Archive for February, 2002

Najpierw dowód, później prawo jazdy – Od 1 czerwca kandydat na kierowcę będzie musiał mieć ukończone 18 lat

Tuesday, February 19th, 2002

Wiele osób uważa, że już od stycznia tego roku tylko pełnoletni mogą ubiegać się o prawo jazdy – wyjaśnia Jan Dębski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. – A zmiana wchodzi w życie dopiero 1 czerwca!

Siedemnastolatek, który rozpocznie kurs 31 maja, nie będzie musiał czekać do pełnoletności, by zdawać egzamin i dostać upragniony dokument. Takich delikwentów potraktujemy „po staremu”.

Właśnie błędna interpretacja spowodowała, że w grudniu WORD był oblegany przez nastoletnich kandydatów na kierowców i ich rodziców. Gros młodych ludzi obawiało się, że po 1 stycznia będą musieli czekać na prawo jazdy aż do pełnoletności.

– Młodzież była gotowa zdawać egzamin nawet w Wigilię i sylwestra – mówi Jan Dębski. – Tłumaczenie, że mają jeszcze sześć miesięcy, niewiele pomagało, dlatego teraz chętnych jest stosunkowo niewielu, czyli około 150 osób dziennie. W grudniu było ich dwa razy tyle.

W szkołach jazdy tłumów również nie ma, ale egzaminatorzy są zdania, że winne są pieniądze. W LOK przyszły kierowca za kurs przygotowujący do egzaminu musi zapłacić 710 złotych, w prywatnych szkołach cena waha się od 650 złotych wzwyż. Dlatego właściciele szkół zaczynają narzekać. Łódź jest biednym miastem, a zaostrzenie przepisów spowoduje, że klientów będzie jeszcze mniej.

Autor artykułu: (mp.)

Wrocławski dramat łodzian

Monday, February 18th, 2002

W meczu ekstraklasy piłkarzy ręcznych Śląsk Wrocław pokonał Blachy Pruszyński Łódź 23:22 (9:12). Nawet w czasach świetności łódzkiego szczypiorniaka, rzadko była tak duża szansa na wygranie we wrocławskiej hali.
Przez większą częśc spotkania to goście dominowali na parkiecie.

Po 13 minutach był wprawdzie remis 4:4, ale w 23 minucie było już 4:10 po trafieniu najlepszego zawodnika Blach, Adriana Anuszewskiego. Tuż przed końcową syreną rzucał Michał Matyjasik i goście schodzili na przerwę z trzybramkową przewagą.

W 44 minucie po golu Pawła Laskowskiego zrobiło się 11:17 i nawet najwierniejsi fani gospodarzy przestali wierzyć w zwycięstwo. Niestety, Blachy tradycyjnie po prostu przestały grać. W 51 minucie Banisz obronił rzut karny Olega Siemionowa i Śląsk wreszcie wyrównał (18:18). Na 40 sekund przed końcem trafił Michał Matyjasik, doprowadzając do remisu 22:22. Jednak na 15 sekund przed ostatnią syreną, mimo ewidentnych kroków Górniaka, sędziowie nie przerwali gry i czołowy snajper ekstraklasy przesądził o triumfie wrocławian.

Para arbitrów ze Szczecina (Tarczykowski, Rajkiewicz) prowadziła mecz Śląska po raz 5 w tym sezonie, co jest ewenementem. Wszystkie spotkania wrocławianie wygrali… Nie zmienia to faktu, że Blachy mogą mieć pretensje tylko do siebie. Jeśli po takim meczu nie zdobywa się nawet punktu, wszelkie marzenia o czołowej szóstce mogą wzbudzić tylko uśmiech politowania rywali. Trener Skutnik nadal nie zdołał sprawić, by jego podopieczni wygrali na wyjeździe. Takiej szansy, jak wczoraj długo mieć nie będzie.

Śląsk: Banisz, Łobczuk – Górniak 8, Kubisztal 5, Lewicki 4, Garbacz 2, Wardziński, Gudz, Mistak i Sieczka po 1, Salami, Nowak, Piwko.

