Archive for October, 2001

Cenny płomień

Wednesday, October 24th, 2001

Przed Świętem Zmarłych trwają poszukiwania tradycyjnych zniczy , ale w cenie, która nie nadwyręży domowego budżetu. Sprzedawcy dostrzegli, że coraz więcej osób poprzestaje na cenowym rekonesansie.

Rodzinom marzy się, by miejsce spoczynku bliskich oświetlone było płomieniami zniczy i ozdobione bogatymi wiązankami. Nie brakuje ich w sklepach ani w piotrkowskich Alejach Cmentarnych. Producenci prześcigają się w pomysłach na nagrobne ozdoby i widać, że konkurencja staje się zdrowa – dotyczy głównie ceny, nie gatunku wyrobu.

Oferowane przez nich tzw. lampki i znicze dzielą się na plastikowe i szklane. Ceny plastikowych wahają się od 1,20 do 12 zł, a nawet 14 złotych. Wśród zniczy tańszych, za 1,20-1,50 zł, jest duży wybór. One właśnie cieszą się największym powodzeniem.

– Często kupowanych jest kilkanaście małych zniczy i do tego 3,4 duże – tłumaczy jedna ze sprzedawczyń.

Duże, tzw. aniołki, kosztują około 12 złotych. Mają różne kształty i także budzą zainteresowanie klientów. Ceny zniczy szklanych nie odbiegają bardzo od cen plastikowych. Duże, niektóre z kilkoma knotami, kosztują około 15 złotych. Mniejsze lampki można kupić już za 1,50 zł.

– Zakupy już się zaczęły. Największy ruch jest w soboty – mówi Jarosław Trajdos, sprzedawca. – Wiele osób robi je wcześniej w obawie, że tuż przed świętem wzrosną ceny. Ja akurat sprzedaję wyroby producenta z Piotrkowa i cen nie zmieniam. Poza tym wiele osób woli zaopatrzyć się na miejscu, by nie nosić lampek z domu.

Znicze mają różnego rodzaju wkłady i to, zdaniem producentów i sprzedawców, decyduje o ich trwałości i możliwości ponownego wykorzystania opakowania. Wkład może być nalewany bądź prasowany. Większość jest wymienna, samo „serce” lampki można kupić w cenie od 30 groszy do 3 złotych. Oczywiście… o ile nie zostanie skradziona obudowa.

– Jest to problem, bo z grobów giną wiązanki i znicze – mówi Zofia Kieszek, mieszkanka Piotrkowa.

– Dlatego też staramy się umieszczać je w dniu Święta Zmarłych. Zdarzyło mi się już kilka razy, że zaniesione w wigilię święta wiązanki zniknęły jak kamfora i musiałam kupić nowe. Ze zniczami jest podobnie, ale nasila się to właśnie przed 1 listopada. Szczególnie, gdy są duże i dobrej jakości.

Wiele osób kieruje się zasadą – jeden, a porządny zakup. Szukają zniczy, które będzie można uzupełnić. Zwracają też uwagę, by miały dobrej jakości wkład i knot, który nie zgaśnie zaraz po podpaleniu.

Choć w Piotrkowie skupione przy Alejach Cmentarnych są trzy nekropolie, zdaniem wielu sprzedawców, którzy tutaj prezentują swój towar, zainteresowanie zniczami ani wiązankami nie jest tak duże jak niegdyś.

– Sama produkcja zniczy nie jest tak opłacalna, jak w latach ubiegłych – mówi Małgorzata Kowalska, producent. – Właściwie jest to dziś granica opłacalności. Generalnie piotrkowianie kupują coraz mniej „świateł”. O nagrobki należy też szczególnie dbać, bowiem coraz mniej ludzi stać na naprawy i oczyszczanie płyt. Dlatego też kupujący zwracają uwagę, by obudowa lampki nie pękała, a zawartość nie stworzyła trudnej do usunięcia plamy.

Mimo widocznego zubożenia społeczeństwa, piotrkowianie pozostają wierni tradycji. Co roku 1 listopada, ponad tutejszymi cmentarzami unosi się łuna „płomieni pamięci”. Miłym akcentem są też światełka ustawione na starych, zapomnianych już grobach.

Autor artykułu: (kp)

Budujemy mosty

Wednesday, October 24th, 2001

Na zaproszenie Piotrkowskiego Stowarzyszenia Rozwoju, Promocji i Integracji Europejskiej „Euro-Centrum” przebywał w Piotrkowie Hartmut Welck. Jest on przedstawicielem Badenii-Wirtembergii przy Unii Europejskiej.

