Archive for October, 2001

Już sąsiedzi wiedzą jak uczą za miedzą

Tuesday, October 30th, 2001

Niemiecka młodzież nie wagaruje. Nawet jeśli młodzi Niemcy chorują, starają się dotrzeć na zajęcia.
Piętnastoosobowa grupa uczniów z I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Piotrkowie powróciła z Bad Ems w Niemczech. Pojechali tam w ramach realizacji programu Comenius.

– Wyjazd posłużył poznawaniu kultury, zwyczajów naszych zachodnich sąsiadów, a także przełamywaniu funkcjonujących od lat stereotypów – mówi Anna Sikora, nauczycielka języka niemieckiego w „Chrobrym”. Goście z Polski mogli to robić przebywając w domach swoich niemieckich rówieśników, a także uczestnicząc przez 4 dni w ich zajęciach lekcyjnych.

– Przed wyjazdem na Zachód polska młodzież przygotowała prezentację grupy w internecie – informuje Elżbieta Błażejewska, nauczycielka języka niemieckiego. – Były to krótkie charakterystyki uczestników wyprawy.
Na tej podstawie dokonano wyboru rodzin niemieckich goszczących w swoich domach Polaków. Gospodarze przewidzieli w planie imprezy tak zwany dzień rodzinny. Każda z 15 osób spędziła go inaczej, w zależności od upodobań rodziny, do której trafiła. Polscy uczniowie głównie zwiedzali okolice, a jedna z dziewcząt pojechała na targi książki do Frankfurtu.

Najwięcej wrażeń dostarczył jednak pobyt w szkole, gdyż dało się zauważyć wiele różnic w funkcjonowaniu tych instytucji w obu krajach. – Dziwiło nas na przykład to, że szkoła otwierana jest dopiero 5 minut przed dzwonkiem – relacjonuje Karol Ciołkowski. – Podczas przerw trzeba wyjść na powietrze, chyba że jest zimno.

Zaskoczeń pojawiło się więcej. Niemieccy uczniowie wolą dostać jedynkę niż opuścić dzień nauki. Mają ku temu poważną motywację.

– Wyjaśniono nam, że pracodawcy, oglądając świadectwo, patrzą tam w pierwszej kolejności na liczbę nieobecności, a dopiero później na oceny – opowiada Karol Ciołkowski. – Jeśli absencja jest duża, nie chcą przyjmować do pracy. Sam proces uczenia też wygląda inaczej niż u nas. Nie ma klas. Uczniowie dzielą się na kursy.

– Jeśli ktoś interesuje się fizyką, wybiera zajęcia pod tym kątem – opowiada Artur Walczak. – Nie uczą się aż tylu przedmiotów co my.
Młodzi ludzie zwrócili też uwagę na warunki, w jakich odbywają się lekcje. Grupy są kilkunastoosobowe, istnieje świetne zaplecze do przeprowadzania doświadczeń.
Licealiści dostrzegli także różnicę w zachowaniu swoich niemieckich rówieśników.

– Zaskoczyła mnie dziewczyna, która wyjęła kosmetyczkę i zaczęła się malować na lekcji… patrząc na nauczyciela – relacjonuje Artur Walczak. – Dla nas to było szokujące. Taki luz niekontrolowany.

Piotrkowscy uczniowie nie określają jednoznacznie, która szkoła bardziej przypadła im do gustu.

– Ja bym chciała, żeby nasza szkoła znalazła się w Niemczech – podsumowuje Karolina Nowak. Nie czują się gorsi pod względem kulturowym. – Mamy podobne hobby, słuchamy tej samej muzyki – wyjaśnia Karol Ciołkowski. – Jedyna granica, jaką dostrzegamy, to bariera gospodarcza.

W czerwcu niemiecka młodzież przybędzie z rewizytą do Piotrkowa.

– Mieszkać będą w zaprzyjaźnionych polskich rodzinach – informuje Krzysztof Wiewióra, dyrektor I LO. – Chcielibyśmy zapewnić im bogaty program pobytu. Zapoznać ich z interesującymi miejscami w regionie, zawieźć do Krakowa czy Warszawy. Na to potrzeba jednak sporo pieniędzy.
Być może znajdą się jakieś firmy bądź osoby, które zechciałyby pomóc w przybliżeniu polskiej rzeczywistości gościom z Zachodu.

