Archive for January, 2002

Gapowicze w odwrocie – niezapłacone mandaty za przejazd bez biletu idą do sądu

Friday, January 25th, 2002

Miejskie Usługi Komunikacyjne w Zgierzu znowu zaczęły kierować do sądu sprawy pasażerów bez biletu. W ubiegłym roku zatrzymano ich 4 tysiące. Aż 14 razy została złapana w ubiegłym roku pewna zgierzanka podczas jazdy miejskim autobusem bez biletu. Rekordzistą jest jednak mężczyzna, który w ciągu kilku lat wpadł… 36 razy.

Sprawa gapowiczki jest jedną z wielu jakie rozpatrują Miejskie Usługi Komunikacyjne. Kobieta nie zapłaciła kary za przejazd bez biletu, więc odpowie przed sądem. Musi jednak na to poczekać. Od listopada MUK rozpoczął, po przerwie, rozliczanie gapowiczów. Na razie do sądu kierowane są sprawy z 1999 roku.

– Mieliśmy z tym trochę zaległości. Spraw jest bardzo dużo, a my nie możemy wysłać 500 wniosków, bo sąd nie będzie w stanie tylu rozpatrzyć. Miesięcznie kierujemy po 200 spraw. Z roku na rok ich liczba maleje – mówi Grzegorz Kowalski, kierownik MUK.

Mimo to jest ona imponująca. Rekordowy pod tym względem był rok 1998, kiedy to w 60-tysięcznym mieście zatrzymano około 6 tys. gapowiczów. Przed rokiem było ich już „tylko” 4 tys. Wśród zatrzymywanych najwięcej jest osób młodych. 30 proc. gapowiczów ma do 20 lat, a kolejne 27 proc. to osoby między 20 a 30 rokiem życia. Najczęściej bez biletu zatrzymywani są nie pasażerowie autobusów, ale tramwaju linii „46” z Łodzi przez Zgierz do Ozorkowa.

Za jazdę bez biletu trzeba zapłacić 75 zł. Jeśli zatrzymany pasażer zapłaci w ciągu tygodnia w siedzibie MUK, to stosuje się wobec niego 30-procentową zniżkę. Korzysta z tego tylko 16 proc. gapowiczów. W przypadku kolejnych 9 proc. skutkuje upomnienie. Z pozostałymi jest znacznie gorzej.

W niektórych przypadkach w sądzie kończy się nawet nie tyle sprawa przejazdu bez biletu, co reakcji na kontrolę. Tak było po zdarzeniu w autobusie linii „6”. Pasażer wypchnął z niego kontrolera. Poszkodowany upadł plecami na chodnik.

– Ten pasażer skasował bilet. Postanowił jednak zostać adwokatem dwójki gapowiczów. Mówił do nich: „Nie bójcie się kanara”. Do największej liczby nieprzyjemnych sytuacji dochodzi w rejonie placu Kilińskiego – mówi Piotr Pilny z MUK.

Do najgroźniejszego zdarzenia nie doszło jednak w tramwaju czy autobusie. Przed rokiem kontroler został zaatakowany przez młodych bandytów w przejściu między ulicami 3 Maja i Popiełuszki. Bijący go napastnicy krzyczeli: „Nie będziesz spisywał naszych koleżanek”. Poszkodowany był cztery miesiące na zwolnieniu. Sprawców nie schwytano.

Autor artykułu: (mał)

Rudzka Góra będzie miała superrynnę – budowa toru saneczkowego

Friday, January 25th, 2002

Wszystko wskazuje na to, że już na wiosnę pierwsi amatorzy letnich torów saneczkowych zaszaleją na Rudzkiej Górze. Wczoraj podczas obrad Zarządu Miasta, Wydział Gospodarowania Majątkiem UMŁ zgłosił wniosek dzierżawców nieruchomości położonej w rejonie Rudzkiej Góry o przedłużenie terminu zakończenia budowy obiektów sportowo-rekreacyjnych.

– Władze Łodzi zgodziły się na przedłużenie terminu budowy, ale szczegółów nie znam – powiedział Józef Mazur, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarowania Majątkiem UMŁ.

Przypominamy, że termin zakończenia budowy minął 15 stycznia tego roku. Główną atrakcją budowanego kompleksu ma być jeden z najdłuższych w Polsce letnich torów saneczkowych o długości 700 metrów. Gotowa jest już bacówka i jeden z parkingów.

