Archive for September, 2001

Za to jest weselej

Tuesday, September 18th, 2001

Po czterech latach sprawowania władzy przez AWS, bez obawy popełnienia pomyłki, można stwierdzić, że rząd Jerzego Buzka nie sprawił nam zawodu i zrobił wszystko, aby zachować polską normę: nie jest lepiej, jest za to weselej.

Jak doniosło „Życie Warszawy”, Ministerstwo Zdrowia odwołało dyrektora Instytutu Leków prof. Aleksandra Mazurka. Normalne. Bywa, że odwoływani są ci, co myślą inaczej. Na miejsce Mazurka ministerstwo powołało co prawda magistra socjologii, ale za to po kursach psychoterapeutycznych. Jak twierdzą w Łodzi, jest on także fachowcem od leków, gdyż pracował w hurtowni farmaceutycznej.

Niestety, rada naukowa Instytutu Leków nie poznała się na tej nominacji i ją oprotestowała. Uczeni wyszli z fałszywego założenia, że skoro nawet w czasach rządów „ciemniaków” instytutem kierował profesor farmacji, to teraz też powinien. Instytut bowiem nie zajmuje się hurtowym handlem lekami, tylko ich zatwierdzaniem do użytku.

Riposta ministerstwa na protest uczonych była błyskawiczna i zaskakująca: dwaj urzędnicy wynieśli drzwi od gabinetu poprzedniego dyrektora!

Na pytanie, dlaczego wynieśli te drzwi i co się z nimi stało, policja nie znalazła odpowiedzi. Jedno w tej sprawie jest pewne: po wymianie ekipy rządzącej minister zdrowia prof. Grzegorz Opala ma zagwarantowaną pracę jako autor scenariuszy do najlepszych polskich seriali telewizyjnych: „13. posterunek” i „Świat według Kiepskich”. Tam potrzebne są takie zaskakujące i logiczne puenty.

Czekam na Państwa opinie.

Autor artykułu: Jerzy Witaszczyk

Zakończyły się targi CEDE 2001

Monday, September 17th, 2001

Grand Prix dla łódzkiej firmy. Pasta do zębów z aminofluorkami zwalczającymi próchnicę, wyprodukowana przez łódzką Pollenę Ewę, otrzymała jedną z czterech Grand Prix targów stomatologicznych CEDE 2001, zakończonych w sobotę w Łodzi.

Pozostałe nagrody przypadły: producentowi unitów dentystycznych z Żywca oraz firmom z Niemiec (wiertła) i z Liechtensteinu (materiały do wypełnień).

Łódzkie targi przez trzy dni zwiedziło około 14 tys. osób, a wielu wystawców, m.in. z Holandii, już zarezerwowało stoiska o większej powierzchni na przyszły rok. Po raz pierwszy w 11-letniej historii CEDE wykładu dentysty wysłuchało aż 1200 osób. Ludzie siedzieli na schodach i podłodze, a Roman Borczyk z Katowic mówił, co stomatolog ma robić w niecodziennych sytuacjach, kiedy np. kawałek złamanego narzędzia utkwi w zębie.

O wiele lepiej niż rok temu wyglądały w tym roku stoiska targowe z podświetlonymi podłogami oraz dobranymi kolorystycznie wykładzinami i meblami.

Autor artykułu: (luk)

Pieniądze na papierze

Monday, September 17th, 2001

Łódzkie składowisko i sortownia odpadów czeka na euro.
Pieniądze na uporządkowanie gospodarki odpadami w Łodzi zostały zatwierdzone w połowie lipca, ale pozostają nadal tylko na papierze – powiedział nam Marek Pater, zastępca dyrektora Wydziału Komunalnego Urzędu Miasta Łodzi.

– Nasze miasto otrzyma 13 mln euro z unijnego funduszu ISPA. Jednak jeszcze raz tyle potrzeba, by ruszyć z rozbudową już istniejącej kompostowni, postawić sortownię odpadów oraz stację przeładunkową dla nowego składowiska.
W tej chwili na Lublinek doprowadzona jest woda, prąd i kanalizacja. Położono kable energetyczne. Są już gotowe wykopy pod przyszłe obiekty oraz droga dojazdowa do sortowni. Ciągle działa tymczasowa stacja przeładunku. Stąd, dopóki łódzka gmina nie doczeka się wysypiska, odpady wywożone będą nadal do Krośniewic, Kamieńska i Czmonia na Pomorzu.

