Tego jeszcze nie było.
U miejskiego rzecznika konsumentów w Łodzi interweniują ludzie, którzy czują się oszukani przez… Związek Obrony Konsumentów (ZOK).
– Mamy wiele skarg, że związek uzależnia podjęcie pomocy od darowizny na jego rzecz. Do tego są sygnały, że przyjętych spraw się nie załatwia – mówi Zbigniew Nowakowski, miejski rzecznik konsumentów.
Na drzwiach do siedziby ZOK przy ul. Piotrkowskiej 33 wisi tablica, z której jasno wynika, że związek pomaga konsumentom bezpłatnie.
Toyota z odpryskami
Na toyocie Grażyny Grzejszczak pojawiły się liczne odpryski lakieru, a serwis nie chciał uznać reklamacji.
– Zadzwoniłam po pomoc do Związku Obrony Konsumentów – opowiada pani Grażyna.
– Umówiłam się z panem Adamem N. na rozmowę w siedzibie związku. Tam od studentów prawa, odbywających praktyki w ZOK, usłyszałam, że związek ma kłopoty finansowe i pobiera opłatę w wysokości 0,5 procent od wartości reklamacji, natomiast pomoc przy napisaniu pisma procesowego kosztuje 75 złotych. Pan N. dodał, że powinnam zapłacić za prowadzenie sprawy 2.200 złotych. Za taką sumę polakierowałabym sobie samochód i nie potrzebowałabym reklamacji!
Ostatecznie pani Grażyna umówiła się, że zapłaci 250 złotych. Najpierw dała 120 złotych, a następnego dnia przyszła do ZOK po pismo do Toyoty i by wpłacić resztę. Pan N. tłumaczył się, że nie zdążył przygotować pisma.
– Domagał się ode mnie zaległej reszty. Dałam mu. Potem rozmawiałam z nim wielokrotnie telefonicznie, ale zawsze tłumaczył się, że jest bardzo zajęty, ale zajmuje się moją sprawą. Do tej pory nic nie zrobił, a od czerwca minęło już sporo czasu…
Agnieszka K. z Łodzi (nazwisko do wiadomości redakcji):
– Zgłosiłam się we wrześniu z mężem do pana N. z reklamacją domu, który kupiliśmy z wadami. N. wycenił, że wartość reklamacji wynosi miliard, a my mamy zapłacić mu od tego 10 procent. Potem powiedział, że prezes zgodził się na 5 procent. W sumie doszliśmy do 2 tysięcy. Płaciliśmy, bo początkowo pan N. próbował coś robić w naszej sprawie. Niestety, nic konkretnego nie zrobił. Sami układamy się teraz z firmą, która sprzedała nam dom. Dwa tygodnie temu wycofaliśmy panu N. pełnomocnictwo i zażądaliśmy zwrotu 2 tysięcy zł.
Od obrońcy do obrońcy
Podobnych skarg do miejskiego rzecznika konsumentów wpłynęło więcej. Pewnemu bezrobotnemu założono wadliwe okno. Według niego, za samo obejrzenie okien pan N. z ZOK zażądał 150 złotych. Bezrobotny zaczął lamentować i „darowiznę” opuszczono do 100 złotych. Rzecznikowi poskarżył się też Włodzimierz B. z gminy Aleksandrów, że pan N. zażądał od niego 300 zł darowizny za załatwienie reklamacji stolarki okiennej.
– Bezrobotna Janina B. z Łodzi złożyła u nas oświadczenie, że nie stać jej było na 50 złotych darowizny na rzecz ZOK. więc związek skierował ją… do Klubu Federacji Konsumentów, bo tam załatwiają sprawy bezpłatnie – mówi Nowakowski.
Poproszony przez miejskiego rzecznika konsumentów o opinię mecenas Paweł Wyrwas nie ma wątpliwości, że Związek Obrony Konsumentów żąda od klientów pieniędzy bezprawnie.
– Pieniądze za wykonaną usługę czy pomoc klientowi w załatwieniu reklamacji są zapłatą, a nie żadną darowizną – uważa mecenas Wyrwas.
Iwona Zaczek, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie:
– Jeżeli ZOK reklamuje się, że pomaga konsumentom nieodpłatnie, a uzależnia pomoc od wpłaty pieniędzy, budzi to nasze zaniepokojenie. – Skoro ZOK chce zarabiać na prowadzonych sprawach, niech zarejestruje się jako firma, a nie ogłasza, że pomaga bezpłatnie – uważa Zbigniew Nowakowski.
Piotr Siech, obecny prezes ZOK: – Nie znam sprawy.
Miejski rzecznik konsumentów: – Wysłałem panu Siechowi wszystkie dokumenty, które dotyczą tej sprawy i jesteśmy już umówieni na rozmowę.
Spokojne sumienie prawnika
Adam N. jeszcze dwa lata temu był prezesem związku, a
obecnie jest doradcą.
– Nie będę się wypowiadał w sprawie pani Grzejszczak, bo nie znam treści jej skargi – zastrzega się. Nie godzi się na nagrywanie wypowiedzi. – To prawda, prosimy konsumentów o darowizny na rzecz związku, gdyż znikąd nie dostajemy dotacji – mówi Adam N. – Zgodnie z prawem, jako stowarzyszenie możemy przyjmować darowizny. Mówimy ludziom, że nie jesteśmy w stanie od razu załatwić wszystkich spraw, bo jest nas tylko troje. Sam prowadzę 250 spraw. Od dwóch lat nie mam za to grosza. Rocznie załatwiamy około 5 tysięcy spraw. Adam N. pokazuje pełne półki teczek.