Autor artykułu: (mawi)

Kwestują dla swoich dzieci

Wednesday, January 23rd, 2002

Od kilku już lat istnieje w Piotrkowie Koło Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym. Prowadzi ono między innymi warsztaty terapii zajęciowej, a pieniądze na swoją działalność gromadzi poprzez na przykład publiczne zbiórki.

W ciągu ostatnich czterech lat (licząc do końca grudnia ubiegłego roku) członkowie stowarzyszenia uzyskali w ten sposób ponad 45 tysięcy złotych. Z tej kwoty prawie 19 tysięcy przeznaczyli w tym czasie na organizowanie wycieczek oraz wczasów rehabilitacyjnych dla swoich dzieci.

14.500 zł trafiło do warsztatów terapii zajęciowej oraz ośrodka rehabilitacyjno-szkoleniowo-wychowawczego. Około 8 tysięcy przeznaczono na przygotowanie okolicznościowych uroczystości (np. spotkań opłatkowych czy zabaw z okazji Dnia Dziecka), a ponad 3,5 tys. zł – na zapomogi losowe.

– Zbiórki organizujemy z reguły na dziedzińcach kościelnych, po wcześniejszym uzgodnieniu tego z proboszczami, a prowadzą je dorośli wolontariusze – poinformowała nas Krystyna Bartenbach, przewodnicząca zarządu piotrkowskiego stowarzyszenia. – Tym, którzy dotychczas zaangażowani byli w zorganizowanie i przeprowadzanie kwest, a przede wszystkim darczyńcom, którzy zechcieli wspomóc naszą działalność – składam serdeczne podziękowanie.

Autor artykułu: (mj)

Mokro na Łaziennej

Wednesday, January 23rd, 2002

Mieszkańcy budynku na piotrkowskiej Starówce nie mogą doczekać się remontu dachu. Tymczasem po odwilży ich mieszkania, jak twierdzą, są systematycznie zalewane. Zimny prysznic mają po roztopach mieszkańcy kamienicy przy ul. Łaziennej Mokrej 2 w Piotrkowie. Spływająca woda przedostaje się przez dach budynku. Lokatorzy twierdzą, że taka sytuacja powtarza się, a trwa już od kilku lat.

– Ja już nie mam siły walczyć z administracją – mówi Eugeniusz Wojtasik, mieszkający w tej kamienicy. – Od czterech lat, gdy zaczynają się roztopy, moje i innych mieszkania są systematycznie zalewane. O remont dachu nie można się doprosić, wizyty w administracji przy ul. Zamurowej nie przynoszą efektu.

Mieszkanie Eugeniusza Wojtasika wczoraj zostało zalane kolejny już raz. I to mimo że mieszka on na pierwszym piętrze, a nad nim jest jeszcze jeden lokal. Zajmuje go 91-letnia Janina Głowacka. Kobieta podstawia wiadra i miski, ale woda przelewa się z nich i spływa piętro niżej.
Lokatorzy przyznają, że w poniedziałek, po ich interwencji, przyszło dwóch pracowników administracji. Ale ograniczyli się do zrzucenia śniegu z dachu. Tymczasem w tym przypadku konieczna jest jego naprawa.

Informacji w tej sprawie zasięgnęliśmy w Towarzystwie Budownictwa Społecznego w Piotrkowie, które zarządza budynkiem.

– Ludzie przesadzają – uważa Jarosław Dyzik, kierownik działu eksploatacji w piotrkowskim TBS. – Niemożliwe, żeby dach przeciekał od kilku lat, bo wszelkie tego typu awarie usuwamy na bieżąco. O ile, oczywiście, zostaną zgłoszone do administracji. Nawet jeśli interwencję zgłosi lokator, który zalega z opłatami za czynsz, to jesteśmy od tego, żeby na nią zareagować.

Jak nam powiedział kierownik Dyzik, przypadek przeciekającego dachu na Łaziennej Mokrej jest drugi, jaki zna. Podobny odnotowano jedynie w budynku przy pasażu Karola Rudowskiego. To niewiele, biorąc pod uwagę, że TBS zarządza 500 budynkami w mieście. Zdaniem kierownika, niektóre dachy mają zagłębienia, w których zalega śnieg. A kiedy topnieje, trudno o materiał, który nie przepuści naporu wody. Poza tym służby TBS na bieżąco usuwają śnieg z dachów, a także sople i nawisy śnieżne.