Blachy: Łabuziński, Hyży – Anuszewski 6, Laskowski 4, Siemionow, M. Matyjasik i R. Matyjasik po 3, Batourin 2, Wróbel 1, Jędraszczyk. Trener: Ryszard Skutnik.
Inne wyniki 19 kolejki: Chrobry Głogów – Olimpia Piekary Śląskie 23:22 (10:12), Kolporter Kielce – Orlen Płock 28:28 (14:12), MMTS Kwidzyn – Warszawianka 24:22 (12:10), Wybrzeże Gdańsk – MKS Końskie 30:18 (15:10), Metalplast Oborniki Wielkopolskie – Zagłębie Lubin 21:28 (14:16).
1. Warszawianka – 30, 2. Orlen – 29, 3. Zagłębie – 27, 4. Śląsk – 22, 5. Kolporter – 21, 6. Wybrzeże – 20, 7. Metalplast – 19, 8. MMTS Kwidzyn – 18, 9. Blachy – 15, 10. Olimpia – 14, 11. Chrobry – 9, 12. MKS Końskie – 4.

Autor artykułu: Bartosz Kukuć

Szóste zwycięstwo Skry

Monday, February 18th, 2002

Siatkarze Skry odnieśli szóste zwycięstwo w ekstraklasie. W Bełchatowie pokonali Czarnych Radom 3:1 (19:25, 25:23, 25:19, 25:16).

W sobotnim meczu pachniało sensacją, bowiem goście wygrali pierwszego seta. Siatkarze z Radomia prowadzili 8:1, 12:4 i tę partię wygrali w bezdyskusyjny sposób. Nowy trener Czarnych Andrzej Skorupa postawił na mocną odrzucającą zagrywkę, z którą nie mogli poradzić sobie gospodarze. W ataku rywalom też wszystko wychodziło. Skra była wyraźnie zaskoczona brawurą przeciwników. Do tego cztery ataki Roberta Prygla zostały zablokowane przez jego byłych kolegów z Czarnych. W końcówce seta Prygiel został zmieniony na Tomasza Skalskiego i to pomogło gospodarzom odebrać inicjatywę rywalom. Wyrównana walka trwała do połowy drugiego seta. Potem już dominacja zawodników Skry była zdecydowana. Czarni są pierwszą drużyną, z którą zespół z Bełchatowa zdobył komplet 6 punktów. W sobotę o godz. 17 Skra wystąpi we Wrocławiu przeciw Gwardii.
Skra: Bednaruk, Szulc, Zieliński, Nowik, Beljański, Prygiel, libero Czerlonek – Skalski, Paluch. Trener: Wiesław Czaja.

Sensacją kolejki była porażka we własnej hali w Kędzierzynie broniącego tytułu Mostostalu z Nysą 2:3 (20:25, 25:20, 25:21, 20:25, 11:15).

Inne rezultaty: Gwardia Wrocław – Morze Szczecin 1:3 (25:17, 23:25, 22:25, 19:25), Galaxia AZS Częstochowa – Stolarka Wołomin 3:0 (25:18, 25:20, 25:15), Jastrzębie Borynia – AZS Olsztyn 3:0 (25:21, 25:20, 25:21).

Autor artykułu: (bk)

Play off bez ŁKS – Po wspaniałym początku nerwowa końcówka, ale zwycięska dogrywka łódzkich koszykarek

Monday, February 18th, 2002

Przedostatnia kolejka Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet wyjaśniła wszystkie istotne zagadki przed play off. Ustalona została kolejność pierwszej piątki i ostatniej czwórki.