Wizyta zatem – nietrudno się domyślić – miała „europejski” charakter. Nie tylko z tego powodu, że stowarzyszeniu – jak powiedział jego prezes Grzegorz Kozłowski – chodzi o ułatwienie piotrkowskiej młodzieży wyjazdów na unijne staże i warsztaty. Dlatego głównie, że gość z Niemiec (i Brukseli zarazem) odwiedził szkoły, w których działają kluby europejskie; że w filii Akademii Świętokrzyskiej rozmawiał o możliwości włączenia studentów do procesu budowania jednej Europy.

– Takie wizyty jak moja są bardzo ważne i pożyteczne – powiedział na wczorajszej konferencji prasowej Hartmut Welck. – Pomagają w budowaniu przyczółków i mostów łączących różne kraje Europy.

Autor artykułu: (mj)

Przypadkowa ofiara zemsty

Tuesday, October 23rd, 2001

Uzbrojeni w nogę od stołu dwaj młodzi mężczyźni napadli nocą na przechodnia. Przejeżdżający w pobliżu policjanci złapali jednego z napastników.

20-letni Artur P., którego prokuratura oskarżyła o rozbój i pobicie, tylko częściowo przyznał się do winy. Przed łódzkim Sądem Okręgowym będzie odpowiadał z wolnej stopy.

W lipcową noc mieszkający przy ul. Limanowskiego Józef N. wyszedł do sklepu. Nagle zaatakowali go dwaj mężczyźni. Artur P., jak później ustalono, zaczął go bić nogą od stołu, a później wyszarpnął mu klucze od mieszkania. Gdy Józef N. upadł, napastnicy dalej go bili. Na widok radiowozu rzucili się do ucieczki.

Policjanci złapali tylko Adama P. Tłumaczył, że przechodzień przypadkiem stał się ich ofiarą: zamierzali zaatakować niejakiego Marka, aby zemścić się za wcześniejsze pobicie.

Autor artykułu: (ak)

Spotkanie z Glassem

Tuesday, October 23rd, 2001

Teatr Wielki zaprasza dziś na spotkanie z Philipem Glassem. Oczywiście znakomity amerykański kompozytor nie pojawi się osobiście, ale o jego twórczości porozmawiają z publicznością realizatorzy „Echnatona” – superprodukcji i superopery.

Spotkanie z twórczością Glassa poprzedzi pokaz filmu „Koyaanisquatsi”, do którego słynny minimalista skomponował muzykę. Imprezie towarzyszyć będą instalacje Piotra Szmitke.

Całość odbędzie się w parterowym hallu teatru i rozpocznie o godz. 16. Wstęp jest bezpłatny. A przy okazji będzie można kupić bilety na kultową operę „Echnaton”, którą opera grać będzie w najbliższą środę i czwartek o godz. 18.

Autor artykułu: (l)

Jest plan, będzie nowy

Tuesday, October 23rd, 2001

Biuro Rady Miejskiej ujawniło wczoraj oficjalnie plan sieci szkół ponadgimnazjalnych w Łodzi. Ten plan opublikowaliśmy trzy tygodnie temu.

Prawdopodobnie jednak przedstawiony wczoraj dokument wyląduje w koszu, ponieważ Sojusz Lewicy Demokratycznej zapowiada, że nie zgodzi się na likwidację techników i ogólniaków. Do końca grudnia ma powstać nowy plan.

Jak już informowaliśmy, według oficjalnego dokumentu w Łodzi powstać mają 53 licea profilowane i 10 zasadniczych szkół zawodowych.

Do zlikwidowania typowane były i są Zespół Szkół nr 4 przy ulicy Pomorskiej 46/48, Zespół Szkół Zawodowych przy ulicy Cedry 2, Zespół Szkół nr 5 przy ullicy Nałkowskiej (przeniesiony do Zespołu Szkół Mechanicznych przy al. Politechniki), Zespół Szkół Przemysłu Spożywczego przy ulicy Praussa 4 (połączony z drugą szkołą spożywczą), Zespół Szkół Kolejowych przy ullicy Kopernika 41, Zespół Szkół Handlowych przy ulicy Gandhiego oraz Zespół Szkół nr 6 (połączony z obecnym XXXV Liceum Ogólnokształcącym, ale już w nowej siedzibie).