Są też jednak takie przypadki, w których – pomimo dokuczliwych usterek – mieszkańcy nie zgłaszają sprawy do administracji.

– Jeśli nie pójdzie się do lekarza, to trudno wymagać, żeby nagle zostać wyleczonym – komentuje kierownik Jarosław Dyzik.

Zapewnił on nas jednocześnie, że sprawą budynku przy Łaziennej Mokrej 2 zainteresuje się bliżej i sprawdzi, co w tej sytuacji zrobiła administracja.

Autor artykułu: (oby)

Z trzeciej strony – Jerzy Witaszczyk

Wednesday, January 23rd, 2002

Wyprzedaż rodowych sreber

Z danych statystycznych, ogłoszonych wczoraj przez GUS, wynika, że szybki rozwój udaje się nam najbardziej w dziedzinie bezrobocia. Wskaźnik procentowy, wskazujący na narastający upadek polskiego rynku pracy, przekroczył nawet pesymistyczne prognozy rządu. W grudniu 3.115.100 Polaków nie miało gdzie zarabiać na siebie i na swoje rodziny. Za rok postęp w tej sferze ma być jeszcze większy.

Proces utraty miejsc pracy przebiega w Polsce błyskawicznie. Jest to jasny sygnał, że źródła „wzrostu” gospodarczego Polski były płytkie i już wyschły. Przez ostatnie dwanaście lat żyliśmy z wyprzedaży rodowych sreber i kolejnych kredytów. Nie dbając o równowagę w handlu zagranicznym, importując ponad miarę, szczególnie intensywnie zwalczaliśmy (i nadal to czynimy) bezrobocie na Zachodzie i Wschodzie. Dla przykładu, mimo dramatycznego spadku sprzedaży samochodów produkowanych w Polsce, nikt od kilku lat nie potrafi położyć tamy importowi samochodów z drugiej i trzeciej ręki.

Trudno się dziwić, że prawdziwi inwestorzy (którzy chcą budować od nowa) omijają Polskę szerokim łukiem. Tylko Jarosław Kalinowski potrafił zadbać o równowagę i interes polskich chłopów – zablokował import wieprzowiny z Unii Europejskiej do Polski. Pomogło natychmiast. Unia otwarła swój rynek dla polskiej wieprzowiny, rzekomo zagrożonej weterynaryjnie.

Więc może przestańmy ustępować wszystkim, jak wrzodowi w wiadomym miejscu i ogłośmy rok 2002 rokiem polskich sprawiedliwych interesów..

Czekam na Państwa opinie

Autor artykułu: Jerzy Witaszczyk

Starsi ludzie w kolejce – brak miejsc w domach pmocy społecznej

Tuesday, January 22nd, 2002

Na miejsce w niektórych domach pomocy społecznej czekać trzeba nawet 8 lat. Największe kolejki są do „Włókniarza” przy ul. Krzemienieckiej, do DPS-ów przy ul. Rojnej i Dojazdowej.

– Tam na miejsce czeka się od 6 do 8 lat – mówi Urszula Wasik, starszy specjalista w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Łodzi. – Około stu osób z listy nie doczeka się na wolne miejsce z przyczyn naturalnych.

W Łodzi jest 2097 miejsc dla ludzi w podeszłym wieku, dla przewlekle chorych, dla chorych psychicznie oraz dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Oprócz tego jest 88 miejsc w prywatnych domach opieki społecznej.

– Łódź jest miastem ludzi starych, mamy przyrost ujemny na poziomie 7 procent – mówi Adam Fronczak, dyrektor spraw społecznych i zdrowia w Urzędzie Wojewódzkim w Łodzi. – Najtrudniejsza jest sytuacja osób chorych psychicznie, one czekają najdłużej, bo mamy dla nich tylko trzy domy w Łodzi. Staramy się w miarę możliwości przekazywać ludzi oczekujących na łódzkiej liście do jednego z 54 DPS-ów w województwie. Nie zawsze chcą się jednak na to zgodzić.
Zofia Muszczak, 67-letnia pensjonariuszka DPS przy ul. Krzemienieckiej miała szczęście, czekała na miejsce tylko… trzy lata.

