klimat polityczny dla swojej działalności po zmianie władzy? Nowy rząd nie ukrywa przecież swojej przychylności dla mediów, które wielokrotnie pana atakowały?
- Gramy już czternasty rok, przez ten czas w Polsce zmieniały się opcje polityczne o 180 stopni. Zawsze robiliśmy swoje, uczciwie, solidnie, bez żadnego ściemniania, będąc pod najbardziej wymagającą kontrolą, jaką jest kontrola społeczna. Byłoby coś nielogicznego, żeby myśleć o tym negatywnie i jak czas pokazuje, możemy unosić się spokojnie ponad wszelką politykę i otaczające nas kolory.
- Czy trudno panu chronić własną prywatność? Czy spotyka się pan z jakimiś nieprzychylnymi reakcjami?
- Moja prywatność hula własnymi drogami, nigdy nie odczuwam jej braku, oraz jakiegokolwiek ciśnienia, które by mi ją ograniczało. Żyję wśród ludzi, pracuję z nimi, spotykam się z ogromną życzliwością i serdecznością obywateli, którzy w żaden sposób nigdy fizycznie nie okazywali mi jakiejkolwiek nieprzychylności. Jeżeli się ona zdarza, to najczęściej anonimowo, gdzieś zapisana w nieprzyjemnym artykule, nieprzyjemnej relacji. Ale nie są to elementy, które by wywracały życie do góry nogami.
- Czy gdyby teraz pan zaczynał, poprowadziłby pan Wielką Orkiestrę inaczej?
- Dzisiaj? Zrobiłbym to identycznie. Bałbym się tylko, że jestem o 14 lat starszy.
Autor artykułu: KB