Sprawa Andrzeja S., znanego terapeuty oskarżonego o pedofilię, pokazywanie nieletnim pornografii oraz tworzenie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych przeciąga się. W piątek przesłuchano biegłych, a następne spotkanie sądu wyznaczono dopiero pod koniec października. Przed warszawskim sądem zeznawał zespół biegłych psychologów dziecięcych i psychiatrów z Krakowa. Po badaniach i długiej obserwacji stwierdzili oni, że psychoterapeuta jest poczytalny i może odpowiadać za swe czyny. Żaden biegły z Warszawy nie podjął się sporządzenia ekspertyzy w sprawie oskarżonego. Uchodził on za najwyższej klasy eksperta psychologii dziecięcej, był autorem wielu książek. Dlatego część środowiska psychologów ostro broniło swojego przyjaciele, gdy został aresztowany. Także teraz nie chcą wypowiadać się w jego sprawie.
Oskarżony wygląda coraz gorzej. Wyraźnie schudł, sprawia wrażenie wyczerpanego. W trakcie poprzedniego przesłuchania stwierdził, że bardzo źle się czuje, ale sąd nie przerwał sprawy, tylko zarządził przerwę. Lekarze zbadali go na miejscu i uznali, że wystarczy zastrzyk wzmacniający. Jego obrońca już wcześniej próbował wykorzystać to, by uzyskać jego zwolnienie z aresztu. Nieskutecznie. Sąd dostał, bowiem informacje z zakładu gdzie przebywa Andrzej S., że jego osłabienie wynika z odmawiania przyjmowania posiłków i płynów.
Na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano na 28 października zeznawać będzie prawdopodobnie matka ośmioletniego chłopca, który jej zdaniem został skrzywdzony w trakcie terapii u Andrzeja S.
Proces Andrzeja S. jest tajny ze względu na dobro dzieci, które są ofiarami psychoterapeuty. Prokuratura dotarła do nich dzięki zdjęciom znalezionym na śmietniku koło domu Andrzeja S. oraz w jego domu.
W śledztwie Andrzej S. podawał różne wersje zdarzeń. Twierdził m.in., że pokazywanie pornografii oraz fotografowanie i dotykanie nagich dzieci było jego autorskim sposobem na terapię. Prokuratora dotarła do kilkorga dzieci ze zdjęć, w tym chorych na autyzm. Jednak część z nich i ich rodziców nie chciała składać zeznań.
Zarówno mecenas Witold Leśniewski, pełnomocnik matki jednego ze skrzywdzonych dzieci jak i adwokat oskarżonego stwierdzili wychodząc z sądu, że proces powinien skończyć się jeszcze w tym roku, przynajmniej w tej instancji. Oznacza to, że prawdopodobnie będą składać odwołania od wyroku. Andrzejowi S. grozi do dziesięciu lat więzienia.
Autor artykułu: O.K.