Na budowę sortowni i nowej stacji przeładunkowej zostanie ogłoszony międzynarodowy przetarg. To jeden z warunków finansowania przez UE całej inwestycji. Odpady, które trafiać będą do sortowni, zostaną pogrupowane. Osobno: plastik, tekstylia, metale i papier. Jako surowce wtórne będą sprzedawane i wykorzystane w produkcji. Natomiast do przeróbki odpadów zielonych wykorzystana zostanie rozbudowana kompostownia.

Pozostałe odpady komunalne trafiać mają na nowe, bezpieczne składowisko, znacznie większe od obecnego, o pojemności aż 750 tys. metrów sześciennych.

W związku z selektywną zbiórką odpadów w mieście na Lublinek trafiać ma gruz i śmieci zebrane z ulic.

Autor artykułu: (mawi)

Żłobek dla magnificencji

Monday, September 17th, 2001

W zabytkowym pałacyku przy zbiegu ulic Północnej i Franciszkańskiej trwa kapitalny remont. Prace finansowane są przez Uniwersytet Łódzki, który przejął obiekt od władz miasta.

Uczelnia zamierza przenieść tam rektorat, który teraz mieści się na rogu ulic Narutowicza i Lindleya.
Pałacyk, który ostatnio stał pusty, a wcześniej był zajmowany kolejno przez przedszkole i żłobek, uniwersytet przejął w bardzo złym stanie.

– Budynek był bardzo zniszczony, od wielu lat nie prowadzono w nim ani prac remontowych, ani konserwatorskich – powiedział nam Jan Rydz, zastępca dyrektora administracyjnego UŁ ds. technicznych.
Remont i odnowienie pałacyku potrwa prawdopodobnie dwa lata. Do końca 2002 roku mają być zakończone prace budowlano-instalacyjne. Na rok 2003 zaplanowano budowę parkingu i urządzenie terenu wokół pałacyku oraz wyposażenie jego wnętrza. Ponieważ koszty inwestycji pokrywa uniwersytet wyłącznie ze środków własnych, zakończenie robót może się odwlec, jeżeli dotacje, jakie uczelnia otrzymuje z budżetu państwa będą zmniejszane lub opóźniane.

Rektorat, jako przyszłe przeznaczenie zabytkowego pałacyku, wydaje się dobrym pomysłem z kilku powodów. Przede wszystkim władze uniwersytetu powinny pracować w obiekcie godnym tak cenionej, szacownej uczelni. Ponadto charakter ich pracy praktycznie wyklucza dewastację zabytku. Ważne jest też usytuowanie pałacyku wśród zieleni, z dala od hałaśliwego centrum miasta, ale stosunkowo blisko innych budynków UŁ. W zabytkowych pałacykach mieszczą się już rektoraty innych łódzkich uczelni, m.in. politechniki i Akademii Muzycznej.

Autor artykułu: (pp)

Rocznicowe linie

Friday, September 14th, 2001

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji w Sieradzu ma 25 lat. – Idea utworzenia komunikacji miejskiej pojawiła się w momencie, gdy Sieradz stał się miastem wojewódzkim – mówi Andrzej Kierniakiewicz, prezes Zarządu MPK.

– Potraktowano to przedsięwzięcie bardzo prestiżowo. Nie było odpowiedniej liczby autobusów, bazy i ludzi, był jednak zapał i chęć tworzenia, zamiar został więc zrealizowany.