Autor artykułu: (zat)

Zabytków ci u nas dostatek

Tuesday, October 30th, 2001

Zabytki na terenie ziemskiego powiatu piotrkowskiego zostały już zewidencjonowane. Obecnie dane o nich są aktualizowane w oparciu o nowe zgłoszenia lub odkrycia.
Z danych piotrkowskiej delegatury Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków wynika, że na terenie powiatu znajduje się: 409 w ewidencji i 66 w rejestrze zabytków architektury i budownictwa oraz odpowiednio 27 i 43 parki i ogrody zabytkowe, 615 i 1.013 zabytków tzw. ruchomych, a także 1.854 i 15 stanowisk archeologicznych.

Ochroną objętych jest również szereg miejscowości, ich części, elementów krajobrazu lub innych obszarów o zachowanym historycznym układzie przestrzennym. Ten rodzaj ochrony realizowany jest przede wszystkim na podstawie prawa miejscowego, jakim są plany zagospodarowania przestrzennego opracowywane przez gminy.

Ewidencja i rejestr zabytków oraz inne opracowania znajdujące się w zasobach delegatury WOSOZ wykorzystywane są przy opracowywaniu studiów uwarunkowań, a także planów zagospodarowania przestrzennego wykonywanych przez gminy. Wszystkie one uwzględniać muszą potrzebę ochrony historycznego krajobrazu.

Autor artykułu: (oby)

Im prąd nie przeszkadzał…

Tuesday, October 30th, 2001

Piotrkowscy policjanci „namierzyli” i zatrzymali złodziei przewodów energetycznych.

Zabawy z prądem źle się z reguły kończą. Nie dla tych jednak, którzy dobrze wiedzą, jak elektryczną energię obłaskawić. A to właśnie wiedzieli czterej mężczyźni trudniący się od połowy ubiegłego roku kradzieżami przewodów energetycznych.

Podczas jednego „skoku” odcinali z reguły i zabierali około 2 kilometrów drutu. Kradli w całym województwie, doprowadzając do szewskiej pasji energetyków i ludzi, których na jakiś czas pozbawiali elektrycznej energii. Wpadli, kiedy komuś przestało się to podobać i dał tak zwany cynk.

Reszta należała już do funkcjonariuszy sekcji kryminalnej Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie. Operacyjnie, jak mawiają, popracowali oni nad sprawą, po czym ustalili i zatrzymali potencjalnych sprawców kradzieży:

21-letniego Łukasza O. i 45-letniego Mirosława B. (obydwaj z Piotrkowa), 24-letniego Mariusza B. z Grabicy i Zbigniewa B. z Bełchatowa (lat 28). Przyznali się oni do popełnienia 35 kradzieży w powiecie piotrkowskim, do 10 „skoków” w Wieluniu, 3 w Zelowie i 3 w Bełchatowie.

Drut, który ukradli, „elektryczni złodzieje” sprzedawali paserowi w Regnach (gm. Koluszki). Odbierano go od nich także w dwóch punktach skupu legalnie działających w Piotrkowie.

Autor artykułu: (mj)

Próba z rybami

Saturday, October 27th, 2001

Najwięcej jest karpia, prawie pół tony. Okonia tylko sześć kilogramów. Poza tym do zbiornika „Próba” wpuszczono także karasia złocistego, płoć, wzdręgę i jazia. Wiosną przybędzie jeszcze węgorz.

Zbiornik retencyjny o powierzchni 21 hektarów we wsi Próba jest własnością Zarządu Wojewódzkiego Melioracji w Łodzi; jego użytkownikami zaś – gmina Brzeźnio oraz Oddział Polskiego Związku Wędkarskiego w Sieradzu. Pierwszego zarybienia zalewu na Żeglinie dokonali właśnie wędkarze.

– Chciałabym, aby ryba zaadaptowała się w „Próbie” – mówi Bożena Krawczyk, dyrektor sieradzkiego Oddziału PZW. – Pierwszych odłowów wędkarskich będzie można dokonywać już w lipcu przyszłego roku. Mamy w planie powołać w Próbie koło wędkarskie. Zrobimy wszystko, aby zbiornik tętnił życiem, nie tylko podczas letnich miesięcy.

Z kolei w Urzędzie Gminy w Brzeźniu – tak do końca – nie są zachwyceni akcją zarybienia zbiornika.

– Uważamy – mówi Eugeniusz Owczarek, zastępca wójta, że tę akcję trzeba było z nami uzgodnić. Przecież jesteśmy współgospodarzem tego obiektu. Tymczasem PZW nie zauważa nas. Tak nie powinno być. Trzeba skoordynować działania. W najbliższym czasie pojawi się na „Próbie” problem kłusownictwa. Akwen trzeba więc ochraniać. Czy nie lepiej zjednoczyć siły i wspólnie patrolować teren wokół zbiornika?

