Archive for March, 2005

Wieczerzak kłamie

Sunday, March 20th, 2005

- “Lobbowałem za Eureko, ponieważ to ta firma złożyła najkorzystniejsza ofertę” – tłumaczył wczoraj przed komisją śledczą ds. PZU Emil Wąsacz, były minister skarbu. Twierdzi, że prywatyzacja PZU to sukces Skarbu Państwa.

“Wieczerzak kłamie” – stwierdził Wąsacz, ustosunkowując się do zeznań byłego prezesa PZU Życie. Grzegorz Wieczerzak zeznał bowiem, że Wąsacz polecił jemu i Władysławowi Jamrozemu (byłemu prezesowi PZU) zawrzeć porozumienie o odsprzedaży posiadanych przez nich akcji BIG Banku bankowi BCP. Miałoby dojść do tej transakcji w przypadku, gdyby Eureko i BIG Bank nie przejęli PZU. Emil Wąsacz zeznał, że doprowadził do odwołania Jamrozego i Wieczerzaka, ponieważ chcieli wprowadzić do przetargu Deustche Bank, który nie złożył w odpowiednim terminie oferty. Sam lobował za Eureko, ale jak twierdzi, tylko dlatego, że ta firma zgłosiła najlepszą ofertę. Zapewnił, że nie było żadnych nacisków politycznych w sprawie prywatyzacji PZU. Wąsacz, który był ministrem skarbu od 1997 do 2000 roku, przestawiał proces sprzedaży akcji PZU Eureko i BIG Bankowi Gdańskiemu jako swój sukces. Tuż przed prywatyzacją sytuacja największego polskiego ubezpieczyciela była bowiem bardzo zła.

- “Przygotowania do prywatyzacji PZU były prowadzone, gdy firmie groziło wprowadzenie zarządu komisarycznego” – tłumaczył. Podkreślił, że w grudniu 1998 roku Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń zażądał od ministra skarbu dokapitalizowania PZU, które nie spełniało wymogów ustawy ubezpieczeniowej.

Cezary Grabarczyk (PO) próbował dociec, czy umowa prywatyzacyjna PZU nie została sfałszowana. W dokumencie podpisanym 5 listopada 1999 roku ręcznie została zmieniona data wykonania umowy (czyli terminu zapłaty za 30 proc. akcji PZU): z 15 listopada na 10 listopada. “Nie pamiętam faktu przerobienia daty. Nie widzę też tu mojej parafy. Gdyby była moja, to bym poznał” – mówił Wąsacz, po przedstawieniu mu przez Grabarczyka kontrowersyjnego dokumentu.Śledczy z PO złożył wniosek o wyjaśnienie tej sprawy przez specjalistę. Jego zdaniem komuś mogło zależeć na zmianie daty.

“BIG BG mógł zgodnie z umową prywatyzacyjną sprzedać kupione 10 proc. akcji PZU na rzecz swojej spółki zależnej BIG BG Inwestycje w ciągu trzech dni od dnia wykonania umowy” – podkreślił Grabarczyk, sugerując, że zmiana daty może mieć coś z tym wspólnego.

Posłowie śledczy z nieufnością odnieśli się do zeznań Wąsacza. W wielu miejscach są one rozbieżne z byłą wiceminister skarbu Alicją Kornasiewicz. Dlatego prawdopodobnie dojdzie do konfrontacji byłego ministra i byłej wiceminister.

Autor artykułu: Katarzyna Borowska

Dziewczyny czekają na twoją… modlitwę

Thursday, March 17th, 2005

Tego jeszcze nie było! Kierowcy w największych polskich miastach znajdą za wycieraczkami swoich aut ulotki nawołujące do… modlitwy za prostytutki. Reklamówki są łudząco podobne do reklamówek agencji towarzyskich. Obok różowej postaci tańczącej kobiety, widnieje na nich napis: “Dziewczyny czekają 24 h na twoją modlitwę”.

Ulotki rozprowadzane są w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Krakowie, Katowicach, Opolu i Lublinie. Są takiej samej wielkości, jak miniaturowe reklamy zachęcające do wizyty w salonie masażu. Mają też podobną linię graficzną. Oprócz miniulotek rozprowadzane są także plakaty i wlepki tej samej treści. Przez Internet można nawet zamówić koszulki z nadrukiem identycznym jak ten na ulotce.

