Wszystko wskazuje na to, że część pracowników ośrodków pomocy społecznej, domów dziecka i domów społecznych podległych łódzkiemu Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej otrzyma wynagrodzenia za sierpień z miesięcznym poślizgiem, zaś pozostali dostaną tylko 80 procent tego, co im się należy. Powód: ustawiczny brak pieniędzy.
Tylko w lipcu na normalne funkcjonowanie placówek podległych MOPS brakuje 3 milionów złotych. W skali całego roku deficyt wynosi 11 milionów złotych.
Wczoraj doszło do spotkania członków łódzkiego Związku Nauczycielstwa Polskiego zaniepokojonych tragiczną sytuacją placówek opieki społecznej w Łodzi z Pawłem Osiborskim, dyrektorem MOPS. Nie od dziś wiadomo, że podległe ośrodkowi placówki przeżywają duże kłopoty finansowe.
– Dotychczas brakowało pieniędzy na wydatki rzeczowe, teraz mają ucierpieć pracownicy – mówi Krzysztof Baszczyński, prezes łódzkiego ZNP. – W związku z tym wyślemy do wszystkich placówek list informujący o zaistniałej sytuacji, a ponadto będziemy starać się wymóc na wojewodzie zmianę tej złej sytuacji.
W łódzkich domach dziecka brakuje pieniędzy praktycznie na wszystko. Nie ma ich między innymi na ubrania i leki. Od kilku miesięcy placówki te nie płacą za prąd, ciepłą wodę, telefony. Co miesiąc wysyłają prośby o odroczenie spłaty. Utrzymują się wyłącznie dzięki uprzejmości sponsorów.
– Jeżeli jak dotychczas nie będziemy otrzymywać pieniędzy to sytuacja może być tragiczna, może zabraknąć nawet na jedzenie – powiedział nam dyrektor Paweł Osiborski.
Autor artykułu: rok