Mam wiele wspólnego z Oliverem Twistem – mówi Roman Polański, reżyser filmu „Oliver Twist” na podstawie powieści Karola Dickensa.
Polska publiczność ma jako pierwsza na świecie oglądać w kinach „Olivera Twista” w reżyserii Romana Polańskiego. Za kilka dni film będzie miał swoją premierę w Stanach Zjednoczonych, a później w całej Europie. Zadanie stworzenia bogatego tła klasycznej historii Karola Dickensa przypadło scenografowi Allanowi Starskiemu. Na plan zdjęciowy składa się pięć ulic, liczne skwery i boczne uliczki. Zbudowano także dzielnice biedoty z Wyspy Jakuba oraz bardziej wytworną Pentonville.
Magda Kazikiewicz: Dlaczego zdecydował się Pan na sfilmowanie akurat powieści Karola Dickensa?
Roman Polański: Chciałem nakręcić film dla swoich dzieci. Byłem im to winien. One zawsze były zainteresowane moja twórczością, ale nie jej tematyką. Na planie „Pianisty spędziły 2 miesiące, ale to był dla nich za trudny film. Mam nadzieję, że tym razem sprawiłem im radość.
MK: Czy trudno było wybrać odpowiedniego chłopca do tytułowej roli? Dzieci często bywają niepokorne. Jaki jest Barney Clark?
RP: Nie szukałem chłopca ładnego czy miłego. Musiał być w pewien sposób atrakcyjny i ciekawy. Posiadać sporo inteligencji i odrobinę melancholii i przede wszystkim charyzmy.
MK: Książka Dickensa ma już 170 lat. Czy jej tematyka nadal jest aktualna?
RP: A czy Biblia się kiedyś zestarzeje? Tematyka, którą porusza Dickens jest uniwersalna, dlatego trafia do współczesnego czytelnika. Los sieroty jest ten sam w każdym rozwijającym się kraju.
MK: Pan – podobnie jak tytułowy bohater filmu – wychował się bez rodziców. Czy to był rodzaj terapii?
RP: Na początku w ogóle o tym nie myślałem. Dopiero w czasie kręcenia filmu zdałem sobie sprawę, że mam w sobie wiele z tego chłopca. Ja – tak jak on – wiem, co to znaczy iść wiele kilometrów w butach bez skarpetek z poranionymi stopami. Wiem też, jak ludzie odnoszą się do dziecka, które nie ma nikogo. Prawie nigdy nie jest to miłe. Dla sieroty nie jest najgorsze to że jest głodny, czy jest mu zimno, ale sam fakt, że nie ma rodziców.
MK: Jakie są Pana najbliższe plany?
RP: Zwykle po filmie wracam do teatru. To pozwala mi na zbliżenie się do normalnego życia. Kręcenie filmu to jedno wielkie wariactwo. Obecnie czekam na premierę „Tańca wampirów”. Planuję też zrobienie sztuki w Paryżu, ale to za kilka miesięcy.
Autor artykułu: MK