Ważą się losy Zespołu Szkół Budowlanych przy ulicy Kopcińskiego oraz XII Liceum Ogólnokształcącego. Obie szkoły miały być wyprowadzone ze swoich siedzib. Nie wiadomo jedna, czy w ogóle to nastąpi i kiedy. We wszystkich wymienionych placówkach uczniowie będą mogli ukończyć naukę.

Nie wiadomo natomiast, kiedy nastąpi ostateczna likwidacja niektórych szkół. Jak powiedział nam Bogdan Wojakowski, dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta Łodzi, nastąpi to między 2002 a 2005 rokiem.

Zmiany te będą rozpatrywane na czwartkowej sesji Rady Miejskiej. Obecne przepisy, wprowadzone przez poprzednią ekipę w Ministerstwie Edukacji Narodowej, wymuszają bowiem na samorządach uchwalenie nowej sieci do końca października. Zgodnie z nimi z mapy oświatowej mają zniknąć technika, licea techniczne i ogólnokształcące.

Tymczasem SLD na to się nie godzi. Prawdopodobnie nowy projekt, odpowiadający założeniom Sojuszu, zostanie przyjęty do końca roku.

– Stworzyliśmy alternatywny projekt zdając sobie sprawę z tego, że przepisy mogą się zmienić – powiedział nam Bogdan Wojakowski, dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta Łodzi. – Liczba liceów ogólnokształcących z pewnością nie będzie mniejsza, jednak ogólnie szkół będzie mniej, ponieważ uczniów z roku na rok ubywa – to podstawowy powód.

Autor artykułu: (rok)

Serce w jabłeczniku

Monday, October 22nd, 2001

Harcerze z Hufca Łódź Widzew oraz członkowie kół PCK w pięciu widzewskich szkołach: II LO, XXXII LO i 34 Gimnazjum, 35 Gimnazjum oraz 139 SP i 79 SP wzięli udział w Kampanii Walki z Głodem.

Wspólnie z łódzkim PCK postanowili piec i sprzedawać ciasta. Dochód ze sprzedaży (w wysokości 703 zł) przekazany został na dożywienie pensjonariuszy Domów Dziecka dla Małych Dzieci przy ul. Drużynowej i Lnianej.

– Pani Maria Supeł, dyrektor placówki, która była harcerką, zgłosiła się do naszego hufca, informując o trudnej sytuacji malców

– powiedziała Małgorzata Machniewicz, harcerka i czerwonokrzyska wolontariuszka. – Dowiedzieliśmy się, że pieniędzy nie wystarcza nawet na dzienną stawkę żywieniową (6 zł 90 gr) a to są przecież dzieci najmłodsze do lat trzech. Przekazaliśmy informację do PCK, której spodobał się pomysł z pieczeniem ciasta.

Blisko 30 harcerzy i harcerek oraz wolontariuszy PCK postanowiło piec jabłeczniki.

– Sprzedaliśmy wszystkie ciasta – mówi Małgorzata Machniewicz. – Teraz planujemy zbiórkę darów rzeczowych dla maluchów. Mogą być zabawki, ubranka, pieluchy i soki.
W domach małego dziecka przy Drużynowej i Lnianej przebywa 104 podopiecznych. Są to dzieci, które nie ukończyły trzech lat.

– Jesteśmy zadłużeni wobec dostawców żywności i lekarstw – powiedziała Joanna Bartnicka, z-ca dyrektora. – Nie mamy pieniędzy na uregulowanie zaległych rachunków za prąd i gaz, a odsetki rosną. Jesteśmy wdzięczni harcerzom i wolonotariuszom PCK za ich wsparcie.

Autor artykułu: (mawi)

Niech miasto odda pieniądze!

Monday, October 22nd, 2001

Kilkudziesięciu mieszkańców lokali komunalnych protestowało w sobotę przed Urzędem Miasta Łodzi. Najemcy mieszkań czynszowych wręczyli przewodniczącemu Rady Miejskiej petycję domagając się obniżenia czynszów, bezprawnie – zdaniem protestujących – zawyżonych i zwrotu już wpłaconych pieniędzy.

Mieszkańcy zrzeszeni w stowarzyszeniu mieszkańców lokali czynszowych domagają się też wyeliminowania – jak piszą – niegospodarnych, nieudolnych i niekompetentnych administracji nieruchomościami i wpływu na umowy zawierane z dostawcami mediów.