– Ale nie jest tak, że nie zajmiemy się skargą, jak nam konsument nie wpłaci – zastrzega. – Oczywiście, jak widzimy, że ktoś jest zamożny, podjeżdża drogim samochodem, to przepraszam bardzo, ale stać go na adwokata…
– Ale przecież na drzwiach jest tabliczka, że pomagacie bezpłatnie!
– Porad telefonicznych udzielamy bezpłatnie – wtrąca młody prawnik Michał Wojtysiak. – Dzięki tym darowiznom, możemy prowadzić sprawy ludzi, których nie stać na zapłacenie. Dlatego mam spokojne sumienie, że przyjmujemy darowizny.
– W tym roku pieniędzy odmówili nam wszyscy: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urząd Miasta, Wojewódzki, Marszałkowski i wszystkie starostwa – mówi oburzony N. – Tego, że nie pomoże nam Urząd Ochrony Konkurencji, nie zawaham się nazwać draństwem!
W grubej księdze, którą ZOK chwali się dziennikarzom, są wpisane podziękowania od zadowolonych klientów. Adam N. prosi reporterkę „Dziennika” do sąsiedniego pokoju:
– Zadzwoniłem do naszej klientki i ona pani zaraz powie, że wpłaciła dobrowolnie darowiznę i jest zadowolona z naszych usług.
Anna Kosiakiewicz, konsumentka:
– Tak, jestem zadowolona z prowadzonej przez ZOK sprawy. W miesiąc po gwarancji zaczął mi szwankować silnik w samochodzie. Dałam do kasy związku darowiznę w wysokości 2 tysięcy złotych. Opłacało mi się to bardziej niż iść do adwokata. Sprawa została załatwiona.
Atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. Co rusz dzwonią telefony od konsumentów. Adam N. zapewnia interesantów, że sprawa jest w toku, ale teraz nie może rozmawiać. Nagle zastawia drogę krzesłem reportece „Dziennika”:
– Pani stąd nie wyjdzie! Ja jeszcze nie skończyłem!
Po czym powtarza to, co już mówił.
O krok przed zamknięciem
O ZOK pisaliśmy już w minionym roku. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie, finansujący związek, krytycznie ocenił wówczas jego działalność i wstrzymał dotacje. ZOK-owi zarzucono brak gospodarności, nierzetelny sposób dokumentowania poradnictwa i nieprzekazywanie comiesięcznych rozliczeń finansowych.
Jak twierdzi Jacek Herde, dyrektor Departamentu Polityki Konsumenckiej w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, podczas inspekcji pracownicy urzędu obliczyli, że związek udzielił 550 porad i interwencji telefonicznych, natomiast w sprawozdaniu ZOK było prawie dwa razy więcej!
Ówczesny prezes Adam N. mówił dziennikarzom, że jest inwalidą pierwszej grupy i kiedy kasa związku była pusta, z własnej renty opłacał najpilniejsze wydatki.
Prezes N. liczył na poparcie samorządu i zmianę stanowiska UOKiK. Doczekał się jedynie ostrej krytyki. Nowy zarząd ZOK, wybrany na lipcowym walnym zgromadzeniu, potwierdził nieprawidłowości w działalności ZOK. Członkowie zaczęli składać rezygnacje. We wrześniu poważnie zadłużony ZOK zawiesił działalność. UOKiK uznał, że pieniędzy na działalność nie przyzna, konsumenci nie poniosą jednak wielkiej straty, gdyż w Łodzi działają jeszcze inne organizacje służące im bezpłatną pomocą.
Nagle nadeszło wsparcie Urzędu Marszałkowskiego. Uznano, że nie można dopuścić do likwidacji tak zasłużonej instytucji. Urząd Marszałkowski przyznał związkowi 5 tysięcy złotych dotacji, licząc, że nowe władze przywrócą dobre imię tej organizacji. Od ubiegłego roku znów słyszy się o darowiznach, których wymaga się od klientów.
„A może to zawiść?”
Miejski rzecznik konsumentów wystąpił z pismem do Związku Obrony Konsumentów o zwrot pieniędzy Grażynie Grzejszczak i zaprzestanie praktyki wymuszania opłat za świadczone usługi.
– Zażądaliśmy też od ZOK cennika usług i wyjaśnienia, w jakiej formie związek rozlicza się z otrzymywanych od konsumentów wpłat z organami podatkowymi – dodaje rzecznik Zbigniew Nowakowski. – Niestety, w piśmie przysłanym przez prezesa ZOK, Piotra Siecha, nie ma tych wyjaśnień.
W piśmie tym czytamy natomiast: „Ze strony miejskiego rzecznika konsumentów spotyka nas najogólniej określając niechęć, jeżeli nie wręcz wrogość. A może to zawiść, że biuro MRK mając dobre uposażenie pracuje w godzinach 8 – 16, podczas gdy ZOK pracuje w godzinach 7.30 – 19?”
Prezes Siech ma też pretensje do rzecznika, że negatywnie nastawił do ZOK byłego prezydenta Łodzi i członków zarządu miasta, a w wywiadach prasowych krytykuje związek, radząc likwidację ZOK.
– Nie kieruję się zawiścią – oponuje Nowakowski. – Jeżeli przychodzą do mnie skargi od konsumentów, muszę zareagować.
Autor artykułu: Joanna Leszczyńska, Anna Rojek