Organizatorem akcji jest pismo “Fronda”. W kilku katolickich rozgłośniach radiowych nadawany jest spot reklamujący akcję. Brzmi podobnie jak reklamy “różowych linii”. W rytm dynamicznej muzyki zmysłowy damski głos zachęca “Zadzwoń kotku, zadzwoń proszę. Krzyżyk, siedem, siedem, siedem (…)”. Chwilę później wokalistka kilkakrotnie powtarza frazę: “Dziewczyny czekają na ciebie”. Kiedy słuchacz spodziewa się adresu lokalu, w którym czekają dziewczyny, słyszy zaskakujące: “Czekają, czekają na twoją modlitwę”.

- Pomysł przeprowadzenia akcji powstał przy okazji 8 marca. Postanowiliśmy w taki nietypowy sposób uczcić to święto, nadać mu bardziej duchowy wymiar. Wielu katolików oburza się na naszą akcję, mówią że mogą pomodlić się za zdrowie papieża, a nie za prostytutki. Jeśli jednak choć jedna osoba odmówi modlitwę za prostytutki, to i tak cel akcji zostanie osiągnięty. Wiemy, że kilka zakonów łączy się z naszą akcją przez modlitwę – mówi Marek Horodniczy z “Frondy”. Zaznacza, że ulotki, plakaty i wlepki udało się wyprodukować wyłącznie dzięki datkom.

Ksiądz Ronald Kasowski, zastępca dyrektora Katolickiego Radia Archidiecezji Warszawskiej – Radia Józef mówi, że nie spotkał się z ani jedną negatwną opinią po emisjach spotów “dziewczyny czekają 24 h na modlitwę”. Potwierdza, że w intencji kobiet uprawiający najstarszy zawód świata modlą się zakony Dominikanów i Jezuitów. Sam też w całej rozciągłości popiera akcję. – “Myślę, że i wierzącym i niewierzącym trzeba uświadamiać z jak dużym problemem mamy do czynienia. Modlitwa w intencji tych kobiet jest niezmiernie ważna” – mówi. Dodaje, że własną akcję pomocy prostytutkom prowadzi m.in. we współpracy ze służbami granicznymi Archidiecezja Warszawska.

Autor artykułu: Anna Kulik

Ministerstwo chce zachipować kierowców

Wednesday, March 16th, 2005

Uwaga kierowcy! Już wkrótce być może nie wyjedziecie na drogi bez elektronicznego chipu lub licznika zamontowanego w samochodzie. Satelitarny system zarejestruje, jaką jedziemy drogą o jakiej porze dnia i jakim samochodem. Opłata za użytkowanie dróg będzie zależała od liczby przejechanych kilometrów.

- “Dzięki temu systemowi kto jeździ więcej, będzie więcej płacił” – mówi prof. Wojciech Suchorzewski z Politechniki Warszawskiej, autor projektu programu Polityki Transportowej Państwa na lata 2005-2025. Chce on, aby po jego wprowadzeniu została zlikwidowana akcyza wliczana teraz do ceny paliwa.

- “Kolejny miernik w samochodzie to absurd. Kto wymyślił, żeby chipować samochody?!” – oburza się Mariusz Chaciski, który codziennie dojeżdża do pracy ponad 50 kilometrów. -”Nie trzeba z góry zakładać, że w Ministerstwie Infrastruktury siedzą sami idioci” – broni tego pomysłu były szef resortu Marek Pol. Prof. Suchorzewski tłumaczy, że system to nic nowego. – “Funkcjonuje już w Norwegii, Szwajcarii, Niemczech, Austrii. Wkrótce zostanie wprowadzony w Czechach. Zastępuje tam bardziej prymitywny system winietowy” – wyjaśnia Suchorzewski. Pol wierzy, że takie urządzenie nie będą instalowane we wszystkich samochodach. – “Trudno wyobrazić sobie, że będzie to dotyczyło maluchów jeżdżących po wiejskich drogach. Domyślam się, że chodzi o samochody ciężarowe, bo to one wyrządzają na drogach najwięcej szkód” – wyjaśniał Pol.

Prof. Suchorzewski twierdzi, że projekt na początku rzeczywiście będzie dotyczył tylko samochodów ciężarowych, potem także osobowych. Zapewnia jednak, że nie będzie on wprowadzony wcześniej niż w 2015 roku.

Ile taki system może kosztować? – “Trudno powiedzieć, jaki będzie koszt tego przedsięwzięcia za 10 – 15 lat. Nie można też przewidzieć, jak będzie wyglądała wówczas elektronika. Dziś byłby to chip, ale za 10 lat będzie to może inne urządzenie” – wyjaśnia Suchorzewski.