Ostatnia seria spotkań może jeszcze zmienić kolejność drużyn na miejscach 6-8. W Łodzi definitywnie rozstrzygnięta została sytuacja ŁKS. Tak jak przed rokiem łodzianki nie zakwalifikowały się do ósemki i będą rywalizować o utrzymanie się w lidze z Wisłą, Startem i SMS systemem mecz i rewanż. W porównaniu z ubiegłym sezonem istotną zmianą jest to, że zaliczany jest cały dorobek drużyn, a nie tak jak wówczas tylko wyniki pomiędzy drużynami ostatniej czwórki. Każde zwycięstwo jest więc ważne i sobotnie, z trudem wywalczone nad Meblotapem poprawiło bilans łodzianek przed decydującą rozgrywką. Z pozostałych trzech drużyn przegrały dwie – Wisła i Start, a wygrała SMS.

ŁKS – Meblotap 77:74 (23:8, 16:13, 16:27, 14:21 – dogrywka 8:5)

ŁKS: Jodeikaite 17, Grabowska i Owczarek po 16, Zakalskiene 15, Perlińska 6, Agafonnikowa 5, Rohacewicz 2, Makowska 0. Trener: Dariusz Raczyński.
Meblotap: Pazur 25, Dołgorukowa 19, Proszczenko 16, Czajkowska 6, Pietraś 4, Cybulak i Cybulska po 2. Trener: Sławomir Depta.

Nie przypominam sobie, żeby ŁKS miał taki początek meczu jak w sobotę. W 8 minucie łodzianki prowadziły 20:1. Wydawało się, że ,,zdemolują’’ drużynę Meblotapu. Już w tej fazie zabrakło im tylko jednego rzutu za 2 punkty, aby wyrównać straty z pierwszego meczu w Lublinie (58:79). Ewentualne zwycięstwo różnicą co najmniej 22 punktów stwarzałoby jeszcze nadzieję na awans do ósemki.

Wzlot ŁKS trwał tylko przez dwie kwarty. Najwyższą przewagę – 20 punktów – ŁKS osiągnął w 11 i 15 minucie (30:10 i 34:14). Zdecydowane prowadzenie (18 punktów) utrzymał jeszcze do przerwy, ale po z mianie stron Meblotap zdołał zmienić oblicze gry. Główna w tym zasługa Agnieszki Pazur (w 36 minucie doznała bolesnej kontuzji kolana).

Meblotap zaczął odrabiać straty. Przez 4 minuty na początku trzeciej ćwiartki rzucił 12 punktów, nie tracąc żadnego! Zrobiło się tylko 39:33. Pogoń lublinianek trwała również w czwartej kwarcie. W 34 minucie przewaga łodzianek stopniała do punktu (59:58). Pierwszy remis Meblotap osiągnął jednak dopiero… ostatnim rzutem w regulaminowym czasie meczu (69:69 Karolina Cybulska). Gra ŁKS opierała się praktycznie na trzech zawodniczkach – Daivie Jodeikaite, Marzenie Grabowskiej i Milenie Owczarek. Istotne wsparcie dała im jednak Neringa Zakalskiene trafiając 5 razy za 3 (Jodeikaite i Perlińska dorzuciły po dwie ,,trójki’’, a w Meblotapie Proszczenko 4 i Pazur 3). Znacznie gorzej jednak radziły sobie łodzianki w obronie i to była główna przyczyna kłopotów.

W dogrywce ŁKS zdołał jednak odzyskać koncentrację. Dwukrotnie był remis (71:71 i 72:72), ale rzut Zakalskiene za trzy na 1.06 min przed końcem (75:72) stworzył szansę, którą łodzianki wykorzystały.

Po raz pierwszy od 9 grudnia (kontuzja kolana w Lublinie) wystąpiła Alicja Perlińska. Grała 12 minut i zaakcentowała swój udany powrót dwiema ,,trójkami’’.

Autor artykułu: Marek Kondraciuk

Zapach… listonosza

Friday, February 15th, 2002

– Chodzi o to, żeby wspólnymi siłami ograniczyć to zjawisko, zmniejszyć ryzyko występujące w ciężkiej pracy ludzi doręczających przesyłki – mówi Jolanta Błaszczyk, rzecznik prasowy Rejonowego Urzędu Poczty w Piotrkowie.

Psy stanowią dla listonoszy największe zagrożenie.

