We wtorek na warszawskiej Pradze amstaf rozszarpał gardło swojej 15-letniej właścicielce. Dziewczynka zmarła. Na psa został już wydany wyrok. Specjaliści przekonują jednak, że najczęściej to z winy właścicieli dochodzi do takich tragedii.
Dzień po tragicznym wypadku wokół schroniska na Paluchu, gdzie przebywa suka, gromadzili się warszawiacy. – Chcieli ukarać psa, gdyby mogli, to by go zabili – mówi APP dyrektorka schroniska Wanda Dejnałowicz. – Sara jest bardzo spokojna, liże mnie po ręku. Prawdopodobnie została źle wychowana. Takie zwierzę chce dominować w domu, ale nie wolno mu na to pozwolić, bo wówczas może dojść do tragedii – podkreśla Dejnałowicz. Pies przebywa na 15-dniowej obserwacji. Prokurator zdecyduje, czy zostanie uśpiony. Właściciele nie zarejestrowali amstafa w urzędzie gminy, mimo że pies jest zaliczany do ras agresywnych.
- Nikt nie zna dnia ani godziny, bo nigdy nie wiadomo kiedy amstaf zaatakuje. Należy on do psów bojowych, a w ich przypadku nawet wieloletnia tresura nie wyeliminuje instynktu mordercy – mówi APP Agnieszka Kępka, międzynarodowy sędzia kynologiczny, trenerka psów z 19-letnim doświadczeniem. – Wystarczy, że jego opiekunowi upadnie na ziemię ciastko, a pies może go zaatakować. Najczęściej ze skutkiem śmiertelnym – dodaje.
Złe wychowanie
Część specjalistów tłumaczy zachowanie amstafa tym, że psy czasem gryzą ciała swoich właścicieli, którzy zasłabli lub zmarli, bo chcą ich “obudzić”. – To nie jest żadne normalne zachowanie psa. Zdarza się tak, ale bardzo rzadko. Nie wiemy, co stało się w mieszkaniu dziewczynki. Pies mógł się czegoś przestraszyć. Być może koleżanki się pokłóciły, ktoś wykonał jakiś niespodziewany ruch i pies zareagował agresywnie – mówi dr Aleksandra Szywoła, zoopsycholog. – Najczęściej jednak ataki psów wynikają ze złego wychowania. Amstaf to nie jest pies dla każdego. To rasa bardzo pobudliwa, która na pewne impulsy reaguje niekontrolowaną agresją. O zachowaniu decydują geny. Nie można z psa agresywnego zrobić łagodnej maskotki. Hart jest stworzony do tego, by gonić, pies myśliwski, by tropić, a pies obronny, by gryźć – dodaje.
Specjaliści podkreślają, że zaledwie jeden procent wszystkich psów stanowią osobniki patologicznie agresywne. Pozostałe – jeśli gryzą – to dlatego, że zostały źle wychowane lub sprowokowane przez ofiary. Nawet mały kundelek może zagryźć człowieka. Nie należy jednak winić za to psa. – Winę w całości ponosi człowiek. To on zabiega o prowadzenie hodowli agresywnych ras, to człowiek tresuje psa, to człowiek uczy zwierzę różnych form zachowania, nie izoluje go dostatecznie od innych – mówi Kępka. – Geny mordercy można wyciszyć. Właściciel powinien wiedzieć, że gdy pies milknie, zatrzymuje się, przechyla łeb i patrzy prosto na nas, to może oznaczać, że za moment zaatakuje – dodaje. Kiedy to nastąpi, tresowanemu psu można wydać stanowczą komendę, by przestał, polać go dużą ilością wody lub ścisnąć za jądra. Żadna z tych metod nie skutkuje jednak w przypadku psa bojowego.
Zaatakować może każdy
Właściciele psów w poczuciu własnego bezpieczeństwa uczą agresji swoje czworonogi, które mają spełniać rolę ich “ochroniarzy”. Nie zdają sobie sprawy, że pies może zaatakować bez przyczyny. – Już 3-miesięczne psy bojowe mają wyuczony odruch łapania za gardło. W ten sposób najczęściej atakują. Wówczas całkowicie odcinają się od świata, nie reagują na komendy, uderzenia – podkreśla Kępka. Jak dodaje, takie zwierzęta w chwili ataku nie odczuwają bólu, dlatego też walki psów trwają do momentu zagryzienia jednego zwierzęcia.