Zakład, którego ojcem chrzestnym był Henryk Krawczyk, ówczesny szef Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Sieradzu, powstał już w rok po utworzeniu województwa sieradzkiego. Początki rzeczywiście były skromne. Sześć autobusów obsługiwało tylko dwie linie, a firma zatrudniała 26 osób. Stopniowo jednak przedsiębiorstwo się rozwijało. Powoli rosła ilość linii, zwiększało się zatrudnienie i liczba pojazdów. W strukturach Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej (tak wówczas firma się nazywała) utworzono zakłady w Zduńskiej Woli i Łasku. Apogeum rozwoju PKM przypadło na połowę lat 80. W szczytowym okresie w firmie pracowało bez mała 300 osób, posiadała ona ponad 70 autobusów.

Kłopoty pojawiły się w momencie transformacji ustrojowej. Komunikację miejską podporządkowano samorządom, które na ten cel przeznaczyć mogły mniejszą ilość pieniędzy niż budżet centralny. W tej sytuacji konieczny stał się podział przedsiębiorstwa na trzy niezależne od siebie firmy.

Tłuściejsze lata nadeszły tylko dla sieradzkiego MPK (bo tak nazwano przekształconą w spółkę firmę) w połowie lat 90. Dzięki sprzedaniu części gruntów, należących do przedsiębiorstwa, znalazły się pieniądze na nowe autobusy, remonty starych i wybrukowanie placu. Ponowny kryzys przyszedł z początkiem roku 1999. – Było tego kilka przyczyn – wyjaśnia prezes. – Sieradz stracił status miasta wojewódzkiego, zwiększyło się bezrobocie, coraz więcej osób podróżuje własnymi samochodami. Spadać zaczęła liczba sprzedawanych biletów. Mimo trudnej sytuacji chcemy jednak utrzymać obecną ilość linii i kursów, naszym priorytetem jest również zachowanie zatrudnienia na dotychczasowym poziomie.

Autor artykułu: Paweł Gołąb

Te koszty już są ponoszone!

Friday, September 14th, 2001

Sieradzki Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej oczekuje ze zniecierpliwieniem na uchwalenie ustawy o ratownictwie. Tymczasem wciąż nie wiadomo, czy ten ważny dokument wejdzie w życie.

– Ustawy wciąż nie ma, póki co po licznych poprawkach trafiła ona do prezydenta. Z ostatnich rozmów w Ministerstwie Zdrowia wynika jednak, że waha się on, czy przedłożony dokument podpisać – poinformował prof. Wojciech Gaszyński, pełnomocnik wojewody łódzkiego ds. ratownictwa, który odwiedził sieradzki szpital. – Jego niezdecydowanie wzbudzają niektóre zapisy ustawy dotyczące kosztów wprowadzenia planowanych zmian w życie. Można je bowiem różnie interpretować. Z jednej strony jako znaczny wydatek, który trzeba ponieść, co w obecnej sytuacji finansów państwa może faktycznie budzić obawy. Z drugiej jednak można na nie spojrzeć, jako na rzetelne oszacowanie kosztów, które i tak są obecnie ponoszone, tylko opłacane z innych sfer działalności.

Nie wszyscy czekali z wprowadzeniem zmian, które zapisano w ustawie, na uchwalenie przepisów. M.in. w sieradzkim szpitalu, gdzie już z początkiem tego roku uruchomiono oddział ratownictwa. – Ich tworzenie można traktować jako pewnego rodzaju inwestycję – wyjaśnia Andrzej Wiśniewski, p.o. ordynator oddziału. – Wyliczono, że w ciągu roku nasze państwo traci 8 mld zł z winy zbyt późnego udzielenia pomocy pacjentom. Składają się na to wypłacane później renty, odszkodowania i pokrywanie kosztów zbyt długiej hospitalizacji chorych. Dzięki oddziałom ratownictwa można te wydatki zmniejszyć.

Zaniechanie wprowadzenia ustawy może te plany zniweczyć, nie mając ku temu żadnych podstaw prawnych, Kasy Chorych nie będą bowiem finansować tej sfery działalności. – Nie będzie wiadomo kto ma przekazywać pieniądze na istniejące oddziały ratownictwa – ostrzega profesor. – Boimy się nie tyle o ich dalsze istnienie, co o pogorszenie jakości usług przez nie oferowanych. Może również dojść do sytuacji, że ich pierwotne przeznaczenie powoli ulegać zacznie zmianie na te formy działalności, które są kontraktowane.

