Miejskie Usługi Komunikacyjne w Zgierzu znowu zaczęły kierować do sądu sprawy pasażerów bez biletu. W ubiegłym roku zatrzymano ich 4 tysiące. Aż 14 razy została złapana w ubiegłym roku pewna zgierzanka podczas jazdy miejskim autobusem bez biletu. Rekordzistą jest jednak mężczyzna, który w ciągu kilku lat wpadł… 36 razy.
Sprawa gapowiczki jest jedną z wielu jakie rozpatrują Miejskie Usługi Komunikacyjne. Kobieta nie zapłaciła kary za przejazd bez biletu, więc odpowie przed sądem. Musi jednak na to poczekać. Od listopada MUK rozpoczął, po przerwie, rozliczanie gapowiczów. Na razie do sądu kierowane są sprawy z 1999 roku.
– Mieliśmy z tym trochę zaległości. Spraw jest bardzo dużo, a my nie możemy wysłać 500 wniosków, bo sąd nie będzie w stanie tylu rozpatrzyć. Miesięcznie kierujemy po 200 spraw. Z roku na rok ich liczba maleje – mówi Grzegorz Kowalski, kierownik MUK.
Mimo to jest ona imponująca. Rekordowy pod tym względem był rok 1998, kiedy to w 60-tysięcznym mieście zatrzymano około 6 tys. gapowiczów. Przed rokiem było ich już „tylko” 4 tys. Wśród zatrzymywanych najwięcej jest osób młodych. 30 proc. gapowiczów ma do 20 lat, a kolejne 27 proc. to osoby między 20 a 30 rokiem życia. Najczęściej bez biletu zatrzymywani są nie pasażerowie autobusów, ale tramwaju linii „46” z Łodzi przez Zgierz do Ozorkowa.
Za jazdę bez biletu trzeba zapłacić 75 zł. Jeśli zatrzymany pasażer zapłaci w ciągu tygodnia w siedzibie MUK, to stosuje się wobec niego 30-procentową zniżkę. Korzysta z tego tylko 16 proc. gapowiczów. W przypadku kolejnych 9 proc. skutkuje upomnienie. Z pozostałymi jest znacznie gorzej.
W niektórych przypadkach w sądzie kończy się nawet nie tyle sprawa przejazdu bez biletu, co reakcji na kontrolę. Tak było po zdarzeniu w autobusie linii „6”. Pasażer wypchnął z niego kontrolera. Poszkodowany upadł plecami na chodnik.
– Ten pasażer skasował bilet. Postanowił jednak zostać adwokatem dwójki gapowiczów. Mówił do nich: „Nie bójcie się kanara”. Do największej liczby nieprzyjemnych sytuacji dochodzi w rejonie placu Kilińskiego – mówi Piotr Pilny z MUK.
Do najgroźniejszego zdarzenia nie doszło jednak w tramwaju czy autobusie. Przed rokiem kontroler został zaatakowany przez młodych bandytów w przejściu między ulicami 3 Maja i Popiełuszki. Bijący go napastnicy krzyczeli: „Nie będziesz spisywał naszych koleżanek”. Poszkodowany był cztery miesiące na zwolnieniu. Sprawców nie schwytano.
Autor artykułu: (mał)