Zarząd gminy stoi na stanowisku, że trzeba w akwen inwestować. Dotychczas w Brzeźniu nie stali z boku.

Wykonano już drogę asfaltową. Do połączenia jej z częścią szosy ze Stefanowa Ruszkowskiego brakuje jedynie 300 metrów. Wytyczono także drogę wokół zbiornika.

– Nauczeni doświadczeniem minionego lata, kiedy nad wodą wypoczywało po kilka tysięcy ludzi, zamierzamy zbudować wokół parkingi, sanitariaty, rozstawić kosze – zapewnia Eugeniusz Owczarek. – Nie wyobrażam sobie, aby było to możliwe bez współpracy z PZW.

Podczas listopadowego spotkania Zarządu Gminy Brzeźnio ta sprawa będzie w szczegółach omawiana. Władze gminy są otwarte na każdą propozycję. I tylko czekają na chęć współpracy ze strony Polskiego Związku Wędkarskiego.

Autor artykułu: Dariusz Piekarczyk

Ucząc oszczędności

Saturday, October 27th, 2001

W piotrkowskiej siedzibie PKO, odbyło się tradycyjne spotkanie przedstawicieli wydziału oświaty, kuratorium, Związku Nauczycielstwa Polskiego i banku.
W czasie spotkania Mirosława Wojtasik, dyrektor Oddziału Centrum PKO BP w Piotrkowie, podziękowała pedagogom za ich trud oraz wręczyła dyplomy „Za upowszechnianie idei i praktyki zorganizowanego oszczędzania”.
Otrzymali je nauczyciele z piotrkowskich szkół: Grażyna Błasiak i Jadwiga Kizyma ze Szkoły Podstawowej nr 3, Jolanta Pietrowska i Maria Kuśmierska z Gimnazjum nr 3, Jolanta Pabin z SP nr 10, Marzenna Kacprzyk z SP nr 13 oraz Małgorzata Ostrowska ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego.

Dyplomy otrzymali też nauczyciele z tomaszowskich szkół: Bożena Błażejewska ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, Katarzyna Gebler z SP nr 1, Beata Franczak z SP nr 7, Jolanta Szwarodzka z SP nr 3 w Tomaszowie oraz nauczyciele ze szkół z terenu powiatu piotrkowskiego: Iwona Hernoga z SP w Stobnicy, Małgorzata Gradowska z SP w Babach, Irena Kasztelan z SP w Woźnikach, Danuta Kozub z ZSG w Czarnocinie.

Autor artykułu: (kp)

Śpij koteczku, śpij…

Saturday, October 27th, 2001

Wielu właścicieli czworonogów, chcących pozbyć się dawnego pupila, kieruje swoje kroki nie do schroniska, a do lecznicy dla zwierząt. Tam domagają się śmiertelnego zastrzyku…

Nierzadko lekarz ze zdziwieniem słucha mglistych wyjaśnień co do powodu i rzekomej potrzeby wyeliminowania zwierzęcia. Jeden pies np. przestał polować, a należy do rasy myśliwskiej; inny urósł większy niż się spodziewano; jeszcze inny za głośno szczeka, albo po prostu… miał być ładniejszy. Krótko mówiąc – jest, a właściciel wolałby, żeby go nie było.

– Takich przypadków notuję pięć, sześć rocznie – mówi Marek Masztak, lekarz weterynarii. – Liczbę tę należałoby przemnożyć, ponieważ sześciu moich kolegów z lecznicy także się z tym spotyka. Podawane czasem powody budzą odrazę, widać, że jest to zwykła chęć pozbycia się zwierzęcia, które zaczęło przeszkadzać. Zjawisko nasila się w sezonie urlopowym. Odmawiam kategorycznie wykonania zastrzyku, gdy zwierzę jest zdrowe. Klientowi, który nalega, uświadamiam, że powinien sobie zdawać sprawę z prawnych konsekwencji jego działania, bo nie zamierzam ukrywać przed światem takiego zachowania.