Autor artykułu: (pg)

Zapaśnicy zważą i zmierzą się

Friday, September 14th, 2001

W Sieradzu zmierzą się zapaśnicy. Turniej, w którym głównym trofeum będzie puchar ufundowany przez prezydenta miasta Sieradza, odbędzie się w niedzielę. Zawodnicy rywalizować będą w hali sportowej, znajdującej się przy Szkole Podstawowej nr 10. Celem imprezy, według zamiarów jej inicjatorów, jest popularyzacja zapasów w sieradzkim środowisku.

Organizatorami zawodów są: Urząd Miasta Sieradz, Uczniowski Klub Sportowy „Dziesiątka”, RW LZS w Łodzi oraz LKS Piast w Sieradzu. Na matach zmierzą się zawodnicy urodzeni w latach 1981 i młodsi. Sportowcy podzieleni będą na 10 kategorii wagowych. Uroczyste otwarcie turnieju i pierwsze walki zapaśnicze rozpoczną się o godz. 11.30. Ceremonię otwarcia poprzedzi ważenie uczestników zawodów.

Autor artykułu: (pg)

W wehikule tożsamości

Thursday, September 13th, 2001

Na ośmiu drewnianych krzesłach zasiada osiem osób. W takt transowej muzyki wyruszają w tajemniczą podróż w głąb samych siebie. W jej trakcie szukać będą swej tożsamości i sensu życia.

Najnowsza premiera teatru „Logos” – „Przejazd tam” – to powieść o próżności i zawiści, prawdziwych dramatach i pseudopotrzebach, o marzeniach, przemijaniu, rozczarowaniu i zbawieniu. Podstawą przedstawienia stały się teksty Helmuta Kajzara, które wybrał i złożył w całość Bogusław Kierc.

Nie jest to zwykły scenariusz, bo też niezwykłe jest przedstawienie przygotowane przez niezwykłego reżysera. Cytaty z Kajzara ułożyły się w libretto, którego inscenizacji podjęła się Ewa Wycichowska. „Przejazd tam” jest jej debiutem reżyserskim w „Logosie”.

Osobowość reżyserki choreografa wycisnęła na przedstawieniu ogromne piętno. Słowo (momentami zupełnie niesłyszalne) musiało zejść na dalszy plan. Artyści „Logosu” stanęli przez niezwykłym dla nich zadaniem. Oto po raz pierwszy musieli nie tylko grać, ale też tańczyć, wykonywać akrobacje, a nawet być mimami. Wcześniej zadania takie wyznaczano jedynie pojedynczym aktorom. Tym razem wymaganiom Ewy Wycichowskiej musieli sprostać wszyscy. Do zadań przygotowywali się sumiennie podczas letnich warsztatów w Borkach nad Zalewem Sulejowskim. Jolanta Kowalska, Anna Sadowiak, Ola Niewęgłowska, Monika Tomczyk, Marek Targowski, Marek Kasprzyk, Rafał Mikołajewski i Maciej Andrysiak egzamin zdali celująco. Na scenie stworzyli świat, w którym nic nie jest do końca oczywiste.

W swej podróży spotykają pensjonariuszkę domu starców, przebiegłego księdza, córkę i jej starzejącą się matkę, parę zakochanych. A może to tylko pozory, może ci ludzie są kimś innym, a słowa, które wypowiadają, to maski, za którymi skrywają swe rany. „Tu gdzie jestem, Ciebie nie ma. Jest tylko koniec” – mówi Jolanta Kowalska zwracając oczy ku niebu. I to jest jedyny pewnik.

Pod koniec przedstawienia Ewa Wycichowska robi zaskakującą woltę. Aktorzy wychodzą ze swych ról i zwracają się bezpośrednio do publiczności. Pesymistyczny w swej wymowie spektakl niespodziewanie tchnie optymizmem. Ale to jeszcze nie finał, a osobiste wyznania okazują się kolejnymi wcieleniami, które trzeba porzucić, by znów wrócić do rzeczywistości znaczonej Golgotą. A jednak w ostatecznym rozrachunku zostaje odrobina nadziei, która wypływa ze słów „już dzień” i z kształtu ustawionej z krzeseł konstrukcji.

