Przez prawie trzy miesiące na wolności przebywał 42-letni pacjent z Kocborowa, który ma na sumieniu dwa morderstwa. Wyszedł ze szpitala w trakcie zajęć rekreacyjno-terapeutycznych. Miał przepustkę, która pozwalała na swobodne poruszanie.
W kocborowskim szpitalu nie powiedziano nam zbyt wiele o pacjencie, którego od 27 września, przez blisko trzy miesiące, szukała policja. Zastępca dyrektora Krzysztof Kołcz nie chciał z nami rozmawiać. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Walerian J. przebywa w szpitalu od kilku lat.
Policja nie zapytała
Tego dnia, kiedy uciekł, mężczyzna nie miał najmniejszych problemów z opuszczeniem terenu szpitala, gdyż za dobre sprawowanie udzielono mu przepustki. W praktyce oznacza to, że miał prawo przebywać na terenie placówki poza swoim oddziałem i nie musiał być legitymowany przy wyjściu. Z naszych informacji wynika, że wyszedł ze szpitala w trakcie zajęć rekreacyjno-terapeutycznych. Jeszcze tego samego dnia powiadomiono o tym starogardzką policję, a nazajutrz Sąd Okręgowy w Olsztynie – to także ustaliliśmy nieoficjalnie.
- Otrzymaliśmy faks ze szpitala z jego nazwiskiem, rysopisem, ale nie było podanych informacji, dlaczego znalazł się w szpitalu – twierdzi nadkom. Bogusław Ziemba ze starogardzkiej policji. – Ustaliliśmy ponadto, że w dniu 27 września udzielona mu została na terenie szpitala przepustka. Potraktowaliśmy to jako kolejne zgłoszenie o oddaleniu się, a takich otrzymujemy dosyć sporo. Nie mamy w takich przypadkach zwyczaju i obowiązku pytać szpital o wszystkie szczegóły. Gdyby był niebezpieczny, zapewne sami by nas o tym poinformowali.
Spóźniony list gończy
Dopiero gdy policja otrzymała list gończy z Sądu Okręgowego w Olsztynie, wszystko stało się jasne. Walerian ,Walerek” J. zabił 20 lat temu starszą kobietę, a osiem lat temu zamordował sąsiadkę. Gdy siedział w więzieniu, próbował jeszcze zamordować współwięźnia. List gończy za ,Walerkiem” wyszedł z Sądu Okręgowego Olsztynie dopiero kilka dni przed świętami. Tam też nie potrafiono nam wczoraj podać ze stuprocentową pewnością, co było przyczyną tak wielkiego opóźnienia.
- Gdybyśmy o tym wiedzieli wcześniej, to list gończy wyszedłby od razu – zapewnia Waldemar Pałka, rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie. – Z tego, co wiem, nie dotarła jednak do nas stosowna informacja ze szpitala o oddaleniu się tego pacjenta, ale jeszcze to sprawdzę.
Po zajściu w kocborowskim szpitalu od razu wprowadzono zmiany organizacyjne. Jak nas poinformował Krzysztof Kołcz, zarządzono, aby do powiadomienia na policję dołączać postanowienie sądu. Wtedy będzie wiadomo, czy poszukiwany popełnił jakieś przestępstwo.
Autor artykułu: Maciej Jędrzyński