Rozmowa z Michałem Dworczykiem, członkiem powołanego przez PiS komitetu Solidarni z
Białorusią, który został w piątek wieczorem pobity pod domem Andżeliki Borys.
Katarzyna Borowska: Czy Pana pobicie ma związek ze zjazdem w Wołkowysku?
Michał Dworczyk: Wszystko na to wskazuje. Mieszkanie Andżeliki było ciągle obserwowane
przez milicję w cywilu. Osoby, które dokonały tego napadu najprawdopodobniej były z nią
związane. Akcja była dobrze zorganizowana. Wszystko trwało bardzo krótko. Napastnicy
szybko zniknęli.
KB: W jakich okolicznościach doszło do napadu?
MD: W piątek wieczorem wysiadłem z samochodu konsula. Do mieszkania Andżliki
miałem ok. 100 metrów. W połowie drogi podeszło do mnie dwóch mężczyzn. Zapytali po
rosyjsku, czy mam papierosy. Odpowiedziałem po polsku, że nie palę. Wtedy podcięli mi
nogi. Dostałem silne uderzenie w plecy. Zaczęli mnie kopać. Podjechał samochód samochód
i oświetlił mnie reflektorami. Zakryłem Głowę, by chronić ja przed ciosami. Wtedy wypuściłem
plecak. Napastnicy chwycili go i uciekli.
KB: Co Pana zdaniem chcieli osiągnąć?
MD: Chodziło na pewno o zastraszenie, ale też chęć przejęcia potencjalnej pomocy dla
Andżeliki, którą pewnie spodziewali się znaleźć w plecaku. Ten napad wpisuje się w ciąg
zatrzymań, aresztowań, represji poprzedzających zjazd.
KB: Jak się Pan teraz czuje?
MD: Bolą mnie żebra, ponieważ kopali mnie głównie w tułów. Dlatego nie mam wielu
widocznych obrażeń. Mam tylko rozciętą rękę. Napastnicy podarli mi też marynarkę.
KB: Pojechał Pan tam, by obserwować obrady ZPB. Czy udało się to Panu?
MD: Byłem w Wołkowysku. Żeby móc tam pojechać o 24 godziny opóźniłem zgłoszenie
pobicia na milicję. Mając świadomość, jak funkcjonują służby porządkowe, postanowiłem
nie zgłaszać się na komisariat przed zjazdem, bo na pewno czynności cywilno-prawne
uniemożliwiłyby mi wyjazd. Byłem przed domem kultury już od 6 rano. Odbyła się tam
akcja protestacyjna, jednak o wiele mniejsza niż planowano. Zatrzymywano autobusy, które
jechały z Mińska i Grodna z osobami, które chciały wyrazić sprzeciw wobec reżyserowanego
przez reżim zjazdu. Oczywiście nie wpuszczono mnie na salę obrad. Mogło tam wejść na 15
minut tylko kilu dziennikarzy. Po obradach zorganizowano konferencje prasową. Łucznik
wyglądał na zastraszonego. Wszystkie odpowiedzi na pytania dziennikarzy konsultował ze
stojącymi obok mężczyznami. Delegaci zostali przywiezieni na zjazd autobusami autobusami
asyście milicji. Wielu z nich nie mówiło po polsku. To nie był demokratyczny zjazd. To była
farsa.
KB: Jakie kroki, komitet Solidarni z Białorusią, zamierza podjąć po wyborze nowego prezesa?
MD: Mamy listę kilkudziesięciu osób, uczestników zjazdu, którą przedstawimy polskiemu
MSZ. Są to nazwiska polskie i rosyjskie. Chcemy, by otrzymali oni zakaz wjazdu do Polski.
Będziemy starali się zdobyć pozostałe nazwiska, by zakaz objął wszystkich.
Autor artykułu: KB