– Jestem zadowolona, że jestem tutaj. Mam zapewnione posiłki i opiekę lekarską, należę do kółka recytatorskiego i tanecznego. Nie nudzę się. Jak się źle czuję przyciskam guzik alarmu i natychmiast zjawia się pielęgniarka – powiedziała nam Zofia Muszczak. – Ale od grudnia sami płacimy za leki, a nawet papier toaletowy. Jak ktoś ma dobrą emeryturę to kupuje sobie lepsze, zagraniczne leki, biedniejsi zadowalają się polskim odpowiednikiem.
Jak nas poinformował Bogusław Ściborski, dyrektor „Włókniarza”, pensjonariusze oddają na pobyt w DPS
70 procent renty lub emerytury.

– Mamy w planach wykupienie 40 miejsc w domu prywatnym i utworzenie tam oddziału jednego z DPS-ów, ale na to musi wyrazić zgodę wojewoda – mówi Urszula Wasik.

– Jeszcze w 2000 r. mieliśmy kolejkę ponad tysiąc oczekujących – mówi Adam Fronczak. – Jest lepiej, bo część obowiązków przejęły pielęgniarki środowiskowe, z opieki społecznej. Udało się nam załatwić z Ministerstwem Pracy to, że nasi pensjonariusze otrzymają dofinansowanie na poziomie średniej krajowej, czyli około 1275 zł.

Autor artykułu: (jxb)

Czytaj we wtorek w Dzienniku Łódzkim – Wiadomościach Dnia

Tuesday, January 22nd, 2002

Mieszkanie po rodzicach – Czy wystarczy umowa najmu lokalu, by rodzina mogła przejąć mieszkanie po śmierci głównego lokatora? Kto ma prawo do takiego mieszkania? W jakim
terminie trzeba załatwić niezbędne formalności? Czytaj we wtorkowym Dzienniku Łódzkim – Wiadomościach Dnia

Autor artykułu:

Dzwoń po nowemu – zmiana systemu telefonicznego szpitala

Monday, January 21st, 2002

Jeszcze do niedawna do sieradzkiego szpitala jednorazowo mogło się dodzwonić ledwie… 20 osób.
Zmianie uległ telefoniczny system sieradzkiego szpitala. Stara, ręczna centralka została zlikwidowana, a placówkę podłączono do nowoczesnej miejskiej centrali Telekomunikacji Polskiej.

Do tej pory do szpitala jednorazowo dodzwonić się mogło ledwie… 20 osób. Gdy próbowała kolejna, mimo że w jej telefonie brzmiał wolny sygnał, nie mogła już zostać połączona ze szpitalnym oddziałem.

– Z tego powodu dochodziło do wielu nieprzyjemnych sytuacji – przyznaje Magda Marciniak, kierownik sekcji badania jakości usług medycznych SP ZOZ w Sieradzu. – Pacjenci denerwowali się, że nikt nie odbiera telefonu, a było to po prostu niemożliwe ze względów technicznych.
Po przyłączeniu do centrali problem zniknął. Obecnie do szpitala może się dodzwonić dowolna ilość osób i to bezpośrednio na dowolny oddział, a nie za pośrednictwem operatora.

Korzyści odniósł także szpital. Placówka nie ponosi już kosztów obsługi i konserwacji centrali, co przynosi oszczędności.

Autor artykułu: Paweł Gołąb

Z trzeciej strony – Jak mogliśmy tak żyć?

Saturday, January 19th, 2002

Właściciel supermarketu w Zambrowie znowu musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Kiedyś walczył z kradzieżami, zamykając złodziei w klatce przed sklepem, żeby tam czekali na policję.

Pokazała to telewizja i zaraz potem wszyscy obrońcy praw człowieka w Polsce zgodnie wzięli w obronę złodziei, a potępili handlowca za działanie niezgodne z prawem. Wynika z tego, że złodziej to człowiek, a handlowiec to tylko handlowiec. Zdaje się, niewiele wtedy brakowało, żeby w klatce znalazł się sam właściciel sklepu za to, że krzywdzi złodziei, niszczy ich osobowość, czym przeszkadza im w dalszej owocnej pracy zawodowej. Ale jakoś mu się upiekło.

