Archive for March, 2002

Rock May Festival

Saturday, March 30th, 2002

Do 15 kwietnia przyjmowane są zgłoszenia do Rock May Festival, organizowanego przez Młodzieżowe Centrum Kultury w Skierniewicach. Uczestniczyć w nim mogą zespoły i soliści wykonujący szeroko rozumianą muzykę rockową.

Wypełnione karty zgłoszenia wraz z trzema utworami, nagranymi na płytę kompaktową, kasetę magnetofonową lub minidysk – nadsyłać należy na adres: MCK, 96-100 Skierniewice, ul. Władysława Reymonta 33. Tam też uzyskać można szczegółowe informacje na temat warunków udziału w festiwalu. Numer telefonu: (0-46) 833-24-12.

Autor artykułu: (mj)

Złodzieje wiecznego spokoju

Saturday, March 30th, 2002

Państwo X pochowali córkę na piotrkowskim cmentarzu rzymskokatolickim kilka miesięcy temu. Po trzech tygodniach zginęły z grobu dziecka wszystkie kwiaty z wiązanek. To był początek ich walki z nieuchwytnym przeciwnikiem.

– Zamówiłam dwie identyczne, od nas i od syna – mówi pani X (nazwisko do wiadomości redakcji). – Z tych wiązanek znów ukradziono prawie wszystkie kwiaty. Znajomy podpowiedział, żeby oznaczyć stearyną. To, niestety, nic nie dało, bo łatwo się ją zdrapuje.

Pani X długo zastanawiała się, jak uchronić grób przed złodziejami. Wpadła na pomysł zaznaczania zakupionych kwiatów poprzez nacinanie ich płatków. Rodzina zaniosła na grób kolejną wiązankę, tak właśnie oznakowaną.

– Ktoś powyciągał i te kwiaty – opowiada nasza czytelniczka. – Zorientował się jednak, związał je więc i położył na grobie obok. Od tej pory z mogiły córki nie ginęły kwiaty. Wszystkie wiązanki przed położeniem cięliśmy.

Spokój panował do 28 marca. Państwo X zamówili pomnik. Chcieli, aby został wykonany jeszcze przed świętami wielkanocnymi. 27 marca zrobiono podmurówkę i położono płyty granitowe. 28 marca miała być instalowana reszta.

Rano okazało się, że będzie to niemożliwe – W nocy ktoś zdewastował wszystko, co poprzedniego dnia wykonano – informuje pani X. – Roztłuczono i podmurówkę, i płyty.

Państwo X to nie jedyni poszkodowani. Z cmentarza bez przerwy coś ginie: znicze, wazony, wieńce, ławeczki. 21 marca kilkadziesiąt osób mających mogiły bliskich na nowym cmentarzu przy ul. Spacerowej wystosowało protest przeciwko takiej sytuacji. Zwrócili się między innymi do kierownictwa cmentarza, policji i Zarządu Miasta z prośbą o objęcie tego rejonu specjalnym nadzorem.

Ludzie zgłaszają się też bezpośrednio do kancelarii cmentarnej.

– Zarzucają nam, że nie mamy dozorcy – wyjaśnia Jolanta Wochyń, kierownik cmentarza rzymskokatolickiego. – Nawet gdyby był, nie upilnowałby nikogo na tak rozległym terenie. Na wieczór zamykamy furtkę i nic więcej nie możemy zrobić. To złodziej pilnuje i czeka na dogodną sytuację.

Poszkodowani bardzo rzadko zgłaszają kradzież na policję. – W ubiegłym roku dwukrotnie złapaliśmy osoby obładowane lampkami i wiązankami, wychodzące z cmentarza
– informuje podinspektor Piotr Trzebski, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji.

– Sprawy umorzono, bo nie było poszkodowanych. Ktoś musi rozpoznać, że to jego rzeczy.

Problem istnieje od dawna. Wydaje się, że nie ma na niego lekarstwa. – Być może większy nadzór policji i Straży Miejskiej spowodowałby jakąś zmianę sytuacji – komentuje ksiądz, administrator cmentarza. – Przydałaby się też kontrola tych, którzy sprzedają znicze, kwiaty. Złodzieje nie oszczędzają nikogo i niczego. W ubiegłym roku zginęło kilkadziesiąt sztuk nasadzonych krzewów wokół nowej kaplicy cmentarnej.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że miesiąc temu zniszczono tablicę reklamującą działalność kamieniarza spoza Piotrkowa. W ubiegłym roku zniszczono pomnik stawiany również przez osobę mającą zakład kamieniarski poza miastem…

Cmentarni złodzieje wydają się być bezkarni. Nie boją się policji, Straży Miejskiej…

Autor artykułu: (zat)

RKS Radomsko – Widzew, czyli Wielka Sobota

Saturday, March 30th, 2002

Dla sympatyków sportu w Radomsku i okolicach dzisiejsza Wielka Sobota będzie szczególna. O godz. 15.15 na stadionie przy ul. Brzeźnickiej rozpocznie się pierwszoligowy mecz RKS – Widzew.