Zdarzają się jednak przypadki, gdy eutanazję należy rozważyć. Przykładem może być miot ślepych szczeniąt, które zawsze będą wymagały troskliwego opiekuna. A o takiego, niestety, trudno. Bywa też, jak przyznaje Marek Masztak, że lekarze zastanawiają się czy decyzja o uśpieniu nie uchroni zwierzęcia przed wywiezieniem w leśny ostęp, gdzie skona przywiązane drutem do drzewa. Sumienie, a także etyka zawodowa nie pozwala wykonać śmiertelnego zastrzyku zwierzęciu zdrowemu. Reguluje tę kwestię również ustawa o ochronie zwierząt. Eutanazja ma być więc sposobem na skrócenie cierpień, przy czym diagnoza nie może budzić cienia wątpliwości, a decyzję powinni podjąć wspólnie lekarz i właściciel cierpiącego stworzonka.

– Są to najtrudniejsze chwile tej pracy – wyznaje Marek Masztak. – Często wahamy się. Bywa, że zwierzę nie rokuje dobrze, ale wspólnie z właścicielami walczymy o jego życie. Decyzja jest odwlekana do ostatniej chwili, gdy nie ma już wątpliwości.

Niedawno do lecznicy przy ulicy Rzemieślniczej przyprowadzono młodego owczarka niemieckiego. Pies miał być uśpiony. Lekarz odmówił, przyłączyło się piotrkowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Wilk ma dziś nowy dom. Suczka znaleziona na ulicy, mieszka tutaj od 10 lat. Nikt nie miał sumienia zamknąć przed nią drzwi. Wielu innych piotrkowskich lekarzy także udziela zwierzętom schronienia i pomaga znaleźć im nowy dom, zamiast usypiać.

Znacznie gorzej dzieje się na wsiach. Twarde życie między polem, obejściem i domem skutecznie znieczuliło wielu gospodarzy. Zwykli oni zwierzęta traktować jak użyteczne bądź nieużyteczne przedmioty, a o eutanazji nie słyszeli.

Jedyną znaną jej formą jest dla nich siekiera użyta na pniu za stodołą… Wielu lekarzy, którzy zajmują się zwierzętami hodowlanymi, przyznaje, że polska wieś jest często piekłem dla czworonogów. Przymierające głodem psy łańcuchowe, okaleczone koty – to tylko część tragicznych obrazów, jakie widują.

Trudno zrozumieć co powoduje, że niektórym zabicie zwierzęcia wydaje się jedynym sposobem na pozbycie się kłopotu. Schroniska są zwykle przepełnione, ale mają obowiązek przyjąć zwierzę. W Piotrkowie jest też towarzystwo, które chętnie pomaga w znalezieniu domu dla psa czy kota.

Lekarze często nie pobierają opłat od osób, które ratują zwierzęta po wypadkach wywołanych przez innych ludzi. Nie ma potrzeby „usypiać” narkotycznym środkiem, który w istocie powoduje sen, ale ostatni i wieczny. Szybki wlew dożylny preparatu stosowanego przy narkozie, zatrzyma akcję serca, sparaliżuje oddech… kłopot zniknie. Tak jak sumienie, które podobno odróżnia nas od zwierząt.

Autor artykułu: Katarzyna Poradowska

W urzędzie oszczędzają na telefonach

Friday, October 26th, 2001

Abonent czasowo wyłączony – informuje miły głos, kiedy chcemy się dodzwonić pod niektóre numery telefonów Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi.

Wyjaśniliśmy: to nie jest awaria centrali. Urząd musi oszczędzać i dlatego wyłączono jedną trzecią miejskich telefonów. Średnio prawie w każdym wydziale dwa–trzy telefony. Tak będzie przynajmniej do końca roku.

– Musieliśmy wprowadzić ograniczenia, bo ostatnio bardzo wzrosły u nas rachunki telefoniczne – mówi Krystyna Byczkowska, dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. – Rachunki znacznie poszły w górę, gdyż zredukowaliśmy w tym roku do minimum wyjazdy służbowymi samochodami. Nasi urzędnicy, chcąc się komunikować, po prostu częściej sięgali po telefon.

Od trzech lat obowiązuje zakaz dzwonienia z urzędu w sprawach prywatnych, poza wyjątkowymi, losowymi sytuacjami. Tam, gdzie rachunki poszły w górę, sprawdza się billingi.

Wprowadzono również limity na rozmowy ze służbowych komórek.
Jak twierdzi dyrektor Byczkowska, oszczędności w urzędzie są bardzo duże. Już nie szef wydziału decyduje o wyjazdach służbowym autem, lecz dyrektor generalny urzędu. Do Warszawy urzędnicy jeżdżą pociągiem. Samochodu służbowego używa się jedynie wtedy, gdy do stolicy musi jechać kilka osób.