– To skandal, twierdzili zgromadzeni przed UMŁ ludzie, żeby płacić 60 procent więcej niż inni za rzekomo podniesiony standard. Nasze bloki mają dwa lata, a wyglądają jakby miały dwadzieścia. Na ścianach, które przemarzają jest grzyb. Wykonawca powinien siedzieć w kryminale
– mówili zdenerwowani ludzie.

– Chcemy uświadomić władzom problem w budownictwie komunalnym, który trzeba rozwiązać – mówił Jerzy Stępiński, prezes stowarzyszenia. – Fatalny stan techniczny nawet nowych budynków, niewłaściwe rozliczenia za dostawę ciepła, niczym nie uzasadnione wyższe niż w innych budynkach czynsze, niegospodarność administracji. Temu wszystkiemu się sprzeciwiamy.

Pikietujący urząd twierdzą, że administracja pobiera od nich zawyżone i wzięte z sufitu stawki za dostawę ciepła, obraca ich pieniędzmi, a nadpłaty rozlicza dopiero po kilku miesiącach. To wszystko sprawia, że opłaty za ich mieszkania znacznie przewyższają te w spółdzielniach.

Kobieta, która za dwa pokoje na Janowie płaci 400 złotych miesięcznie, a ma 700 złotych renty, zaskarżyła do NSA uchwałę Rady Miejskiej o podniesieniu o 60 procent stawki bazowej czynszu dla mieszkań w budynkach zbudowanych po 1996 roku. Także innym to się nie podoba. Ich zdaniem miasto za pieniądze najemców finansuje kolejne inwestycje.

Autor artykułu: (maj)

„Wszystkiego naraz nie zrobimy”

Monday, October 22nd, 2001

W pierwszym wywiadzie prasowym prezes Rady Ministrów Leszek Miller mówi specjalnie dla „Dziennika Łódzkiego – Wiadomości Dnia”:

Katarzyna Pastuszko: „Nadchodzi czas dla Łodzi”. To było pańskie hasło w czasie kampanii wyborczej

Leszek Miller: – Oczywiście, dlatego oczekuję, że łódzkie władze – wojewoda, marszałek i prezydent – przekażą mi rejestr spraw, które powinny być już dawno załatwione.

Marszałek czeka na decyzje rządu w sprawie kontraktu dla województwa. Pojawiły się głosy, że w związku z trudną sytuacją w budżecie, pieniędzy na ten cel będzie mniej.

– Musimy ciąć wszystkie wydatki, dlatego prawdopodobnie czeka to też kontrakty wojewódzkie.

Poprzedni rząd obiecał przekazać w ramach kontraktu ponad 100 milionów złotych na dalszą budowę Centrum Kliniczno-Dydaktycznego. Co z nimi?

– Łatwo rozdawać pieniądze, których się nie ma. Mam wielkie pretensje do swoich poprzedników, że składali takie obietnice, choć wiedzieli, że są nie do zrealizowania. Na pierwszym posiedzeniu mojego rządu okazało się, że dochody budżetu w tym roku są niższe niż planowano, przez co musimy zablokować wydatki na ponad 8 miliardów złotych. Przypuszczam, że nie jest to jedyna tego rodzaju niespodzianka, jaką nam zostawiono. Oszczędności trzeba poszukać we wszystkich działach, choć nie wszystkich powinny dotknąć w jednakowym stopniu. Chcemy zachować priorytety. Według mnie, najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie obywateli.

 Czy to znaczy, że na ten czas dla Łodzi przyjdzie nam długo czekać?

– Spokojnie, wszystkiego naraz i tak nie zrobimy. Wiem, że tak potrzebne szybkie połączenie kolejowe między Łodzią a Warszawą, czy sprawa lotniska Lublinek były do tej pory po prostu sztucznie blokowane. Takie blokady można usunąć natychmiast.

 Toyota i Peugeot szukają miejsca dla nowej fabryki. Na ich liście znalazło się Radomsko. Czy miasto ma szanse na tę inwestycję?

– Japończycy zainwestują tam, gdzie dostaną najlepsze warunki. Naszym konkurentem są Czesi, którzy zaproponowali najbardziej konkurencyjne warunki, łącznie ze zwolnieniem z podatków na 10 lat. Wzięli też na siebie koszty szkolenia załogi. W naszej sytuacji finansowej trudno będzie to przebić, ale trzeba próbować. Mamy argument, którego Czechom brakuje, czyli potężny rynek zbytu.