W listopadzie w pierwszym w historii ligowym meczu tych drużyn w listopadzie w Łodzi padł remis 2:2 . Gole zdobyli: Zając i Bogusz dla łodzian, a Jóźwiak i Folc (wielu uznało, że była to bramka samobójcza Wiechowskiego) dla beniaminka.

W stosunku do tamtego meczu składy obu rywali są gruntownie zmienione, choć trenerzy Piotr Mandrysz (RKS) i Dariusz Wdowczyk (Widzew) pozostali ci sami. Korekty w składzie widzewiaków sprawiły, że jest to drużyna bez porażki w rundzie wiosennej. Ale gospodarze też są zadowoleni z „nowych”.

Wynik inauguracyjnej kolejki rundy rewanżowej „wiosny” może wyłonić mistrza województwa, bo słowo „derby” byłoby dziś nadużyciem (oba kluby leżą w innych mistach). O prestiżowym znaczeniu meczu nie trzeba obu rywali przekonywać. Podczas zgrupowania w Dobieszkowie widzewiaków odwiedził zarząd, a dyrektor ośrodka Bolesław Jerzykowski zapewnił, że po pobycie w jego ośrodku Widzew nigdy nie przegrał.

Organizatorzy przydzielili 800 miejsc dla kibiców z Łodzi. Bilety mogą oni kupić w kiosku z pamiątkami Widzewa, a przyjadą specjalnym pociągiem, który rusza o godz. 11.17 z dworca Łódź-Widzew.

Naprzeciw bramkarza kadry Adama Matyska nie stanie reprezentacyjny pomocnik Arkadiusz Bąk, bo pauzuje za kartki. Emocji i tak nie zabraknie, a mecz nie ma faworyta. Spodziewamy się dobrego widowiska.

Autor artykułu: Bogusław Kukuć

Gdy kandydatów jest zbyt wielu…

Thursday, March 28th, 2002

W Rozprzy zakończono rekrutację na rachmistrzów spisowych do Narodowego Spisu Ludności i Mieszkań oraz Powszechnego Spisu Rolnego. Prawie przez miesiąc przyjmowano wnioski osób o zatrudnienie na tym stanowisku, które postrzegane jest jako możliwość zarobienia dodatkowych, a czasem jedynych pieniędzy.

Nic więc dziwnego, że kandydatów było wielu. Zgłosiło się ich 120, a do przeprowadzenia spisu w gminie potrzebnych jest 54 rachmistrzów.

– Zmuszeni byliśmy do przeprowadzenia trudnych wyborów – mówi wójt gminy Rozprza Ryszard Witek.

– Przyjęliśmy zasadę zatrudniania tylko mieszkańców gminy i w pierwszej kolejności absolwentów wyższych uczelni nie posiadających pracy lub innych nie mających stałego lub żadnego źródła utrzymania, a także tych, którzy mają wyjątkowo trudną sytuację materialną.

Duża grupa zatrudnionych to młodzi ludzie studiujący systemem zaocznym, którzy opłacają swoją naukę z niskich dochodów rodziców lub sami szukają źródła utrzymania. Nie były to jednak jedyne kryteria wyboru. Dużą wagę przywiązywano do cech osobowych kandydatów, takich jak umiejętność nawiązywania kontaktów z ludźmi, ich kultura i sposób bycia. Preferowane były też osoby posiadające doświadczenie w tym zakresie.

– Nie można sobie pozwolić na przypadkowość doboru kandydatów, którzy nie będą spełniać ostrych wymogów i gwarantować prawidłowości przeprowadzenia trudnego spisu – uważa wójt Witek.

O skali tych trudności kandydaci na rachmistrzów przekonają się wkrótce podczas tygodniowego szkolenia, na którym będą zdobywać podstawową wiedzę i praktycznie rozwiązywać problemy. A egzamin odbędą dopiero podczas wędrówek po domach i indywidualnych rozmowach z ludźmi…

Autor artykułu: (oby)

Wielkanocne jajka… przejadły się

Thursday, March 28th, 2002

Wygląda na to, że to kaczory stały się nowym symbolem świąt wielkanocnych. Sklepowe półki uginają się pod ciężarem urokliwych i oryginalnych ozdób, które polubili piotrkowianie.

