Biały śnieg i wyłaniające się spod niego ciemne kępy traw i ziemi sprawiały, że z daleka był ledwo widoczny. Trzeba było wytężyć wzrok, by przekonać się, że Sieradz odwiedził nietypowy gość. Wszak zimowa aura już nadeszła i nie powinno go tu być. On jednak, jakby na przekór, dumnie przechadzał się z miejsca na miejsce.
Bociana wypatrzył Marek Jasek z Zakładu Eksploatacji Piasku Rzecznego w Sieradzu. Dostrzegł go, gdy ptak spoczął na drugim brzegu rzeki. – Wybrał sobie miejsce ulubione przez ptaki – powiedział „DŁ-WD”.
– Przylatują tu łabędzie i kaczki. Często je obserwuję, ale nie spodziewałem się, że zobaczę bociana.
Zrobienie zdjęcia bocianowi, który na czas nie zdołał odlecieć do ciepłych krajów, nie było łatwe. O pomoc poprosiliśmy więc fotografika, który specjalizuje się w robieniu zdjęć przyrodniczych. I jemu bocian niechętnie dał się ująć w kadrze. Trzeba było użyć podstępu.
– Spodziewałem się, że mogą być problemy. Mam ciemną kurtkę, prócz sprzętu: aparatu, lornetki i statywu, zabrałem więc ze sobą także prześcieradło. W razie gdyby ptak okazał się czujny, chciałem siebie zamaskować płachtą białego materiału – opowiedział nam Marcin Grabia.
O mały włos ten misterny plan by się nie powiódł. Ptak nie zamierzał bowiem dać się sfotografować. Gdy Marcin Grabia doszedł blisko miejsca spoczynku ptaka, ten… przeleciał na drugą stronę rzeki. Gdy fotografik wrócił, bociana już nie było. Wypatrzył go jednak ponownie z samochodu, gdy już wracał do domu. Bociek stał na lodzie przy brzegu Żegliny, tuż przy jej ujściu do Warty.
– Prześcieradło się przydało – mówi z satysfakcją Marcin Grabia. – Inaczej bym go nie podszedł. I tak zajęło mi to godzinę. Musiałem powoli robić każdy ruch. Jeden szybszy z pewnością by go spłoszył.
Bocian został uchwycony w kadrze. Energii, jak widać, mu nie brakowało, mamy więc nadzieję, że zdoła wykrzesać jeszcze tyle sił, by odlecieć w cieplejsze rejony.
Autor artykułu: Paweł Gołąb