Sponsorowanie to ulubione zajęcie prezesów bankrutujących spółek Skarbu Państwa, szefów deficytowych, państwowych instytucji i organizacji. Wczoraj PAP poinformowała, że Polska Żegluga Morska opłaciła wydanie tomiku „poezji” niejakiego Ładziaka.
Z wdzięczności Ładziak zamieścił w tomiku wiersz, którym wkręcił się dyrektorowi PŻM Brzezickiemu w miejsce, gdzie kończą się plecy. Nawet w starej, socjalistycznej pieśni, o tym że „Stalin usta słodsze ma od malin” jest mniej wazeliny.
Wszystko byłoby śmieszne, gdyby dyrektor wydał na książkę Ładziaka prywatne pieniądze. Brzezicki sięgnął jednak po nasze. Pewnie, że to małe pieniądze, ale to z małych pieniędzy składają się fortuny. PŻM od lat generuje straty, które pokrywamy płacąc podatki. Ostatnio, pracę straciło tam 2 tysiące osób.
Ale to nie wszystko. Na przykład audycja rolnicza o 5.05 w I Programie Polskiego Radia jest sponsorowana przez KRUS, czyli taki ZUS dla rolników. Warto wiedzieć, że KRUS w 95 procentach utrzymują podatnicy, bo składki rolników nie wystarczają. Jeśli KRUS sponsoruje audycje, to znaczy, że na radio płacimy dwa razy: raz w formie abonamentu, drugi raz poprzez KRUS. Jeśli mam już dopłacać, to wolę do emerytury rolnika.
Te dwa przykłady, to mniej niż wierzchołek góry lodowej, na co zwrócił mi uwagę Czytelnik. Wszystko to dzieje się przy okazji „prywatyzowania zysków i uspołecznienia strat”, jak wczoraj przy innej okazji zauważył Jacek Kuroń.
I kto tu jest potrzebny – Feliks Dzierżyński czy Augusto Pinochet? A może obaj naraz, bo sprawy za daleko zaszły?
Autor artykułu: Jerzy Witaszczyk