Drobiazg cieszy. Zwłaszcza, gdy nie ma gotówki na większe zakupy. Widać jednak wyraźnie, że zmieniły się gusty i sklepowe oferty.

– Właściwie nie sprowadzamy już kurcząt, bo nasi klienci szukają czegoś nowego – opowiada Joanna Marzecka, właścicielka jednego ze sklepów z upominkami. – Wolą gąski, chętnie kupują zabawne ceramiczne zajączki. Widać też wyraźnie, że wybierają ozdoby, które łączą urodę i funkcjonalność. Powodzeniem cieszą się świeczki w kształcie jajek, wyroby ceramiczne – od naczynek do jajek na miękko, po talerze zdobione świątecznymi wzorami. Chętnie kupowane są także spinacze, które mogą służyć do firanek czy wymyślnych podpięć obrusów i serwet na wielkanocnym stole.

Wśród owiec hitem sezonu są wełniaste, wykończone sztucznym runem lub imitującą go, specjalnie preparowaną trawą. Modne są też wszelkie ozdoby wykonane z naturalnych komponentów. – Podobają się ptaszki i jajka z papieru – mówi Joanna Marzecka. – Modne są naturalne kolory drewna, także zieleń, błękit i pastelowe żółcie czy pomarańcze.

Malowane bajecznymi kolorami wiklinowe koszyczki także wyglądają zupełnie inaczej niż przed kilku laty. Pojawiły się nawet nietypowe modele, wykonane z łupiny kokosa. Na tym nie koniec…

– Koszyczek w kształcie kury prezentuje się atrakcyjnie i cieszy powodzeniem wśród klientów – opowiada Marta Kustra, sprzedawca. – Sporo osób szuka tradycyjnych ozdób. Częściej jednak pytają np. o zające niż o baranki. Poza tym, kiedyś w ogóle nie było świątecznych ozdób wiszących, a teraz są modne. Dochodzą do tego witrażyki, które także nawiązują do świąt, ale zdobić mogą dom przez cały rok. Co ciekawe, modne staje się dekorowanie wielkanocnego stołu.

– Wiele pań dekoruje cały dom – podkreśla Maciej Marzecki. – Służą do tego np. gałęzie wierzby mandżurskiej, na których wiesza się kolorowe ptaszki i jajeczka.

Te ostatnie mogą budzić podziw. Najmniejsze mają około 2 centymetrów, największe po kilkadziesiąt. Właściwie to można kupić nawet cały… kurnik, umieszczony w drewnianym pudełeczku. – Z całego tego bogactwa zaledwie około 5 procent to rodzima produkcja – mówi Maciej Marzecki. – Reszta sprowadzana jest z Azji. Myślę, że ludziom przejadły się już stosowane przez lata ozdoby związane z tymi świętami.

Jak powszechnie wiadomo – małe cieszy. Drobiazgi podkreślające świąteczną atmosferę można kupić już za 60 groszy. Większość nie przekracza ceny 20 złotych.
Jak podkreślają sprzedawcy, właśnie to się liczy. Śmieją się jednak, że związane z chrześciajańskim kultem owieczki powstają w Azji.

Autor artykułu: (kps-s)

Ludzie pływają, złodzieje czuwają

Thursday, March 28th, 2002

Czas beztroski i relaksu, jaki fundujemy sobie na basenie, może, niestety, okazać się czasem, który będzie kosztować nas znacznie więcej niż wejściówka… Na pływalni Ośrodka Sportu i Rekreacji w Piotrkowie przypadków kradzieży nie jest wiele. Przynajmniej oficjalnie, do tej pory bowiem tylko dwa zgłoszono w Komendzie Miejskiej Policji, a kilka odnotowała obsługa basenu.

Pozostają jednak jeszcze przypadki niezgłaszane.

Łupem złodziei padają najczęściej telefony komórkowe, zegarki, pieniądze, klucze czy dokumenty. – Niewiele osób zgłasza kradzież, ponieważ zwykle nie jest to duża strata, ale za każdą kryją się jakieś wynikające z niej problemy – informuje podinspektor Piotr Trzebski, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji. – Dlatego też apelujemy o rozsądek, o to, by nie zabierać ze sobą na basen kosztownych rzeczy, ważnych dokumentów. A jeśli już mamy je ze sobą, to trzeba oddać te rzeczy do depozytu.

Kryta pływalnia przy ul. Belzackiej jest nowoczesnym obiektem. Korzystając jednak z wszystkich dobrodziejstw i przyjemności, trzeba pamiętać o dużym ruchu, jaki tam panuje. – Przez pływalnię przewija się dziennie ok. 300-400 osób – mówi jej kierownik Krzysztof Kubala. – A robi się coraz cieplej i coraz więcej ludzi będzie miało ochotę popływać.