Autor artykułu: (lesz)

„Za zasługi dla miasta Łodzi”

Friday, October 26th, 2001

Łódzcy radni wybrali wczoraj osoby, którym podczas uroczystej sesji związanej ze Świętem Niepodległości wręczone zostaną odznaki „Za zasługi dla miasta Łodzi”.

Są wśród nich Polski Związek Działkowców Okręgowy Zarząd w Łodzi, Polskie Radio – Regionalna Rozgłośnia w Łodzi „Radio Łódź SA” i ZHP Komenda Hufca Łódź-Górna im. Rewolucji 1905 roku.

Odznaki otrzyma również osiemnaście osób indywidualnych:

Krystyna Longina Bednarek (ekonomista), Stanisław Bijak (artysta muzyk), Anna Dietrich-Muszalska (lekarz), pośmiertnie Bogusław Romuald Dzitko (lekarz), Kazimierz Kowalski (artysta), Mieczysław Lewak (działacz samorządowy), Piotr Andrzej Martynowski (nauczyciel), Eleonora Władysława Olek (technik ekonomista), Zbigniew Ołubek (kulturoznawca), Marian Papis (historyk), Henryk Bolesław Pawlak (prezes SM „Czerwony Rynek”), Ignacy Zenon Petecki (przedsiębiorca), Janusz Henryk Różycki (działacz samorządowy), Krzysztof Franciszek Sibielski (nauczyciel), Barbara Teresa Szczepańska (pedagog specjalny), Mirosław Marian Wilk (nauczyciel), Krzysztof Paweł Woźniak (nauczyciel akademicki) i Władysław Wróblewski (działacz sportowy).

Autor artykułu: (k)

Zwijali chodnik na dwie zmiany

Friday, October 26th, 2001

Dwóch mężczyzn, którzy kilkanaście minut przed północą rozbierali chodnik na kawałki, zauważyli strażnicy miejscy.

Około godz. 23.40 patrol straży miejskiej zauważył u zbiegu ulic Antoniewskiej i Czechosłowackiej około
50-letniego mężczyznę, który bardzo sprawnie wyjmował płyty z chodnika i ładował je do wózka. Natychmiast zatrzymali go i odwieźli na komisariat. Kiedy kilkanaście minut później wrócili na miejsce, aby zabezpieczyć uszkodzony chodnik, zobaczyli kolejnego mężczyznę, który zabierał kostkę po kostce. Jego także zatrzymano.

Obaj sprawcy przyznali, że zostali zatrudnieni przez jednego z okolicznych przedsiębiorców. Miał on im zlecić, aby utwardzili drogę przed firmą. Mężczyźni uznali, że najlepiej posłużą do tego płyty chodnikowe. Sprawę ma dalej wyjaśniać policja

Autor artykułu: (k)

Mało pracy, więcej inicjatywy

Wednesday, October 24th, 2001

Wzrasta liczba firm prywatnych w gminie Rozprza. Zarejestrowanych jest tam obecnie 358 podmiotów gospodarczych. Są to firmy o różnym charakterze działalności i wielkości zatrudnienia.

Większość z nich to działalność rodzinna, a często jednoosobowa. Jak chyba wszędzie, dominuje handel – 151 podmiotów oraz różnorodne usługi – 183 podmioty.

Z nowo powstałych w ostatnich latach zakładów należy wymienić: masarnię „Duet” oraz zakład produkcji opakowań MTM w Niechcicach, zakład produkcji środków farmaceutycznych „Elanda” w Rozprzy. Do nietypowych należy przedsiębiorstwo „Supra” w Longinówce zajmujące się produkcją oryginalnych i pięknych bukietów oraz kompozycji z suchych kwiatów.

– Obecnie obserwujemy tendencję wzrostu liczby podmiotów gospodarczych – informuje Ryszard Witek, wójt gminy Rozprza. – W tym roku przybyło ich 62, a ubyło 38. – Są to jednak niewielkie, najczęściej jednoosobowe jednostki. Działają często na granicy opłacalności, lecz sytuację wymusza drastycznie i dramatycznie kurczący się rynek pracy.

W sferze ogromnych marzeń dla gminy jest powstanie dużego zakładu produkcyjnego, który zatrudniłby większą grupę mieszkańców. Jest to szczególnie ważne przy wzrastającym poziomie bezrobocia. Obecnie na terenie gminy bez pracy jest prawie tysiąc osób.

Autor artykułu: (oby)