Wysłannicy piekielni kuszą jak mogą świętego Ignacego. Ten dzielnie opiera się szatańskim sforom, ostatecznie wygrywając walkę dobra ze złem. Ta ponoć istnieć będzie zawsze. Miejmy nadzieję, że na jezuickich freskach także…
Jeszcze moment, a byłyby z tym kłopoty. Freski w kaplicy świętego Ignacego, które zdobią jej sklepienie i ściany, zostały mocno uszkodzone. Wiele strat spowodowała woda dostająca się przez nieszczelny dach. Zakończono już jego remont, podobnie jak całej zewnętrznej elewacji kościoła św. Franciszka Ksawerego.
– Teraz, gdy uporaliśmy się z remontem dachu, nadszedł czas, by rozpocząć renowację fresków – wyjaśnia o. Edmund Lenc, superior. – Oczekiwały na to od lat, ale, jak powszechnie wiadomo, zabytki „czekają w kolejce”. Z Urzędu Marszałkowskiego otrzymaliśmy na remont 15 tysięcy złotych. To umożliwi nam renowację choć części fresków. W 2002 r. mamy zamiar złożyć podanie do konserwatora o renowację jeszcze trzech kaplic.
Barokowa świątynia, powstała w drugiej połowie XVII w., pełna jest bogactw, jakie od lat przyciągają wiernych i turystów z całego kraju i nie tylko. Freski, w większości wierne oryginałowi barokowemu, zdobią całe sklepienie kościoła i cześć jego ścian. Wiele z tych polichromii powstało w latach 1735–1741. Podobnie jak wyposażenie wnętrza, tworzyli je zakonnicy jezuiccy – rzeźbiarze i snycerze. Po raz ostatni malowidła odnawiane były w latach 1976–1980. Od tego momentu nadgryzł je ząb czasu.
– W remontowanej obecnie kaplicy pozostały właściwie tylko fragmenty oryginału – mówi Jakub Bałtowski, konserwator. – Dwie z kaplic zniszczył pożar, który opanował kościół jeszcze w XVIII wieku. Po odbudowie freski zostały namalowane od nowa. Te z kolei zostały w dużej mierze przemalowane podczas renowacji w końcu XIX wieku. Dziś są w nie najlepszym stanie. Główną przyczyną jest woda, która spowodowała zacieki. Dziś utrudnia nam to pracę, bo malowidło odchodzi od ściany wraz z tynkiem. Musimy stosować specjalne techniki, które pozwolą najpierw utwardzić tynk. Pierwszy etap renowacji to oczyszczenie powierzchni, następnie uzupełnianie ubytków, na koniec zaś wykonywany jest retusz. Mówiąc, rzecz jasna, w uproszczeniu.
Wydawałoby się, że tak dobrze znany piotrkowianom kościół nie powinien niczym zaskakiwać. Tymczasem wciąż jest on pełen tajemnic i zaskakujących elementów. – Pokrywa go malarstwo iluzoryczne, charakterystyczne dla baroku – mówi Karolina Niemczyk-Bałtowska, konserwator. – To dobra malarska robota. Tworzy obraz, który specyficzną perspektywą ukazywać ma postacie przestrzennie. Sprawia, że malowane i architektoniczne elementy zaczynają się przeplatać. Na przykład jakaś postać zdaje się wyglądać zza fragmentu ściany. Natknęliśmy się także na inną iluzję. Za ołtarzem było kiedyś okno, które zostało później zamurowane. W tym miejscu powstało na ścianie nowe. Namalowane.
Konserwatorzy odnawiają freski pokrywające około 50 metrów sklepienia i ścian. Ich żmudna praca potrwa zapewne do końca lutego.
Na razie nie wiadomo, kiedy zostaną poddane renowacji pozostałe freski. Barierą, jak zawsze, są pieniądze.
Ojcowie jezuici zamierzają sami zebrać fundusze na część prac. Otwarte jest także specjalne konto klasztoru, na które można wpłacać datki na odnowę świątyni. Zakonnicy wierzą, że uda im się uratować od zapomnienia malowane ręką barokowego artysty sceny, ukazujące życie między niebem a piekłem.
Autor artykułu: (kp)