Pana gabinet przedstawi niedługo budżet państwa na przyszły rok. Na razie słyszymy o 40 miliardach deficytu. Przed wyborami nie chciał pan mówić, gdzie będzie szukał oszczędności. Czy teraz się dowiemy?

– Myślę, że dopiero w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Sytuacja jest dramatyczna, gorsza niż zakładaliśmy. Dlatego najpierw musimy zająć się brakami tegorocznego budżetu.

Zapowiadało się na rząd silnej ręki. Zaraz po przedstawieniu swojego gabinetu powiedział pan, że dzień, w którym jakiś minister zacznie prowadzić swoją politykę, będzie jego ostatnim dniem. Tymczasem minister zdrowia już powiedział, że w swoim resorcie nie zgodzi się na żadne cięcia wydatków.

– No, to się pani przekona. Ludzie mówią różne rzeczy, ale ważne jest to, co robią. Minister Łapiński już wie, że będzie realizował politykę rządu, a nie własną.

Jesień to najgorszy czas na wybory. Niewiele czasu na uchwalenie budżetu, trudno coś w nim zmienić. Czy zamierza pan powrócić do wiosennego terminu wyborów parlamentarnych i skrócić kadencję swojego rządu?

– Rozmawiałem na ten temat z przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych. Zgodzili się, aby w 2005 roku wybory do parlamentu odbyły się wiosną.

A co z wyborami samorządowymi? To już przyszły rok…

– Tu też jest zgoda większości Sejmu, aby przesunąć je na wiosnę, czyli wrócić – tak jak w przypadku parlamentu – do tego, co mieliśmy wcześniej. Pozostaje pytanie, czy uda nam się przygotować wszystkie rozwiązania prawne. Mam tu na myśli między innymi zmniejszenie liczby radnych, czy bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów.

Pojawiły się już głosy, żeby wybory bezpośrednie objęły tylko mniejsze gminy. Czyli wójtowie i burmistrzowie tak, prezydenci jeszcze nie.

– Padła już taka propozycja i są w Sejmie jej zwolennicy. Dlatego trzeba zobaczyć, która grupa zwycięży. Na przykład Prawo i Sprawiedliwość jest całkowicie przeciwne bezpośrednim wyborom.

Pierwsze posiedzenie pana gabinetu długo będą wspominać urzędnicy szczebla rządowego. Zapadła decyzja o zamrożeniu płac. To oznacza wstrzymanie podwyżek na rok czy dłużej?

– Wszystko będzie zależało od sytuacji w kraju. Nasza decyzja nie powinna nikogo dziwić, przecież przed wyborami mówiłem, że oszczędności w państwie zaczniemy od aparatu rządowego.

Mówił pan też, że w ramach oszczędności każde województwo będzie miało jednego wicewojewodę. Tymczasem w sześciu największych ma pozostać, tak jak do tej pory, po dwóch.

– Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjąłem. To są sugestie ministra spraw wewnętrznych. Jeżeli jednak tak zrobimy, to tylko w rzeczywiście uzasadnionych przypadkach. Jednak nasze wszystkie zapowiedzi dotyczące ograniczenia zatrudnienia w ministerstwach zostaną zrealizowane.

Zwolnienia oznaczają odprawy, a więc ponad 5 milionów złotych wynoszą tylko dla ścisłego gabinetu, który właśnie odszedł.

– Badaliśmy możliwość ich zablokowania, niestety, jest to niemożliwe.

Oszczędzić mieliśmy także na dotacjach dla partii politycznych z budżetu państwa.

– Jesteśmy już po konsultacjach z wszystkimi klubami w parlamencie i jest zgoda na zmniejszenie dotacji o połowę. Tylko Platforma Obywatelska jest za jej całkowitym obcięciem. Ja się z tym nie zgadzam. Jeśli budżet nie będzie dotował partii, zrobią to prywatni sponsorzy, za co będą później oczekiwać wdzięczności.

„Senat jest potrzebny” – powiedział w sobotę jego marszałek Longin Pastusiak z SLD. A przecież przed wyborami SLD mówił, że nie jest potrzebny.

– Dzisiaj niektórzy senatorowie mówią inaczej, bo widać po wyborach podoba im się ta izba. Wielu z nich nie rozumie, że zostali wybrani właśnie dlatego, że zapowiadali likwidację Senatu. Będę im o tym przypominał. Zapewniam, że nie zmieniliśmy zdania na temat likwidacji Senatu. Brakuje nam jednak większości, aby zmienić konstytucję.