Były wiceminister infrastruktury Andrzej Piłat uważa, że pomysł instalacji liczników przerasta nasze czasy. – “Trzeba by było zbudować cały system elektroniczny rozliczający te liczniki. Nie wiem ile taki system by kosztował. To już prościej było wprowadzić winiety” – powiedział nam Piłat. Tymczasem Cezary Grabarczyk (PO) uważa, że winiety, to już przeszłość. – “System chipowy to mogłaby być rewolucja. Jeżeli po jego wprowadzeniu nie płacilibyśmy akcyzy i podatku drogowego, ten pomysł miałby sens. Trzeba jednak dokładnie wyliczyć, ile miałby kosztować” – mówił nam poseł.

Projekt programu Polityka Transportowa Państwa na lata 2005-2025 Ministerstwo Infrastruktury ma wkrótce skierować do Rady Ministrów, potem trafi do parlamentu.

Autor artykułu: Katarzyna Borowska

Wysyp ustaw zdrowotnych

Thursday, March 3rd, 2005

Do trzech projektów ustaw zdrowotnych i nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego rozpatrywanych przez sejmową komisję zdrowia dołączył trzeci – PSL-owski. Proponowana przez partię chłopską ustawa ma mieć charakter
tymczasowy i ma ochronić szpitale przed komornikami.

Wczoraj Sejm zdecydował, że będzie się dalej zajmował nowelizacją kodeksu postępowania cywilnego. W tej chwili przepisy nie określają jednoznacznie, czy komornik może zająć konto zadłużonego szpitala. W efekcie w wielu szpitalach zablokowane są pieniądze na wypłaty dla pracowników. Dlatego Sejm zamierza znowelizować kodeks postępowania cywilnego.

- “Jednak ta nowelizacja ma szansę wejść w życie dopiero w lipcu. Dlatego trzeba zabezpieczyć szpitale przez ten czas, tak aby komornicy nie mogli zajmować pieniędzy przeznaczonych na pensje dla pracowników szpitali. Proponowana przez nas ustawa ma charakter przejściowy i do czasu wejścia w życie nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego chroniłaby wypłaty przed komornikami” –
powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej Józef Zych, wicemarszałek Sejmu z ramienia PSL.

Propozycja PSL trafiła do komisji zdrowia. Podobnie jak trzy projekty ustaw zdrowotnych. Regulują one tę samą kwestię – pomoc zadłużonym szpitalom. Jeden, opracowany przez minister zdrowia Marka Balickiego, został zgłoszony
przez prezydenta. Dwa pozostałe złożyły kluby parlamentarne: PiS i PO.

Prace komisji nad tą regulacją prawną nie przebiegają gładko. Wczoraj przerwano do wtorku prace nad projektem prezydenckim. Zakłada on udzielenie zadłużonym szpitalom pożyczek z budżetu Skarbu Państwa na spłacenie
zaległości, powstałych między innymi przez ustawę 203.
Kontrowersje wzbudza zapis, który pozwala restrukturyzowanym zakładom na zawieranie ugody z pracownikami w sprawie roszczeń wynikających z ustawy
203. Posłowie nie wiedzieli, czego ta ugoda miałaby dotyczyć i poprosili o ekspertyzy. Platforma Obywatelska zarzuciła też temu projektowi niekonstytucyjność. To ugrupowanie, podobnie, jak Prawi i Sprawiedliwość, proponuje własne rozwiązanie prawne. – “Jest to krótka ustawa, która będzie pierwszym etapem restrukturyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Celem tej regulacji jest wykorzystanie w trybie pilnym
zarezerwowanych w budżecie państwa 2,2 mld zł na pożyczki dla publicznych szpitali” – wyjaśniała Elżbieta Radzikowska (PO).

Podobne regulacje przewiduje projekt PiS-owski. Zakłada on udzielanie publicznym szpitalom pożyczek z budżetu państwa, głównie na spłaty zobowiązań pracowniczych z tytułu tzw. ustawy 203. Szpital, który będzie chciał skorzystać z pożyczki będzie musiał przedstawić program restrukturyzacji.

Projekty poselskie, w odróżnieniu od prezydenckiego nie zawierają możliwości przekształcenia szpitali w spółki.
Swój projekt ustawy zdrowotnej zgłosiła tez Samoobrona. Jednak marszałek nie skierował go do komisji zdrowia.

Autor artykułu: Katarzyna Borowska

Belka musi odjeść?

Thursday, March 3rd, 2005

Czy Marek Belka będzie musiał odejść z gabinetu premiera? Czy da się skusić apelom Władysława Frasyniuka i porzuci szeregi SLD, by wzorem wicepremiera Hausera rozpocząć karierę w Partii Demokratycznej? Marek Belka milczał do
wczoraj jak zaklęty. Dziś ma wygłosić swoje oświadczenie.