Szczególnie na wsiach, gdzie czworonogi często nie są uwiązane. Na ogrodzeniach wielu posesji nie ma skrzynek na listy i pracownik poczty, chcąc doręczyć list polecony bądź awizo – musi wejść na podwórko. Tam może się spotkać z nieoczekiwanym i, bywa, groźnym atakiem psa.

– Rozumiem, że psy są po to, żeby strzegły obejścia. Powinny jednak być uwiązane – podkreśla Jolanta Błaszczyk. Jeśli gospodarze są akurat w domu, mogą zapanować nad zwierzętami, ale tak nie zawsze jest. Wielkość psa też nie ma znaczenia. Ugryzienie przez jamnika może być równie dokuczliwe, jak przez wilczura. Poszarpane nogi, rozerwane spodnie, gorączka, ból i opuchlizna utrzymujące się nawet przez miesiąc – to coraz częstsze „znaki rozpoznawcze” pracy listonosza. W mieście problem jest nieco mniejszy, „blokowiska” bowiem to teren pod tym względem w miarę bezpieczny. Ale są przecież dzielnice willowe, których mieszkańcy ratlerków raczej nie trzymają.

Rocznie w naszym powiecie zdarzają się trzy, cztery groźne przypadki pogryzień. Groźne, czyli wymagające interwencji lekarza i zwolnienia lekarskiego dla doręczyciela.

Drobne „poszarpania nogawek” mają miejsce kilka do kilkunastu razy w miesiącu. Na szczęście bardzo drastycznych przypadków dotąd nie było.
Co wywołuje u psów szczególną agresję w stosunku do listonoszy?

– Listonosz odwiedza dziennie setki miejsc, przesiąka setkami różnych niewyczuwalnych dla człowieka zapachów – mówi piotrkowski lekarz weterynarii Piotr Wojtania. – Pies, u którego zmysł węchu jest szczególnie wyostrzony, nie rozpoznaje tej zapachowej mieszanki i to wywołuje u niego agresję.

Jeden z piotrkowskich listonoszy powiedział nam, że do tej pory został już kilkanaście razy pogryziony. Co może po kolejnym ataku psa zrobić? Może dochodzić swoich praw w sądzie z powództwa cywilnego. Natomiast naczelnicy urzędów pocztowych, w przypadku, gdy właściciel niebezpiecznego psa nie rozwiąże problemu – mogą zezwolić listonoszom, by nie doręczali mu przesyłek. A my, pamiętając o listonoszach, pamiętajmy także o tym, że każdy właściciel psa jest zobowiązany do zapewnienia bezpieczeństwa innym ludziom.

Autor artykułu: Janusz Francuz

Konserwator w świątyni

Friday, February 15th, 2002

Niedawno opisywaliśmy zabiegi konserwatorskie, jakim poddawane były kościoły: farny pw. św. Jakuba i ojców Jezuitów. Nie tylko jednak te dwie świątynie potrzebowały ręki konserwatora i nie tylko w nich prace prowadzono.

Według informacji będących w posiadaniu piotrkowskiego muzeum, obiekty sakralne zachowane są na ogół w dobrym stanie. Wyraźnie widoczna jest też dbałość ich właścicieli o stan techniczny budynków. Wszystkie one jednak wymagają zarówno prac konserwatorskich, jak i budowlanych, wzmacniających np. fundamenty i ściany nośne.

Tego rodzaju prace wykonano w ostatnich latach w klasztorze oo. Bernardynów, w którym wymieniono także pokrycie dachu i odnowiono elewację, ołtarze zaś poddano renowacji. Podobnie w klasztorze oo. Jezuitów, w którym ponadto wymienione zostały okna. Prace w obu tych obiektach, warto podkreślić, wsparło finansowo miasto.

Podobnie było z kościołem pw. św. Jacka i Doroty. Odnowiono znajdujące się w nim ołtarze i obrazy, poddano też renowacji wieżę dzwonniczą.