Autor artykułu: Katarzyna Pastuszko

Przemawiajcie jak najkrócej!

Friday, October 19th, 2001

Przed okolicznościowymi uroczystościami pabianiccy kombatanci proszą władze. O tym, kto ma zająć się organizacją świąt państwowych i różnych rocznic, rozmawiano wczoraj podczas spotkania władz Pabianic z kombatantami. Ustalono, że święta 3 Maja i 11 Listopada będą organizować władze samorządowe razem z policją i mieszkańcami.

Obchodami rocznic: 1 września – wybuch II wojny światowej, 12 października – bitwa pod Lenino i 20 stycznia – wejście do Pabianic wojsk radzieckich w 1944 roku, zajmie się Związek Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej.

Natomiast Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej zorganizuje obchody: 18 maja – bitwa pod Monte Cassino, 1 sierpnia – wybuch Powstania Warszawskiego, 17 września – najazd Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku oraz 14 lutego – powstanie Armii Krajowej. Kombatanci zwrócili się do samorządowców, aby podczas uroczystości mogli pierwsi składać kwiaty i żeby okolicznościowe przemówienia były jak najkrótsze.

Natomiast szef Rady Miejskiej zaproponował, aby podczas obchodów Święta Niepodległości nawiązać do przedwojennej tradycji i zacząć uroczystości po południu, tak aby można było zapalić pochodnie. Pomysł ten zostanie rozpatrzony.

Autor artykułu: (wp)

Zdążyć przed dzwonkiem

Friday, October 19th, 2001

Dzieci, dojeżdżające do szkół ze wsi powiatu łódzkiego wschodniego, spędzają codziennie w autobusach nawet po dwie godziny, nie licząc czekania na przystankach.

W ciągu pierwszych tygodni po rozpoczęciu roku szkolnego nauczyciele i rodzice skarżyli się na niepunktualność szkolnych autobusów. Do szkół trzeba było dowieźć o 500 uczniów więcej niż w czerwcu. Wydłużyły się trasy autobusowe, zmieniła się lokalizacja niektórych przystanków.

– Sytuacja powoli się normuje – uspokaja Krzysztof Brandeburg, kierownik Zakładu Komunikacyjnego w Brójcach. – Przewozimy dziennie bezpłatnie 450 dzieci. Czterech na pięciu słuchaczy gimnazjum korzysta z dojazdów. To z myślą o nich gmina zakupiła 52-miejscowego używanego autosana. Nasz tabor składa się teraz z 9 pojazdów. Jesteśmy jedną z nielicznych gmin, które posiadają własne linie przewozowe.
W gminie Brójce rodzice mocno naciskają swojego przewoźnika, by zatrzymywał autobusy dosłownie co sto metrów, żeby dzieci nie musiały wędrować daleko od domu. Samorząd wystąpił o wytyczenie dwóch dodatkowych przystanków w Bukowcu i Woli Rakowej na drodze Łódź – Tomaszów. To jednak wciąż za mało.

W gminie Brzeziny ponad 40 uczniów dowozi się z Syberii, Bielanek i Poćwiardówki. Na tę trasę zamówiono 22-miejscowy mikrobus PKS. Dodatkowy bus zabiera dzieci z rejonu Przecławia (zlikwidowano tutaj „zerówkę”) do Bogdanki. Najdłuższe trasy – po 13 kilometrów – mają dzieci z Gałkówka Kolonii do Przecławia i z Dąbrówki do Przecławia. Jednak autobus szkolny nie jedzie nigdy najkrótszą trasą, więc wielu uczniów spędza w nim nawet godzinę w jedną stronę.

Podobnie jest w gminie Tuszyn, gdzie dowóz trzeba było zagwarantować 464 uczniom. Najgorzej mają dzieci z Głuchowa, które mają autobus o godz. 6.45, jadą nim zaledwie parę minut do szkoły, a potem muszą czekać trzy kwadranse w świetlicy na rozpoczęcie pierwszej lekcji.

– Gmina wybrała dwóch prywatnych przewoźników, dysponujących pięcioma autokarami – mówi Feliks Sobczyk, kierownik referatu oświaty w Tuszynie. – W razie awarii przewoźnik musi błyskawicznie podstawić rezerwowy pojazd. Zimą różnie bywa z tymi zmiennikami. Gmina przeznaczyła w tym roku na przewozy 187 tys. zł. W kwocie tej mieści się również wynagrodzenie dla opiekunów uczniów na trasie.

Autor artykułu: (kup)