Zatem, jeśli do tej pory przypadki kradzieży w szatniach nie były nagminne, to jeżeli nie wykażemy ostrożności, będzie ich więcej. – Jakieś 60 proc. naszych klientów to stali bywalcy, którzy np. nie zostawiają pasków z kluczykiem i tzw. dostępem – mówi Krzysztof Kubala. A do tej pory, jak się dowiedzieliśmy, był tylko jeden przypadek włamania do szafki; inne zostały otwarte kluczykiem.

Wybierając się zatem na basen pamiętać trzeba, że szatnie nie są monitorowane, a na obiekcie znajduje się tylko jeden ochroniarz. Od nas samych zależy, czy wypad na basen okaże się niczym niezmąconą przyjemnością.

Autor artykułu: Aleksandra Tyczyńska

Szkoły nie zarobią na wynajmie sal i klas

Wednesday, March 27th, 2002

Minimalne stawki za wynajem pomieszczeń przez szkoły są za wysokie – uważa część dyrektorów łódzkich szkół. Dyrektorzy spodziewają się, że osoby lub firmy korzystające z sal gimnastycznych czy klas będą rezygnować z wynajmu.

Koszty, które będą musiały ponieść, będą bowiem wyższe niż obecnie.
Zgodnie z uchwałą rady miejskiej, za godzinę korzystania z sali gimnastycznej trzeba będzie płacić około 60 złotych, zaś klasy – ponad 15 złotych.

– Obawiam się, że nikt za takie pieniądze nie wynajmie mojej sali – nie ukrywa Bogdan Szrejner, dyrektor SP nr 91 na Kozinach.

– Już do tej pory chętnych było niewielu, choć żądałem tylko 15 złotych za godzinę. Zdaję sobie sprawę z kiepskiego położenia szkoły i z tego, że w Łodzi są szkoły z większymi salami gimnastycznymi.

Z sal w łódzkich szkołach korzystali klienci indywidualni, którzy organizowali mecze piłki nożnej, koszykówki lub siatkówki. Nie było praktycznie placówki w Łodzi, która nie dorabiałaby sobie w ten sposób. Z kolei klasy wynajmowane były po południu przez szkoły języków obcych lub prywatne szkoły zawodowe. Większość z nich podpisywała umowę zawierającą klauzulę mówiącą o tym, że wymówienie warunków musi nastąpić co najmniej pół roku przed faktem. Z tego też powodu gmina pozwoli im najprawdopodobniej wynajmować pomieszczenia na obecnych zasadach do września. Potem muszą płacić więcej lub zmienić miejsce.

– Korzystający z naszych obiektów z pewnością wycofają się – mówi Andrzej Kolasiński, dyrektor IX LO.

– Za godzinę gry na naszej sali inkasowaliśmy 30 złotych. Teraz będzie to co najmniej 60 złotych. Przypuszczam, że będziemy mieć mniej pieniędzy na koncie.

Szkoły z zarobionych na wynajmie funduszy kupowały środki czystości, drobne pomoce naukowe, dokonywały bieżących remontów. Dyrektorzy obawiają się, że przy obecnym, mizernym budżecie miasta, zabraknie im na to pieniędzy.

Autor artykułu: (rok)

Zatoka niemocy

Wednesday, March 27th, 2002

Prawdziwą pułapkę przygotowali sobie kierowcy na ul. Kopcińskiego przy szpitalu im. Barlickiego. Zamiast parkować zgodnie ze znakami, wciskają się skośnie i zastawiają samochodami jeden pas ruchu.

Kierowcy jadący ulicą Kopcińskiego muszą uciekać na sąsiedni pas zaraz za skrzyżowaniem z Narutowicza, zajeżdżają drogę albo ostro hamują.

Zatoka przed szpitalem to pokaz niemocy w egzekwowaniu prawa.

– Stanąłem tak jak inni – powiedział nam jeden z kierowców, pokazując kilkanaście samochodów stojących częściowo w zatoce, częściowo na jezdni. – Znaki zabraniają? Nie patrzyłem na znaki – przyznaje.

– Przystanęłam skośnie, bo inaczej się nie da – dodaje pani z czerwonego punto. – To absurd, żeby przed szpitalem nie było parkingu.

– Nie można parkować skośnie? – kobieta z białego „malucha” jest wyraźnie zdziwiona. – To znaczy, że parking jest źle zaprojektowany. Powinni to zmienić.

