Czterdzieści lat pracy zawodowej zajęło mi zrozumienie, na czym polega rozsądne publiczne mówienie – przyznał Zbigniew Zapasiewicz. Znakomity aktor, reżyser i pedagog spotkał się wczoraj z łódzką młodzieżą w ramach akcji „Mówię, więc jestem”.
Trzecie już spotkanie organizowane przez Bałucki Ośrodek Kultury oraz Teatr Nowy nosiło tytuł „Odpowiednie dać rzeczy słowo” i było poświęcone twórczości Cypriana Kamila Norwida. Zbigniew Zapasiewicz po mistrzowsku interpretował strofy poety i przeprowadzał drobiazgową ich analizę.
Tłumaczył poszczególne frazy i zwracał uwagę na rolę pauz.
– Kiedy mówimy wiersz, mamy przed sobą białą kartkę i pewną ilość słów, którymi musimy tę kartkę zapełnić. Kiedy jest ich dużo, zapisujemy je gęsto, ale kiedy słów jest zaledwie kilka, znaczenia nabierają pauzy, które dają słuchaczowi czas na dobudowanie sobie świata w wyobraźni – wyjaśniał Zbigniew Zapasiewicz.
Artysta podkreślił, że interpretator poezji musi bardzo dokładnie wiedzieć co, do kogo i po co chce powiedzieć.
Jeśli odpowie sobie na te pytania, sposób, jak to zrobić, znajdzie się sam. Aktor przyznał, że dopiero 10 lat temu zrozumiał, co robić, aby „umiejętnie przerzucić słowo na drugą stronę”. Wspominał swego profesora ze szkoły teatralnej, który uczył studentów, że zadaniem artysty jest wzbudzać emocje w odbiorcy, a nie w samym sobie.
– Gdy dostajemy do powiedzenia jakiś tekst, od razu nastawiamy się, że to jakaś sztuczna struktura, której trzeba nauczyć się na pamięć i wyrecytować. Ja w ogóle nie używam słowa recytacja czy deklamacja, wolę określenie mówienie wierszem. Mówienie wierszem, a nie wiersza – powiedział Zapasiewicz.
Oprócz tekstów Norwida aktor interpretował również fragmenty „Pana Tadeusza”, wiersze Tadeusza Różewicza oraz proste rymowanki w rodzaju „Wlazł kotek na płotek” i „Szła dzieweczka do laseczka”. Udowodnił słuchaczom, jak bezmyślne odklepywanie „Ojcze nasz”, pozbawiło wielokrotnie wypowiadaną modlitwę znaczeń. Tłumaczył też, że do żadnej poezji nie należy podchodzić na klęczkach. Zdaniem artysty, mówienie poezji nie jest zajęciem ani twórczym, ani odtwórczym, ale „dotwórczym”.
– Nie zastanawiam się, co autor chciał powiedzieć, tylko używając jego słów, stwarzam swój własny świat – wyjaśniał Zapasiewicz. – A jeśli do końca nie rozumiem jakiegoś fragmentu, oszukuję rytmem, barwą słowa.
Autor artykułu: (pi)