Dziś także Sejm będzie debatował, czy wezwać Marka Belkę do odejścia. Będzie w niej osobiście uczestniczył premier. Uchwałę w tej sprawie złożyła Liga Polskich Rodzin. Wszystko wskazuje na to, że poprze ją cała opozycja. Za wnioskiem LPR niemal na pewno murem zagłosuje opozycja: LPR, PiS, PO, Samoobrona.

Wniosek LPR w tej sprawie nie jest nowością. Liga złożyła go już we wrześniu ubiegłego roku. Teraz mija półroczny termin na rozpatrzenie tego projektu przez Sejm. Dlatego LPR nagłośniła sprawę. Wczoraj 207 posłów opowiedziało się za wprowadzeniem tego punktu do porządku obrad. Zaledwie o czterech mniej było przeciwnych.

Temperaturę dyskusji o dymisji Marka Belki podgrzał sam zainteresowany. W wywiadzie opublikowanym w najnowszej “Polityce” premier z życzliwością mówił o
Partii Demokratycznej, co więcej – zadeklarował, że nie odrzuca zaproszenia Frasyniuka zachęcającego go do przystąpienia do nowej formacji centrowej. Oliwy do ognia dolała wypowiedź Belki o terminie wyborów, które miałyby odbyć się 19 czerwca.

Na głowę premiera posypały się dziś gromy. Socjaldemokracja Polska napisała do niego list otwarty. Jej członkowie oczekują od Belki jednoznacznej deklaracji –
czy zamierza przejść do Partii Demokratycznej. Marek Borowski, lider SdPl podkreślił, że jego partia zawarła z Belką publiczną umowę decydując się na poparcie jego gabinetu. Jeśli Belka przejdzie do Partii Demokratycznej, to, zdaniem Marka Borowskiego, dymisja rządu będzie nieunikniona.

Wczoraj zebrał się nawet zarząd SLD, który zastanawiał się, jak zachować się wobec premiera. Ostatecznie zapadła decyzja, że dziś Sojusz będzie głosował przeciwko apelowi LPR. Do tego samego ma przekonywać inne partie. – “Oczekujemy mimo wszystko, że premier powie, czy zamierza odejść z SLD” – powiedział Józef Oleksy, szef SLD. – “Sam w to nie wierzę, ponieważ uważam Marka Belkę za osobę odpowiedzialną”. Przyznał, że sam rozmawiał z Belką, ale
nie chciał zdradzić szczegółów.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz nie wyobraża sobie, żeby Marek Belka póki jest premierem, mógł wstąpić do Partii Demokratycznej. Cimoszewicz dopuszcza sytuację, kiedy to parlament przyjmie uchwałę zobowiązująca premiera do dymisji, a Marek Belka nie ustąpi ze stanowiska – “To nie jest zbyt poważne, bo to jest rodzaj konstytucyjnego obejścia procedury votum nieufności. Taka uchwała, nawet w przypadku jej przyjęcia, nie będzie miała żadnego
znaczenia prawnego. Ale trzeba się liczyć z taką wolą większości. Rozmawiałem z premierem. Poprosiłem go o to, żeby potraktował z całą powagą tę debatę i jestem przekonany, że tak właśnie będzie” – wyjaśniał marszałek.
Wszystko wskazuje na to, że o odejście zaapelują do Belki wszystkie partie opozycyjne.

“Zdecydowanie poprzemy projekt Ligi. Za odejściem Belki przemawiają dobitne argumenty” – powiedział nam Ludwik Dorn (PiS). Podobnie uważa klub PO. “Ten układ polityczny wyczerpał swoje możliwości już w połowie 2003 roku. Jest
to sytuacja dla normalnego kraju nieznośna. Nie można tolerować sytuacji, w której urzędujący wicepremier jest założycielem opozycyjnej partii a ta opozycja namawia do przejścia urzędującego premiera. To jest komedia. Polacy nie zasłużyli na aż taki bałagan” – powiedziała nam Zyta Gilowska (PO).

Podobne argumenty podnosi PSL. “Okazuje się, że wicepremier, a być może także premier, chce wyprowadzić rząd do opozycji pozaparlamentarnej. My, jako opozycja, na takie działanie się zgadzamy” – mówił Waldemar Pawlak (PSL).

