Monika Suchocka z Dąbrówki Malborskiej jest jedną z Polek nadal poszukiwanych po czwartkowych zamachach w Londynie. – Żyjemy w strachu, ale i z nadzieją, że się jej nic nie stało – powiedziała nam jedna z krewnych Moniki.
Monika pojechała do Londynu z koleżankami. (more…)
Archive for July, 2005
Studentka z Malborka zaginęła w Londynie
Sunday, July 10th, 2005Korespondencja z Londynu. Liczba ofiar wzrosła do 50
Saturday, July 9th, 2005Liczba poszukiwanych w Londynie przez polskie służby konsularne Polaków wzrosła w piątek do kilkunastu. Zaginięcia zgłosiły rodziny w związku z czwartkowymi zamachami bombowymi w centrum Londynu. W szpitalach odnaleziono trzy osoby o polskich nazwiskach. Nie były to jednak osoby z listy poszukiwanych. Możliwości sprawdzenia czy w szpitalach przebywali inni polscy obywatele była w piątek jeszcze ograniczona: szpitale wciąż ustalały listy rannych, których w sumie przyjęły ponad 400.
Brytyjska policja podała także w piątek w południe, że w czwartkowych zamachach zginęło ponad 50 osób. W tunelach metra ratownicy nadal odnajdowali ciała zabitych. W sumie w trzech wybuchach bombowych w sieci metra i jednym wybuchu, który zniszczył dwupokładowy autobus rannych zostało ponad 700 osób. Ponad 100 z nich musiała zostać w szpitalach na noc. 22 osoby znajdowały się w stanie krytycznym. Ian Blair, szef Metropolitan Police powiedział w piątek dziennikarzom, że jest mało prawdopodobne aby liczba zabitych wzrosła do 100.
W mieście nazajutrz po tragedii panował spokój. Większość linii metra została rano ponownie otwarta. Normalnie działała także komunikacja autobusowa. W czwartek wieczór policja zaapelowała aby unikać podróżowania do centrum Londynu, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Wiele firm, mających swoje siedziby w centrum miasta, dało wolny dzień pracownikom. W City większość sklepów, restauracji, barów było wczoraj zamkniętych. Opustoszał też West End, zazwyczaj pełny turystów, przechodniów, ulicznych performerów. Większość teatrów West Endu odwołała swoje przedstawienia. Spokój jest uderzającą cechą tych wydarzeń.
W przeciwieństwie do wielu relacji przekazywanych przez zagranicznych dziennikarzy ani w czwartek, kiedy raz po raz dochodziły informacje o kolejnych wybuchach i kolejnych ofiarach zamachów, ani nazajutrz po dramatycznym dniu, w Londynie nie było ani chwili paniki. Londyńczycy zachowywali się niezwykle godnie — zarówno zwykli przechodnie jak i służby ratunkowe, policjanci, służby medyczne. Dramatyczne były wydarzenia bezpośrednio po wybuchach: w miejscach tragedii, w trakcie akcji ratunkowych trudno było zachować spokój. Ludzie w zastopowanych wagonach metra wybijali szyby, był płacz i rozpacz. Ale nawet w relacjach tych, którzy ocaleli z zamachów, nie było paniki. Łzy, chwilami niedowierzanie, ale nie panika. Obrazy chaosu spowodowało zamknięcie metra i zawieszenie transportu autobusowego: setki zaskoczonych pasażerów wypełniło ulice. Jednak tłum zachował także spokój; każdy zmierzał w swoją stronę.
Sukces zamachowców w Londynie bardzo zaniepokoił specjalistów od walki z terroryzmem. Londyn jest uważany za jedno z najbezpieczniejszych miast na świecie. Brytyjski wywiad jest uważany za jeden z najsprawniej działających na świecie, a służby antyterrorystyczne za doskonałe. 30-letnie doświadczenie w walce z terrorystami z IRA czyni brytyjskie służby najlepiej przygotowanymi do walki z terroryzmem a Londyn najlepiej uzbrojonym na świecie miastem: żadne inne miasto na świecie nie jest tak naszpikowane ukrytymi kamerami. W City nie ma nie monitorowanej kamerami uliczki czy skwerku. Jest więc spore prawdopodobieństwo, że uda się “wyłowić” z filmów CCTV twarze zamachowców. Niemniej czwartkowe uderzenie zostało odczytane jako specjalny sukces terrorystów. Czy słusznie? Brytyjska policja twierdzi, że pomimo tak świetnego “uzbrojenia” nie można rozpoznać w osobie wchodzącej do metra z torbą, iż jest to zamachowiec, o ile służby wywiadowcze nie mają co do tej osoby podejrzeń. Zdaniem specjalistów to jest najsłabszy punkt w walce przeciwko Al Kaidzie: ideologię Osamy Bin Ladena może podjąć każdy w każdej chwili.
Autor artykułu: Anna Wielopolska z Londynu