To, oczywiście, nie wszystko, co zrobić by w piotrkowskich kościołach należało. Na remont dachu, odnowienie elewacji i polichromii czeka klasztor sióstr Dominikanek. Prac dekarskich i wzmocnienia konstrukcji wymaga kościół ewangelicki, a w kościele prawosławnym wymienić trzeba pokrycie dachu i odnowić elewację oraz wzmocnić tzw. tambur pod główną kopułą.

Autor artykułu: (mj)

Niepogoda dla jubilerów

Friday, February 15th, 2002

Sklepy jubilerskie w Łodzi nie przeżyły „walentynowego” szturmu klientów.

– Mamy srebrne i złote serdusza, odpowiednio za 70 i 90 zł – mówi Iwona Amrozik z salonu przy ul. Piotrkowskiej. – Zdarzały się pary, że chłopak kupował swojej dziewczynie takie serduszko albo łańcuszek, bransoletkę bądź kolczyki.

Jednak więcej było oglądających niż kupujących. Klienci mają coraz chudsze portfele, a ci bardziej zasobni nie są zainteresowani lokowaniem pieniędzy w biżuterię. Ceny, jakie oferują lombardy, nie są dla nich atrakcyjne.

– Jeszcze w grudniu przed świętami mieliśmy klientów, ale teraz, mimo licznych promocji, rzadko kto zagląda do jubilera – potwierdza Grzegorz Bednarski, zastępca kierownika salonu przy ul. Piotrkowskiej. – Mamy serduszka i spory wybór złotych łańcuszków. Jeden gram kosztuje 50 zł.

Na brak zleceń skarżą się także właściciele zakładów naprawiających biżuterię.

– Ludzie przede wszystkim muszą mieć pieniądze na żywność, buty, ubranie i opłaty – uważa Romuald Romanowski z zakładu przy ul. Narutowicza. – Mimo iż naprawa łańcuszka kosztuje tylko 6 zł, a za wstawienie brylantu czy innego kamienia szlachetnego do pierścionka bądź wisiorka trzeba zapłacić 12 zł – dla wielu osób to już problem. Kiedyś prowadziliśmy przerób złota. Klienci przynosili złote łańcuszki, zegarki i inne precjoza, które po stopieniu tworzyły budulec pod nową biżuterię. To była ręczna, żmudna, rzemieślnicza robota. Dzisiaj ludzie, jeśli już kupują, to gotowe wyroby z czystego złota. Nic dziwnego, że większość sklepów i zakładów jubilerskich bankrutuje.

Autor artykułu: (mawi)

Skasowała własną kasę?

Wednesday, February 13th, 2002

Milion czterysta tysięcy złotych zniknęło w tajemniczych okolicznościach z kasy Politechniki Łódzkiej. O kradzież podejrzewana jest główna kasjerka uczelni. Kobieta została zatrzymana, ale nie przedstawiono jej zarzutów.

Po nocy spędzonej w areszcie zasłabła podczas przesłuchania i decyzją biegłych lekarzy umieszczono ją w szpitalu pod ochroną policji. Z komisariatu odjechała karetką pogotowia.

– Brak pieniędzy w kasie stwierdziła wewnętrzna kontrola w uczelni – powiedziała nam dr Ewa Chojnacka, rzecznik prasowy PŁ. – Poprzednie kontrole, w tym ostatnia w grudniu ubiegłego roku, nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

Dokumentacja też nie budzi zastrzeżeń. Faktem jest jednak, że w kasie brakuje 1,4 miliona złotych. Roczny budżet politechniki to około 200 milionów.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył w policji dyrektor administracyjny PŁ. Przyczyny powstania niedoboru w kasie uczelni – jak powiedziała rzeczniczka PŁ – nie są jeszcze znane.

– Stwierdzony brak pieniędzy jest dla nas ogromnym zaskoczeniem – powiedziała Ewa Chojnacka. – Ta pani pracuje w politechnice od 1969 roku, a od kilku lat jest głównym kasjerem uczelni.

Policję zastanawia, że proceder trwał trzy lata, a żadna kontrola nie wykazała niedoboru.