Jak podkreślają treserzy psów, agresywnego psa łatwo rozpoznać w czasie szkolenia. Nie zdają one egzaminu na psa obronnego, ponieważ w momencie zagrożenia zamiast bronić swojego przewodnika, walczą z pozornym zagrożeniem, atakują. Mało osób decyduje się jednak na profesjonalne szkolenie. Najczęściej uważają, że zwykłego mieszańca nie trzeba tresować. Uczą psa komendy “siad”, “waruj” i na tym się kończy. A nie tylko psy ustawowo uznane za agresywne stwarzają zagrożenie. Każde zwierzę kieruje się przede wszystkim własnym instynktem. – Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy najbardziej łagodny pies może przerodzić się w zabójcę i zaatakować – podkreśla Kępka.
Hodują coraz groźniejsze
W ciągu ostatnich lat wzrosła liczba pogryzień przez psy, ponieważ nastała moda na rasy niebezpieczne. W większości pochodzą one z domowych hodowli, nad którymi nikt nie ma kontroli. Takie zwierzęta najczęściej biorą udział w nielegalnych walkach psów. – Są szkolone na morderców. Na całym świecie ludzie pracują nad coraz bardziej niebezpiecznymi krzyżówkami psów bojowych – mówi Kępka.
Psy, które zagryzą człowieka, najczęściej są usypiane. Część z nich przebywa jednak w schroniskach w specjalnych klatkach dla niebezpiecznych psów. – Często przychodzą do nas “prymitywne gęby” i mówią, że chcą najgroźniejszego psa. Kiedy odpowiadam, że jest, ale wykastrowany, rezygnują. Im zależy na rozmnażaniu groźnych ras. Walki psów to dobry biznes, niestety nikt nic z tym nie robi – mówi Dejnałowicz.
11 ras psów wykazanych w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 15 grudnia 1998 r. i uznanych za agresywne: amerykański pittbull terier, pies z Majorki ( Perro de Presa Mallorquin), buldog amerykański (amstaf), dog argentyński, pies kanaryjski (Perro de Presa Canario), tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolia karabash, moskiewski stróżujący, owczarek kaukaski.
Psy bojowe – Bull Terrier, Pit Bull Terrier, Staffordshire Bull Terrier, American Staffordshire Terier i krzyżówki ras niebezpiecznych. Są to specjalnie hodowane psy, które prowokowane są (szczute) i zmuszane do walki o własne zdrowie i życie. Dzisiejsze rasy psów bojowych używanych od pokoleń do walk psów, mogą wykazywać pewne skłonności do atakowania szczególnie innych psów, choć mogą być agresywne również w stosunku do ludzi.
Jak zachować się w razie ataku psa:
- nie poruszać się, nie uciekać
- nie patrzeć psu w oczy
- nie odwracać się tyłem
- jak najszybciej przyjąć pozycję żółwia – spleść dłonie i założyć ręce na kark, osłonić nimi uszy, przykucnąć i przyciągnąć głowę do kolan
Psy atakują ludzi:
- 2002 r. – w Redzie koło Gdyni 7-letnią Emilkę zagryzły trzy rottweilery.
- 2002 r. – w Gnieźnie 3-latek został zaatakowany przez mieszańca. Chłopiec przeżył, ale przeszedł bardzo skomplikowaną operacje twarzy.
- 2004 r. – w Wołczynie koło Szczecina pies zagryzł 5-letnią Amelkę. Dziewczynka chciała pogłaskać psa sąsiadów. Ten rzucił się na nią.
- maj 2005 r. – w Górnie koło Kielc 75-letni mężczyzna został zagryziony przez bezdomne psy.
- maj 2005 r. – 4-letniego Artura zaatakował bezdomny kundel. Dziecku założono 40 szwów na twarzy.
- lipiec 2005 r. – w okolicach Skwierzyny psy pogryzły 4-letnia Nicol. Lekarze założyli jej ponad sześćset szwów.
- lipiec 2005 r. – w Kazimierzu Dolnym mieszaniec zagryzł swojego 80-letniego właściciela
- sierpień 2005 r. – w Nowogardzie (zachodniopomorskie) owczarek niemiecki zagryzł 4-letniego chłopca.
Autor artykułu: MK