Autor artykułu:

W FOZZ “cierpliwość sądu się nie przedawnia”

Wednesday, March 2nd, 2005

Mowy obrończe kolejnych oskarżonych w aferze Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego wygłaszali wczoraj przed sądem ich adwokaci. Linia obrony jest prosta – zarzuty wobec oskarżonych są albo nie powiązane z aferą FOZZ, albo się przedawniły, a prokuratura opiera swoje oskarżenie na nierzetelnej i jednostronnej opinii biegłych.

W sądzie najpierw głos zabrali adwokaci byłego prezesa “Universalu” Dariusza Przywieczerskiego. Mec. Czesław Jaworski wniósł o uniewinnienie swojego klienta. Dowodził, że jego sprawa nie ma związku ze sprawą FOZZ. – “W opinii publicznej funkcjonuje obiegowo, że FOZZ to Grzegorz Żemek, Janina Chim i Dariusz Przywieczerski” – argumentował mec. Jaworski. Wyjaśniał też, że zarzut
wobec Przywieczerskiego to “drobna incydentalna sprawa, niezwiązana z działalnością Funduszu”. Dowodem na to ma być fakt, że w zawiadomieniu o przestępstwie w ogóle się nie pojawiło nazwisko Przywieczerskiego. W 1992 roku
prokuratura postawiła ówczesnemu dyrektorowi generalnemu Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego “Universal” – zarzuty naruszenia przepisów dewizowych.

Postępowanie zostało umorzone. Adwokat tłumaczył, że dopiero pięć lat później postawiono Przywieczerskiemu zarzuty zaciągnięcia pożyczki i spłacenia jej pieniędzmi FOZZ.

Ponadto obrońca wskazywał, że opinia biegłych wydana w sprawie FOZZ jest “nierzetelna, jednostronna i nie spełnia wymogów formalnych”. Według Jaworskiego, ekspertyza nie powinna oceniać materiału dowodowego, bo biegli nie
mają do tego prawa. “Dokonując ich, wykroczyli poza swe uprawnienia” – wyjaśniał adwokat. Dodał też, że eksperci nie mieli też prawa zawierać w opinii tezy, że Przywieczerski działał “wspólnie i w porozumieniu z Grzegorzem Żemkiem i Janiną Chim”. W dodatku, w ocenie obrońcy, ekspertyza nie spełnia wymogów, bo nie jest “opinią zespołu biegłych”. – “Jest to zbiór odrębnych, cząstkowych opinii, a nie wspólna praca analityczna” – argumentował Jaworski. Jego zdaniem, zdaniem biegli o specjalnościach: księgowość, ekonomia, rozliczenia międzynarodowe i bankowość, “uczyli się tej materii na sprawie”.

Po tym wystąpieniu, głos zabrał mec. Piotr Kruszyński, który wniósł umorzenie postępowania wobec swoich klientów, Krzysztofa Komornickiego i Irene Ebbinghaus. “Karalność zarzutów stawianych oskarżonym już się przedawniła” –
przekonywał sąd Kruszyński.

Oboje jego klienci są oskarżeni o przywłaszczenie sobie, wspólnie z Grzegorzem Żemkiem 3 mln marek i 1,5 mln dolarów. Jak wynika z aktu oskarżenia w 1989 r. na polecenie Żemka niemiecka firma GFV przekazała te kwoty do banków jako depozyty pod zaciągnięte przez Ebbinghaus i Komornickiego kredyty. Należności nie spłacono, więc w kwietniu 1990 bank przejął depozyty. Za to grozi
oskarżonym kary po 3 lata więzienia oraz grzywien.

Według adwokata termin przedawnienia biegnie w tym przypadku od 1989 roku, a nie 1990. Pierwsza data jest związana z przekazaniem środków na depozyty bankowe. W rok później bank przejął depozyty, bo nie spłacono należności.
Kruszyński uważa, że nie ma dowodów, że pieniądze na depozyty pochodziły z FOZZ.

Następna rozprawa jutro. Swoją mowę dokończy drugi obrońca Przywieczerskiego mec. Piotr Korzeniowski. Nie mógł on zakończyć swojej przemowy, bo na zmęczenie uskarżał się, siedzący na ławie oskarżonych były szef Funduszu Grzegorz Żemek.

– “Staram się skoncentrować, robię notatki, ale za chwilę padnę” – oświadczył. Sędzia Andrzej Kryże zapytał więc adwokata, jak długo zamierza przemawiać. “Około godziny. Nie chciałbym nadużywać cierpliwości wysokiego sądu” – wyjaśnił Korzeniowski. – “Cierpliwość sądu jest nieograniczona i się nie przedawnia” – odrzekł Kryże i zakończył wczoraj rozprawę.

Autor artykułu: Anna Rokicińska