Teraz kupiec poszedł po rozum do głowy. Złodziej ma do wyboru: zgłoszenie kradzieży na policję lub umieszczenie zdjęcia na tablicy z napisem „tym osobom nie wolno przychodzić do sklepu”. Oczywiście, delikwenci wybierają tablicę, co potwierdzają własnoręcznym podpisem. Mimo to kupiec został skrytykowany przez generalnego inspektora ochrony danych osobowych Ewę Kuleszę. Jej zdaniem, takie metody piętnowania złodziei nie powinny mieć miejsca. Z tej samej przyczyny pani Kulesza skrytykowała postępowanie zarządów domów studenckich za wywieszanie na swoich tablicach ogłoszeń list studentów, którzy nie płacą za mieszkanie. Warto wiedzieć, że w środowisku studenckim najczęściej niepłacenie wynika z mody na niepłacenie, rzadziej z biedy. Krótko mówiąc, jest to kradzież.

Tak to dorobiliśmy się w Polsce prawa i instytucji, które w trosce o złodziei coraz skuteczniej gonią okradanych. Jak też mogliśmy żyć wcześniej w kraju, w którym było na odwrót?

Autor artykułu: Jerzy Witaszczyk

Zimno, coraz zimniej… matura

Friday, January 18th, 2002

W siedmiu szkołach zaocznych w Piotrkowie i jednej w powiecie ziemskim rozpoczęły się w tym tygodniu egzaminy maturalne w sesji zimowej. Przystąpiło do nich łącznie ponad 360 uczniów szkół dla dorosłych.

W poniedziałek abiturienci pisali maturę z języka polskiego, we wtorek z wybranego przedmiotu, głównie z matematyki lub historii. W przyszłym tygodniu rozpoczną się egzaminy ustne, a do końca stycznia mają się one zakończyć we wszystkich placówkach. Szczegółowe harmonogramy określą dyrektorzy szkół. Natomiast na ewentualne egzaminy poprawkowe będzie czas w terminie od 22 do 28 lutego.

W Piotrkowie do egzaminu dojrzałości w sesji zimowej przystąpili słuchacze: Zaocznego Technikum Mechanicznego, Zaocznego Technikum Spożywczego oraz Zaocznego Liceum Ekonomicznego (wszystkie szkoły przy ul. Sienkiewicza), Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych (ul. Krakowskie Przedmieście), Zaocznego Technikum Mechanicznego (ul. Żeromskiego), Zaocznego Technikum Handlowego (ul. Żeromskiego) i Technikum Fryzjerskiego (ul. Dmowskiego). W piotrkowskim powiecie ziemskim maturę zdawali jedynie uczniowie Zaocznego Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych w Zalesicach.

W Piotrkowie naukę w siedmiu zaocznych szkołach ukończyło w tym roku 336 słuchaczy, a w Zalesicach 34. Piotrkowska delegatura Kuratorium Oświaty w Łodzi nie dysponowała jednak jeszcze informacjami – ilu z nich przystąpiło do matury. Tym bardziej że w tegorocznej sesji zdarzały się osoby, które ukończyły naukę w ubiegłym roku, ale zdawały teraz.

– Matura w sesji zimowej to normalny egzamin dojrzałości, rządzący się tymi samymi prawami, co matura majowa – powiedziała nam Bożena Werner, starszy wizytator w piotrkowskiej delegaturze Kuratorium Oświaty w Łodzi.

Podczas pisemnego egzaminy z języka polskiego, spośród czterech do wyboru, najpopularniejszy okazał się drugi temat – dotyczący cierpienia – na który zdecydowało się ponad 60 procent zdających.

– Uważam, że w szkołach dla dorosłych tematy z języka polskiego były trudne – komentuje Małgorzata
Sierant, zastępca dyrektora Zaocznego Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego dla Dorosłych w Zalesicach – ale poloniści są innego zdania.

W Zaocznym Prywatnym Liceum Ogólnokształcącym w Zalesicach maturę zdaje 30 osób. Wyniki egzaminów ustnych, jak powiedział nam dyrektor Zdzisław Sosnowski, mają być tutaj znane do najbliższego poniedziałku. Natomiast pod koniec stycznia będą już wystawione świadectwa.

Poniżej podajemy tematy tegorocznej matury pisemnej z języka polskiego, jakie mieli do wyboru abiturienci w powiecie piotrkowskim w sesji zimowej. Zachęcamy do lektury i czekamy na opinie.

Autor artykułu: (oby)