Wiadomo już, że kontrole były zapowiadane z wyprzedzeniem.

Kasjerka mieszka w lokatorskim mieszkaniu w centrum Łodzi.

W ostatnim czasie jej stan majątkowy nie poprawił się. Ma niespłacony samochód kupiony na raty, kawalerkę po rodzicach i dwie działki. Policjanci zatrzymali kobietę w jej mieszkaniu po tym, jak otrzymali informację o wykryciu manka. Kobieta podobno obiecała, że odda pieniądze, jeśli zostanie zwolniona. Prokurator zdecydował jednak inaczej.
Mąż kasjerki, zgodnie z przysługującym mu prawem, odmówił składania zeznań.

– Wszczęliśmy postępowanie w sprawie kradzieży – powiedział nam prokurator Sławomir Modliński, szef Prokuratury Rejonowej Łódź-Polesie. – Kobieta została umieszczona w szpitalu. Biegli wypowiedzą się, kiedy będzie mogła brać udział w postępowaniu. Musimy teraz sprawdzić, w jaki sposób pieniądze zniknęły, kiedy to nastąpiło i dlaczego niedoboru nie wykryła żadna wcześniejsza kontrola w uczelni.

Autor artykułu: (maj, pp)

Historia spisana na 370 stronach

Wednesday, February 13th, 2002

Eugeniusz Jakub Spętany, mieszkaniec podsieradzkiej Męki-Jamy, napisał drugie w swym dorobku religijne dzieło.

Licząca 370 stronic księga – zatytułowana „Trzy dni w Świątyni Jerozolimskiej” – zadedykowana została córce autora, Karolinie. Otrzymała ją ona w prezencie na siedemnaste urodziny. Kolejnymi egzemplarzami pan Eugeniusz chce uhonorować rodziców i nauczycielki, które dokonały korekty dzieła.

Spisanie wierszem historii, która rozegrała się w Świątyni Jerozolimskiej, trwało pół roku. Wspomnijmy, że praca nad „Drogą Krzyżową” – pierwszym z jego dzieł o tematyce religijnej – zajęła mieszkańcowi Męki aż sześć lat. Księga podzielona była na trzy tomy, a historię Jezusa Chrystusa opisano w niej w ponad 35.000 wierszy.

Autor artykułu: (pg)

Nostalgię zastąpiła wspaniała zabawa

Wednesday, February 13th, 2002

Mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej w Sieradzu bawili się na wieczorku walentynkowym. Wśród dekoracji skomponowanej z czerwonych serc spotkało się około osiemdziesięciu osób.

Zabawę rozpoczęto niezwykle udanym skeczem pt. „Ślub tuzinkowy”. Początkowe nieśmiałe spojrzenia uczestników zabawy rozwiał zespół „Impuls”, który zapewnił wszystkim doskonałą zabawę. Należy wspomnieć, że wystąpił on nieodpłatnie. Nie obyło się także bez toastów na cześć państwa Klińskich – pary, która poznała się właśnie w DPS i dwa lata temu zalegalizowała swój związek.

Na twarzach wszystkich gości panowała nieopisana radość i zadowolenie. Cały parkiet zapełniał się systematycznie tańczącymi parami, „wężykami” i kółkami. Nie lada trudność mieli panowie, którzy będąc w mniejszości, dwoili się, aby żadna z pań zbyt długo nie czekała na taniec.

Wśród uczestników zabawy walentynkowej, oprócz głosów abrobaty, pojawiły się apele, aby takie spotkania odbywały się chociaż raz w kwartale, a nawet w miesiącu.

Walentynki w Domu Pomocy Społecznej w Sieradzu organizowane są od pięciu lat i wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem oraz frekwencją. Wciąż są dowodem na to, że dojrzały wiek wcale nie musi kojarzyć się ze smutkiem, nostalgią i wspomnieniami, ale także z wesołymi chwilami wypełnionymi wspaniałą zabawą.

Autor artykułu: (ask)