– To bardzo niebezpieczne miejsce – przyznaje Sławomir Seliga, komendant Straży Miejskiej w Łodzi.

– Kierowcy nie respektują znaków, parkują, blokując ruch, a są nawet i tacy, którzy parkują na jezdni obok już stojących samochodów. Pracownicy mają miejsca do parkowania na terenie szpitala. Dlatego wystąpiliśmy do wydziału dróg o likwidację tego parkingu – dodał komendant.

– Ideą zbudowania zatoki w tym miejscu było umożliwienie dowozu chorych do szpitala, a nie zapewnienie miejsc postojowych – mówi Stanisław Zdrajkowski, zastępca dyrektora Wydziału Dróg UMŁ. – Dlatego dopuściliśmy czasowe parkowanie, równolegle do jezdni. Raczej nie ma mowy o likwidacji parkingu. Wystarczy wyegzekwować stosowanie ustawionych tam znaków. A to już zadanie policji i Straży Miejskiej.

W okolicy jest jeden parking dostępny dla odwiedzających szpital. Wkrótce ma być drugi z wjazdem od ul. Jaracza. Parkingi w tym miejscu są niezbędne. Niezbędne jest też skuteczne działanie służb, które są do tego powołane. Na razie ani policja, ani Straż Miejska nie potrafią uporać się z zagrożeniem.

Autor artykułu: (maj)

Gdzie podział się ten garnitur?

Wednesday, March 27th, 2002

Zakończył się trwający cztery lata sądowy spór o uznanie reklamacji w sprawie wartego niemal 900 zł garnituru, który łodzianka Anna Cz. kupiła na ślub swego syna. Wczoraj śródmiejski Sąd Rejonowy zamknął postępowanie, ale ogłoszenie wyroku odroczył o dwa tygodnie.

W listopadzie 1997 roku Anna Cz. kupiła dla syna garnitur znanej niemieckiej firmy. Mężczyzna miał go włożyć na ślub cywilny. Już w sklepie zauważyli, że ubranie jest zagniecione, lecz ekspedientka przekonała ich, że to efekt transportu i garnitur na pewno się rozprostuje. Jednak miesiąc później podczas uroczystości ubranie wciąż brzydko się marszczyło. Dwa dni po ślubie Anna Cz. zaniosła je do sklepu, chcąc wymienić na inne. Gdy okazało się, że nie ma już takich garniturów, poprosiła o zwrot pieniędzy w ramach reklamacji. Właściciel sklepu nie uznał jej.

Fachowcy, których klientka poprosiła o opinię, orzekli, że zagniecenia to skutek „niewłaściwego procesu szycia”. To również nie przekonało właściciela sklepu, dlatego Anna Cz. zwróciła się o pomoc do Miejskiego Klubu Federacji Konsumentów, który w jej imieniu pozwał właściciela sklepu do sądu. Domagał się zwrotu pieniędzy za garnitur i kosztów opinii rzeczoznawcy. Proces rozpoczął się w 1998 roku.
Wczoraj sąd przesłuchał przedstawicielkę producenta.

Zeznała, że choć opinia ich rzeczoznawcy nie była dla klientki pozytywna, to uwzględnili jej reklamację w trosce o dobre imię firmy. Dodała, że jej firma zabrała od sprzedawcy garnitur i powiadomiła Annę Cz., że może u niego odebrać pieniądze.

Tymczasem pozwany właściciel sklepu twierdzi, że wciąż ma u siebie sporny garnitur! Dodał, że ówczesny dyrektor polskiego przedstawicielstwa producenta powiedział mu, że nigdy nie uwzględni tej reklamacji i że jest to próba wyłudzenia pieniędzy.

Autor artykułu: (ak)

Policja znów w parach

Tuesday, March 26th, 2002

Łódzka policja wycofała się z jednoosobowych patroli drogówki. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, decyzja zapadła na wyższym szczeblu.

Fakt rezygnacji z nowatorskiego pomysłu potwierdził w rozmowie z nami Wojciech Wulkiewicz, komendant miejski policji. Powrót do dwuosobowych załóg drogówki uzasadnił jednak nie naciskami z komendy wojewódzkiej czy Komendy Głównej Policji, ale względami bezpieczeństwa po ostatnich wydarzeniach pod Warszawą. Policjanci mają się wzajemnie ubezpieczać podczas kontroli drogowych.

– Pomysł chwilowo zawieszamy, ale nie rezygnujemy z niego ostatecznie. Sytuacji, w których policjant może sam pełnić służbę, jest niewiele – powiedział nam Wojciech Wulkiewicz.

Autor artykułu: (maj, sj)