Autor artykułu: Monika Pietras

Eksmisja pod ochronnym parasolem

Thursday, September 13th, 2001

Lokatorzy notorycznie niepłacący czynszu mogą spać spokojnie – nowelizacja ustawy o ochronie lokatorów i najmie lokali znacznie utrudniła wykonanie eksmisji.

Administratorzy nieruchomości załamują ręce, ponieważ dłużników przybywa, a mieszkań socjalnych nie ma.

– Nie jesteśmy potworami, ale eksmisja była często jedynym sposobem na niesolidnych najemców – mówią zgodnie. – Nowa ustawa jest sformułowana w taki sposób, że chyba każdy może się uważać za chronionego.

W myśl nowych przepisów nie można wyrzucić na bruk nie tylko osób starszych, niepełnosprawnych i kobiet w ciąży. Wśród uprzywilejowanych znaleźli się również bezrobotni.

Nie wiadomo jednak czy chodzi o ludzi bez prawa do zasiłku, czy wszystkich bezrobotnych. – Takich nieścisłości jest wiele i zagrożeni wyrokami będą te luki wykorzystywać – usłyszeliśmy w Administracji Nieruchomości Łódź Górna.

– Tylko skąd brać lokale socjalne?

Osobom wymienionym w ustawie jako uprzywilejowanym, wnioskujący o eksmisję muszą zapewnić inne mieszkanie. Dotyczy to zarówno lokali komunalnych, jak i kamienic prywatnych.

W ubiegłym roku w Łodzi przeprowadzono około 300 eksmisji. To sporo, biorąc pod uwagę, że w okresie od 1 listopada do 1 kwietnia nie wolno było wyrzucać ludzi na bruk. Większość dłużników była ludźmi z marginesu społecznego. Zdarzały się też wyroki eksmisyjne za znęcanie się nad rodziną.

– W tym roku liczba wniosków znacznie się zmniejszyła – powiedział Andrzej Ritmann, rzecznik Rady Izby Komorniczej w Łodzi. – Myślę, że duży wpływ miała na to nowelizacja ustawy, bo nie sądzę, żeby ludzie zaczęli nagle płacić.

Autor artykułu: (mp)

Umowa z siostrami

Thursday, September 13th, 2001

Zdesperowani pracownicy Domu Pomocy Społecznej przy ul. Kosynierów Gdyńskich poprosili o pomoc przewodniczącego komisji zdrowia łódzkiej Rady Miejskiej. Obawiają się, że placówka zostanie zlikwidowana, a oni stracą pracę.

O odzyskanie budynku, w którym mieści się dom pomocy zabiega Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny. Władze Łodzi nie zajęły w tej sprawie stanowiska.

Podczas wczorajszego posiedzenia komisji zdrowia został odczytany dramatyczny list pracowników Domu Pomocy Społecznej. Pytają w nim, czy po oddaniu nieruchomości Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek NMP istnieje możliwość przeniesienia domu pomocy do innego budynku. Zwracają uwagę, że nikt z władz miasta nie zadbał o negocjowanie wysokości czynszu za budynek przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Rocznie budżet miasta musi z tego tytułu płacić właścicielom aż 96 tys. zł.

– Zarząd miasta wie o kłopotach Domu Pomocy Społecznej przy ul. Kosynierów Gdyńskich. W najbliższym czasie ma nas poinformować co postanowił – powiedział nam Fabian Obzejta, przewodniczący komisji zdrowia łódzkiej Rady Miejskiej. – Podopieczni placówki to ludzie ze schorzeniami psychicznymi, wymagają więc szczególnej troski.

Czy zarząd miasta przedłuży umowę najmu ze Zgromadzeniem Sióstr Służebniczek NMP, czy planuje przeniesienie placówki, czy też jej likwidację – nie wiadomo. Władze miasta mimo deklaracji dotyczących szczególnej troski o zdrowie łodzian nie udzieliły nam wczoraj odpowiedzi na te pytania.

Autor artykułu: (k)